„W ręce twoie polecam ia Ducha moiego”

Klasztor klarysek jest sercem miasteczka. Modlące się tu od czasów Kingi pokolenia sióstr sprowadzają na to miejsce ODCZUWALNE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO.

Most św. Kingi, trakt św. Kingi, źródło św. Kingi, sanktuarium św. Kingi… Gdziekolwiek się człowiek obróci, wszędzie Kinga. Stary Sącz bez świętej księżnej nie byłby tym, czym jest: jednym z najstarszych miast w Polsce. I choć to miasto dziś niewielkie, 16 czerwca 1999 roku odwiedził je sam papież. Także on zjawił się tu z powodu Kingi, żeby ogłosić ją świętą. Jan Paweł II kanonizacją uroczyście potwierdził to, o czym miejscowi byli przekonani od dnia śmierci tej niezwykłej kobiety.

Ustąpcie miejsca

Żeby dotrzeć do początków tej historii, cofnijmy się o 729 lat, do czasów, gdy Polska zmagała się z rozbiciem dzielnicowym. Sącz nie był jeszcze wtedy „Stary”, przeciwnie, dopiero co otrzymał prawa miejskie.

Był 24 lipca 1292 roku. W swojej celi umierała Kinga (Kunegunda), fundatorka klasztoru, wdowa po Bolesławie Wstydliwym, księciu krakowskim. Miała 58 lat, mijał trzynasty rok jej pobytu w klasztorze, najpierw jako administratorki. W 1289 roku złożyła śluby jako siostra klaryska. Chorowała od września 1291 r. Od kilku miesięcy nie była w stanie wstać z łóżka. Teraz siostry w czarnych habitach otoczyły jej łóżko. Wiedziały, że nadchodzi czas rozłąki, który i tak opóźnił się z powodu ich modlitw. Tak w każdym razie, w relacji hagiografa, oceniła to sama Kinga. „Bóg (...), na skutek waszych próśb przedłużając mi życie, ukrył dzień ostatni, dlatego jestem bardzo zasmucona” – skarżyła się. Ale smutek nie trwał długo. Kinga doświadczała pociechy wskutek stanów mistycznych, które w ostatnich dniach nasiliły się. „Ustąpcie miejsca” – powiedziała w pewnej chwili do sióstr. Widząc ich zdziwienie, wyjaśniła: „Czy nie widzicie świętego Franciszka przychodzącego do mnie, mojego pocieszyciela?”. Podobnych zjawień święta doświadczyła więcej. „Podczas tych dni, które jeszcze przeżyła, słyszano, że składała dziękczynienie Bogu Ojcu żyjącemu w Trójcy i Synowi, i Duchowi Świętemu i całe swe ciało w poszczególnych członkach błogosławiła za to, że Bóg, zachowując ją w cnocie czystości i niewinności duszy i ciała, całą ją ustrzegł bez zmazy” – zapisał autor żywota Kingi. Nawiązał w ten sposób do faktu, że Kinga żyła z mężem w tzw. białym małżeństwie i pozostała dziewicą. Wiedział o tym jej spowiednik, lecz sama Kinga zabroniła mu to ujawniać za jej życia. Tego rodzaju „ascetyczne małżeństwo” nie było zjawiskiem odosobnionym w średniowieczu, niemniej nie ono było istotą świętości Kingi. Istotą była jej relacja z Chrystusem, która owocowała heroiczną miłością względem bliźnich.

„Kochane siostry, jeżeli wytrwacie w takiej świętości, w jakiej was opuszczam, i jeśli będziecie się wzajemnie miłować w Chrystusie, i będziecie się bać wszystkiego, co niegodne waszego stanu (...), przyrzekam wam (...), że nigdy, aż do dnia sądu, nie ustanie chwała Boża w tym klasztorze” – miała powiedzieć umierająca. To fragment testamentu św. Kingi, który stanowi część tzw. żywotu św. Kingi. Tutejsze klaryski każdego roku czytają całość przez kilka dni z wielkim namaszczeniem. – To jest niesamowicie wzruszające – mówi siostra Teresa, dawna przełożona klasztoru.

Siostra Edyta, obecna ksieni, czyli przełożona, przynosi księgę, która robi wrażenie już samym wyglądem. Widać na niej lata, a nawet wieki – została wydrukowana w roku 1718. Przeglądamy kartka po kartce. Autor dzieła, ks. Marcin Frankowic, zawarł w niej m.in. obszerny opis śmierci założycielki klasztoru. Prawdopodobnie korzystał ze źródeł zaginionych podczas zaborów, dlatego to źródłowo bardzo cenna pozycja.

