Ksiądz, który nie bał się zarazy

Ks. Patrick Ryan przyjmował chorobę tak spokojnie, że lekarz uznał, iż pacjent wyzdrowieje. Duchowny zapadł na żółtą febrę, która wywołała panikę na południu Stanów Zjednoczonych.

Ostatniego dnia lipca na cmentarzu w Chattanooga w stanie Tennessee ekshumowano ciało ks. Patricka Ryana. Wśród dźwięków irlandzkich dud uroczyście przeniesiono je do miejscowej bazyliki Świętych Piotra i Pawła. Była to niezbędna część rozpoczętego wcześniej procesu beatyfikacyjnego. Ksiądz Ryan był jedną z pierwszych ofiar zarazy, która 140 lat temu nawiedziła jego miasto. Zmarł, bo nie opuścił swoich parafian.

Miasto ucieczki

W drugiej połowie XIX w. Chattanooga była niewielką, ale prężnie rozwijającą się miejscowością. „Populacja naszego miasta wynosi ok. 12 tys. osób: 7,5 tys. z nich to biali, a 4,5 tys. stanowią kolorowi” – czytamy w opracowaniu z 1878 roku. Zaledwie osiem lat wcześniej ludność była o połowę mniej liczna. Dobrze szedł handel, powstały odlewnia, fabryka urządzeń mechanicznych oraz Zakłady Żelazne Chattanooga z kapitałem w wysokości 250 tys. dolarów. Uruchomiono kolejkę miejską. Miasta nie omijały jednak nieszczęścia. Wielki pożar strawił znaczną część dzielnicy biznesowej. W 1873 roku wybuchła epidemia cholery. Dwa lata później doszło do powodzi. Stan sanitarny nie zawsze był zadowalający. Mieszkańcy niektórych osiedli nie mieli powodów do narzekania, ale ubogie dzielnice – Trzecia i Czwarta – były brudne i zaśmiecone.

W 1878 roku nad południem Stanów Zjednoczonych zawisła nowa groźba – epidemia żółtej febry. Choroba ta wywoływała gorączkę, bóle głowy i pleców oraz osłabienie, a niekiedy również krwawe wymioty. Niektóre z ówczesnych źródeł podawały, że umiera z jej powodu kilka procent zarażonych. Inne – że śmiertelność wynosi aż jedną trzecią. Zarazę po raz pierwszy odnotowano w Stanach Zjednoczonych jeszcze w XVIII stuleciu. Teraz zaatakowała nagle leżące nad rzeką Missisipi miasta Memphis i Nowy Orlean, w których wyroiły się chmary komarów przenoszących chorobę. Zagrożenie w ciągu jednego lata kosztowało życie 20 tys. ludzi.

Tymczasem w Chatta- nooga panował spokój. Tamtejszy klimat był bardziej suchy niż w regionach dotkniętych chorobą, dlatego nikt nie spodziewał się, że żółta febra może dotrzeć i tam. Organizowane były zbiórki na rzecz poszkodowanych – do Nowego Orleanu wysłano pokaźną wówczas kwotę 2 tys. dolarów. Nastroje były tak optymistyczne, że lokalna prasa zapraszała uciekinierów z miast dotkniętych zarazą. Zapewniano ich o gościnności mieszkańców Chattanoogi i o tym, że w miejscowości tej można szybko wrócić do zdrowia. Do końca sierpnia 1878 roku z zaproszenia skorzystało pięćset osób.

Miasto uciekinierów

Do pierwszych zgonów z powodu żółtej febry doszło właśnie wśród przybyszów. 21 sierpnia zmarła kobieta pochodząca z Memphis. Część lekarzy uznała to za powód do wielkiego niepokoju, inni cały czas byli przekonani, że miastu nic nie grozi. 18 września śmierć dotknęła chłopca z Chattanoogi, który bawił się z rówieśnikami w obozie dla uchodźców. Następnego dnia umarła jego matka. Jedną z osób, które badały pierwsze ofiary, był ks. Semmes, kuzyn admirała Konfederatów z czasów wojny secesyjnej, a przed święceniami praktykujący lekarz. Ksiądz Semmes nie miał wątpliwości, że chorobą, która zabija pacjentów, jest żółta febra. Wiadomość obiegła miasto. Dotychczasowy spokój zastąpiła panika. Przerażeni ludzie zaczęli uciekać z Chattanoogi, choć władze natychmiast zarekwirowały wszelkie pojazdy, a okoliczne miejscowości wprowadziły kwarantannę dla wszystkich przybyszów. W krótkim czasie z 12 tys. mieszkańców pozostało w mieście tylko 1,8 tys. osób. Jak później podliczono, epidemia kosztowała życie 366 osób.

