Pocałunek zza krat

Dla praktycznego do bólu świata, w którym wszystko ma być użyteczne, są solą w oku. Są jak drogowskaz. Jak czysty pocałunek. Dzięki temu, że nie są „po coś”, pokazują, czym jest bezinteresowna miłość. Dlaczego tysiące kobiet i mężczyzn zamyka się, by w ciszy nasłuchiwać kroków Oblubieńca?

Nie szukali tego. Oddalili się od świata, a jednak choć wybrali klauzurę, zasypywani są stertami listów z intencjami modlitewnymi. Przed laty w prawosławnym skicie w Odrynkach na Podlasiu usłyszałem rosyjskie przysłowie: „Do pustej studni po wodę się nie przychodzi”. Tam, gdzie jest łaska Ducha Świętego, tam lgną ludzie. Nie są jednostkami duchowego GROM-u ani modlitewną tarczą antyrakietową. To efekt uboczny ich misji. Jaki jest sekret ich powołania? Zostali uwiedzeni.

Ręce do góry!

Gdy kard. Karol Wojtyła odwiedził kamedułów na zerkającej z góry na gród Kraka Srebrnej Górze, powiedział: „Jesteście dla miasta piorunochronem”. Ukryci przed światem mnisi i mniszki z zakonów kontemplacyjnych wiedzieli, jak bardzo cenił ich wierną, cichą modlitwę. 13 maja 1981 r. plac Świętego Piotra zamarł w przerażeniu. Padły strzały, a tłum ujrzał zakrwawionego, bezwładnie osuwającego się w ramiona towarzyszących mu osób papieża. Po trzech latach jako podziękowanie za cudowne ocalenie Jan Paweł II sprowadził do Watykanu karmelitanki. Postanowił, że w ukrytym w ogrodach, przylepionym do wielkiego muru klasztorze Mater Ecclesiae co pięć lat będzie się modliło inne klauzurowe zgromadzenie. 13 maja 1984 r. ruszył szturm do nieba. Gdy odwiedziłem ten niepozorny budyneczek, swą „zmianę warty” miały benedyktynki. To tam usłyszałem: „Jesteśmy małymi Mojżeszami, którzy wznoszą ręce. Gdy Mojżesz stał ze wzniesionymi ramionami, Izrael triumfował, gdy je opuszczał – przegrywał. Stoimy jak Mojżesz. Z rękami wzniesionymi do nieba. Po to, by naród Boży odnosił duchowe zwycięstwo. Jesteśmy małe, słabe, ukryte, a chcemy być sercem Watykanu. Serce, niewielki organ podtrzymujący życie organizmu, choć niewidoczne, nadaje rytm. Modlimy się za rozdarty świat, za ludzi przeżywających duchowe zawirowania. Za tych, którzy się nie modlą, którzy nie mogą się modlić, którzy nie umieją się modlić i którzy modlić się nie chcą. Modlimy sie nie tylko na kolanach. Naszą modlitwą jest również robienie marmolady z pomarańczy”. Palce lizać!

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6