Receptury

„A potym iuż naostatek przykładem Zbawiciela naszego wołając rzekła: Oycze w ręce twoie polecam ia Ducha moiego: a nakłoniwszy głowę z twarzą prawie Anielską, ciało swoie wiela dni, ale bardziey rozlicznemi cnotami napełnione, dla wieczney szczęśliwości śmierci oddała” – czytamy, pokonując trudności związane z archaicznym językiem i odmienną od dzisiejszej pisownią.

Ludzie je kochają

Święta Kinga dotrzymuje obietnicy opieki nad swoimi duchowymi córkami. Pomimo burz dziejowych siostry nigdy nie opuściły starosądeckiego klasztoru. Ostały się tu nawet po 1782 r., gdy austriacki cesarz Józef II skasował wiele zakonów na terenie państwa, w tym wszystkie kontemplacyjne. Stary Sącz był już wtedy zagarnięty przez Austrię w ramach zaborów, dlatego i on został objęty zarządzeniem władcy. Austriacy zabrali całe archiwum, a nawet relikwie błogosławionej wtedy Kingi (wróciły po dwóch latach). Jakimś cudem jednak w przypadku klarysek zastosowano taryfę ulgową. Do domów zostały odesłane młodsze siostry, ale starszym zakonnicom pozwolono pozostać „na wymarcie”. One jednak – w odróżnieniu od cesarza – nie „wymarły”, dzięki czemu w klasztorze klarysek została utrzymana ciągłość życia zakonnego. – Ludzie tu, na Sądecczyźnie, kochają świętą Kingę – zaświadcza siostra Teresa. – A przy okazji trochę i nas – uśmiecha się zza kraty. Dodaje, że gdy ludzie widzą potrzebę, to zawsze śpieszą z pomocą. Przynoszą różne dary… – Nasz były kapelan aż wzruszył się kiedyś na widok kobiety, która o szóstej rano przyszła z bochenkiem chleba, „żeby siostrzyczki nie głodowały”. Spożywamy te rzeczy z wielką radością, bo najbardziej smakuje to, co dane z serca – przekonuje. Nazywa to wymianą darów. Darem sióstr jest ustawiczna modlitwa, szczególnie w intencjach, które przysyłają ludzie zewsząd i wszelkimi sposobami. – Obecnie najwięcej próśb o modlitwę spływa pocztą elektroniczną. Ale jeśli jakieś osoby mieszkają blisko albo tu przyjechały, to nieraz przychodzą do furty prosić o modlitwę. Jest też w kościele skrzynka na intencje z prośbą o wstawiennictwo św. Kingi – dopowiada siostra Edyta.

Do starosądeckich klarysek spływa wiele świadectw łask otrzymanych za wstawiennictwem św. Kingi. Tak działo się przez wieki, tak dzieje się i dziś.

„Lekarze nie mogli w to uwierzyć” – pisała matka kobiety oczekującej dziecka, u której po modlitwie do św. Kingi znikła wielka cysta, zagrażająca życiu maleństwa. To świadectwo z roku 1996. Podobnych jest wiele: uzdrowienia z raka, z paraliżu, ocalenie z wypadku, uzdrowienie relacji w rodzinie…

Koszyk próśb

– Święta Kinga jest nam bardzo bliska. Mimo że minęło tyle wieków, mamy zawsze tę radość i dumę, że jest naszą siostrą w Zakonie Świętej Klary, a jednocześnie matką, bo jest naszą fundatorką. I zawsze troszczy się o nas. Czujemy namacalnie tę opiekę. Gdy zdarza się coś, co mogłoby sprawić nam jakieś zmartwienie, zawsze przychodzi pomoc nie wiadomo skąd. Święta Kinga bardzo oręduje za nami – mówi pogodnie siostra Teresa. Tłumaczy, że w każdy poniedziałek po Mszy św. w ramach „nieustającej nowenny” odczytywane są w kościele prośby i podziękowania, które wierni wrzucają do skrzynki. – Ale nie wszystkie, bo jest ich bardzo dużo. Wzięłyśmy się na sposób, że wkładamy je do koszyczka, kładziemy przy ołtarzu i w tych intencjach kapłan sprawuje Mszę św. – opowiada.