Wśród tych, którzy nie wyjechali, był ks. Patrick Ryan. 33-letni kapłan „chodził od domu do domu w najbardziej zarażonych dzielnicach miasta, patrząc, co może zrobić dla chorych i potrzebujących” – opowiadał jeden z naocznych świadków. Posługa nie trwała długo. Już 26 września ks. Ryan sam zachorował na żółtą febrę. Następnego dnia jego stan się pogorszył. Kapłan przyjmował cierpienie tak spokojnie, że zmylił badającego go lekarza. – Był uśmiechnięty i rozmowny – mówił potem dr Luke Blackburn. Medyk zawiadomił telegraficznie biskupa, że ks. Ryan czuje się lepiej i prawdopodobnie wyleczy się. Kolejnego dnia pacjent zdążył przyjąć sakramenty z rąk swojego brata, który także był księdzem i akurat gościł w Chattanooga. Niedługo potem Patrick Ryan zmarł.

Gorliwy kapłan

Patrick Ryan urodził się w miasteczku Nenagh w środkowej Irlandii. Początkowo jego rodzina nie była szczególnie biedna, ale miejscowy posiadacz ziemski zmusił ją do opuszczenia domu. Ryanowie wyemigrowali wówczas do Nowego Jorku, gdzie Patrick dorósł. Miał 21 lat, gdy wstąpił do seminarium duchownego w Cape Girardeau w stanie Missouri. Nie był geniuszem – wspominał jeden z wykładowców – ale studiował bardzo solidnie. Brylował na zajęciach z gimnastyki. W piłce ręcznej nie miał sobie równych. Już po trzech latach studiów przyjął święcenia z rąk biskupa Patricka Feehana w Nashville, stolicy stanu Tennessee. Hierarcha także pochodził z Irlandii – urodził się w hrabstwie Tipperary, z którego pochodzili Ryanowie. Być może właśnie to sprawiło, że Patrick wybrał diecezję Nashville. Przez pierwsze trzy lata młody ksiądz posługiwał w niewielkich miejscowościach. W mieście Gallatin zbudował kościół, który służył parafianom przez wiele lat. Widząc jego gorliwość, bp Feehan skierował kapłana do rozrastającej się Chattanoogi. Ksiądz Ryan trafił do zbudowanego w 1847 roku kościoła mieszczącego się przy ulicy Lindsay. Świątynia była za mała dla powiększającej się wspólnoty parafialnej. Nowemu księdzu udało się ją rozbudować, wydłużając bryłę niemal dwukrotnie. Ksiądz Ryan gorliwie pracował nie tylko w Chattanoodze, ale i w okolicy. W przynajmniej pięciu pobliskich miasteczkach w księgach parafialnych zachowały się wpisy świadczące o tym, że kapłan z Irlandii udzielał tam sakramentów. Początkowo ks. Patrick wykonywał całą tę pracę sam. W 1874 roku dostał do pomocy ks. Wiliama Walsha, a potem innego kapłana, który – jak zakładano – w przyszłości miał przejąć po ks. Ryanie obowiązki proboszcza.

Dzieło na lata

Ważnym zadaniem proboszcza z Chattanoogi była edukacja dzieci. Jego parafia od początku prowadziła szkołę. Jej sytuacja była jednak daleka od zadowalającej – wszystkie klasy były uczone przez jedną świecką osobę, a lekcje odbywały się w podziemiach kościoła. Ksiądz Ryan postanowił sprowadzić do siebie siostry dominikanki, które miały zorganizować placówkę edukacyjną z prawdziwego zdarzenia. Cztery zakonnice, które na jego prośbę przybyły do Chattanoogi, od razu usłyszały, że nie mogą liczyć na wielką pomoc, bo parafianie, poza dwoma lub trzema rodzinami, są biedni. Siostry dostały do dyspozycji starą plebanię, a księża przenieśli się do nowej. Poziom lekcji w szkole parafialnej prowadzonych przez dominikanki był znacznie wyższy niż dotychczas. W dodatku siostry uruchomiły drugą, elitarną placówkę. Na ten cel plebanię odremontowano. Znaleźli się bogaci sponsorzy należący do najbardziej wpływowych mieszkańców miasta, a także dobrzy nauczyciele. Akademia Notre Dame de Lourdes okazała się pierwszą prywatną szkołą w mieście. Działa do dziś, choć miała za sobą zaledwie dwa lata istnienia, gdy z powodu żółtej febry trzeba ją było na pewien czas przekształcić w szpital i sierociniec, a jej twórca zmarł.

Ksiądz Patrick Ryan nie mógł cieszyć się na ziemi tym, że jego dzieło przetrwało wiele lat. Zgodnie z jego ostatnią wolą pochowano go w mieście, w którym posługiwał. Od początku był uważany za bohatera i męczennika.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6