– Kiedyś była prośba po węgiersku, ale to już tylko święta Kinga mogła odczytać – śmieje się siostra Edyta.

A tak, Kinga z pewnością mogłaby odczytać taki tekst nawet za ziemskiego życia, bo była córką króla węgierskiego Beli IV. Do Polski przyjechała w 1239 roku jako pięcioletnie dziecko. Mając lat 12, została zaślubiona Bolesławowi, księciu sandomierskiemu (małżeństwo miało zostać dopełnione po osiągnięciu pełnoletniości obojga), choć, jak czytamy w średniowiecznym żywocie, już wtedy Kinga pragnęła pozostać w dziewictwie. Jak udało się jej przekonać męża do tej formy małżeństwa? Nie wiadomo. Faktem pozostaje, że małżeństwo to nie zostało dopełnione.

Po świętej Kindze, poza relikwiami, rzecz jasna, jest w klasztorze nieco pamiątek. Ze wzruszeniem przyglądamy się kilku przedmiotom codziennego użytku, pieczołowicie przechowywanym przez siostry: pierścień, kamea, łyżeczka z jaspisu, bogato zdobiona rękojeść noża i trzon pieczęci z kryształu górskiego. Widać, że były to drobiazgi należące do osoby z królewskiego rodu. Osoby, która dla miłości Chrystusa wyrzekła się wszelkich luksusów, w jakie zwykle opływali ludzie z jej sfer.

Drzewo Jessego

Klasztor wraz z kościołem stanowi dziś zwarty zespół. Całość otoczona jest murem obronnym, w którym wyróżnia się zachowana masywna baszta. Przez bramę usytuowaną w dzwonnicy wchodzimy na tonący w słońcu plac. – Czasem nazywa się to miejsce małym Wawelem – wyjaśnia diakon Paweł Krzak, który podczas wakacji pomaga w obsłudze pielgrzymów. Rzeczywiście, renesansowe elementy budynków przywodzą na myśl dziedziniec zamku królewskiego w Krakowie.

Duchowny prowadzi nas do kościoła. Grube gotyckie mury dobrze chronią przed upałem. Na wprost wejścia widzimy kratę, za którą w Mszach św. uczestniczą siostry klaryski. W głębi zakonnej kaplicy widać umieszczone w małej trumience relikwie św. Kingi. Wierni mogą tu pomodlić się przed kratą. Przy samej kracie od strony sióstr widać fragment kamiennego sarkofagu. Został zachowany na pamiątkę pierwszego miejsca pochówku świętej.

Kościół ma dziś wystrój barokowy, choć zachowały się w nim elementy architektury gotyckiej. Największe wrażenie robi rokokowa ambona w kształcie „drzewa Jessego”. Jesse, protoplasta rodu Dawida, leży u dołu ambony, a z jego boku wyrasta drzewo, na którego gałęziach widnieją figury przedstawiające królów z dynastii Dawida. – To dzieło wyjątkowej klasy w skali Europy – podkreśla diakon.

To jej ziemia

W klasztorze mieszkają dziś 23 klaryski. To niewiele w porównaniu z wcześniejszymi czasami. – Kiedy wstępowałam, było nas blisko 50, ale założyłyśmy dwie nowe fundacje i to nas trochę przetrzebiło – wyjaśnia siostra Teresa. Aktualnie nie ma w klasztorze nowych kandydatek, ale nie budzi to obaw sióstr. Są pewne opieki Bożej i świadome, że także tym rządzi ręka Opatrzności. – Mamy dwoje potężnych patronów: Kingę i Jana Pawła II – uśmiecha się siostra Teresa.

To się czuje w Starym Sączu. Kinga i Jan Paweł II, choć tak odlegli od siebie czasowo, są ze sobą powiązani nie tylko tą samą heroiczną wiarą, ale także miejscami, w których przyszło im żyć. Ona była w Krakowie księżną, on metropolitą, ona w Starym Sączu przeszła do nieba, on ją tutaj kanonizował. Do dziś w niewielkiej odległości od centrum miasta stoi ołtarz papieski. „Tę ziemię otrzymała Kinga w darze w zamian za posag, który przekazała na ratowanie kraju i ta ziemia nigdy nie przestała być jej szczególną własnością. Ona wciąż troszczy się o ten lud wierny, który tu żyje” – mówił wtedy papież. Te słowa brzmią tu do dzisiaj.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6