Prawda wyzwala

Jan Paweł II, zapytany o najważniejsze zdanie Ewangelii, bez wahania powiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Chcemy wierzyć, że o tych słowach pamięta jego wieloletni sekretarz kard. Stanisław Dziwisz. Kościół i świat potrzebują dziś i domagają się wyjaśnienia jego prawdziwej roli u boku świętego papieża.

Od ponad tygodnia osoba kard. Stanisława Dziwisza ponownie jest w centrum uwagi nie tylko mediów, ale i zwykłych katolików. Dla wielu ludzi bolesne jest zmierzenie się z pytaniami, na które sam kardynał jak dotąd nie chciał lub nie umiał przekonująco odpowiedzieć: czy miał wpływ na blokowanie przepływu ważnych informacji do Jana Pawła II i czy tym samym miał udział w tuszowaniu skandali pedofilskich i innych seksualnych nadużyć z udziałem duchownych, a jeśli tak, to na ile było to działanie świadome, a na ile będące wynikiem naiwności czy nadmiernego zaufania do oskarżanych i braku zaufania do świadków. Ten tekst nie ma na celu wyręczania kompetentnej komisji, która – oby jak najprędzej – powinna zająć się wyjaśnianiem tych wątpliwości. Nie ma też na celu ferowania żadnych wyroków. Każdy ma prawo do obrony. I takie prawo ma również kard. Stanisław Dziwisz. To jednak wymaga od niego konfrontacji z pytaniami, które nie są próbą zastawienia pułapki, nie są podyktowane chęcią znalezienia „haków”. Przeciwnie, są wołaniem o prawdę.

Blokada informacyjna

Pytania są trudne i bolesne, ale nie wzięły się znikąd. Nie są też czymś zupełnie nowym, bo przecież pojawiały się również w roku 2002, gdy sprawą publiczną stały się oskarżenia wobec abp. Juliusza Paetza o molestowanie kleryków. Ze sprawą nie można było przebić się do papieża, a próbujący to zrobić – świeccy i duchowni – sami mówili, że szczelną zaporę zbudował m.in. sekretarz Jana Pawła II. Udało się to dopiero prof. Wandzie Półtawskiej, która przemyciła (sic!) list księży z archidiecezji poznańskiej w sprawie nadużyć ich arcybiskupa i pokazała go papieżowi. I w gruncie rzeczy te wszystkie pytania nie dotyczą tylko samego kard. Dziwisza, ale całej kościelnej polityki (nie)radzenia sobie z podobnymi problemami; dotyczą struktury przepływu informacji, dezinformacji i zmowy milczenia wokół spraw, które wołają o pomstę do nieba. A to nie jest rzecz, z której musiałby się tłumaczyć tylko kard. Dziwisz, ale również wielu innych hierarchów. Dlaczego zatem to właśnie jego osoba znalazła się teraz w centrum uwagi?

Na wstępie trzeba sobie uświadomić, że nie chodzi tu o czyjeś prywatne życie, a nawet nie tylko o pierwszą lepszą działalność publiczną. Chodzi o lata służby u boku człowieka, który zmienił oblicze Kościoła, a którego świętość niektórzy próbują teraz podważyć. Pytania zatem są kierowane do osoby, która miała dostęp do tego świętego jak nikt inny na świecie. I która dzięki temu przez lata cieszyła się w Polsce i w świecie „niekwestionowanym autorytetem”. Dziś widać, że to budowanie pomnika za życia jak zwykle działa na szkodę bohatera, który nie potrafił zmierzyć się ze spokojnymi pytaniami, jakie próbował mu zadać Marcin Gutowski, autor reportażu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”. Bo ten właśnie materiał stał się w minionym tygodniu punktem wyjścia do dyskusji o roli, jaką osobisty sekretarz Jana Pawła II mógł odgrywać w odgradzaniu papieża od informacji o nadużyciach seksualnych w Kościele i w trudnych do zrozumienia dzisiaj decyzjach personalnych, w tym w niektórych nominacjach biskupich i kardynalskich; dyskusji wzmocnionej dodatkowo publikacją watykańskiego raportu na temat byłego amerykańskiego kardynała Theodora McCarricka.

Komisja niezbędna

Z medialnego chaosu, który miesza i łączy ze sobą wszystkie wątki, trzeba wyróżnić trzy sprawy. Po pierwsze – kwestię ewentualnej odpowiedzialności księdza, biskupa, dziś kardynała Stanisława Dziwisza za blokowanie przepływu informacji o skandalach. Po drugie – kwestię trudnej do zrozumienia nominacji kardynalskiej dla McCarricka. I po trzecie – rzekomej odpowiedzialności Jana Pawła II za tuszowanie pedofilii.

W pierwszym przypadku mamy świadectwa kilku osób, występujących we wspomnianym reportażu Gutowskiego. Niektóre brzmią na tyle wiarygodnie (zwłaszcza te dotyczące związków z Legionistami Chrystusa, zgromadzenia założonego przez, jak się okazało, „seryjnego pedofila” ks. Marciala Maciela Degollado), że z pewnością powinna się nimi zająć specjalna komisja watykańska, podobna do tej, która badała sprawę kard. McCarricka. Podobnie uważa abp Stanisław Gądecki, który wyraził nadzieję, że „wszelkie wątpliwości, zaprezentowane w tym reportażu, zostaną wyjaśnione przez odpowiednią komisję Stolicy Apostolskiej”. Sam kard. Dziwisz, który mimo wielu próśb pisemnych i telefonicznych autora reportażu nie zdecydował się na spotkanie z nim i konfrontację z jego pytaniami, już po emisji wydał oświadczenie, w którym wyraził gotowość „pełnej współpracy z taką komisją” i zapewnił, że zależy mu na „transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów”.

W drugim przypadku, czyli studium dotyczącym kariery kard. McCarricka, jest cała masa pytań o szczelność czy też jej brak w procedurze prześwietlania kandydatów na ważne stolice biskupie. Raport nie obciąża bezpośrednio kard. Dziwisza, tzn. nie udowadnia, że to on wpłynął na decyzję o tej nominacji. Owszem, wspomniano w nim, że kandydat, wiedząc o tym, iż zarzuty pod jego adresem dotarły do papieża, wysyła list w swojej obronie… do sekretarza Jana Pawła II, który tę korespondencję przekazuje Ojcu Świętemu. Oczywiście powstaje pytanie, dlaczego list był adresowany do bp. Dziwisza, a nie do papieża, ale na to pytanie raport nie odpowiada. Próbę odpowiedzi podejmują za to rozmówcy Marcina Gutowskiego, którzy twierdzą, że gdy po jego przeczytaniu papież postanowił przywrócić McCarricka na listę kandydatów do objęcia arcybiskupstwa w Waszyngtonie, Dziwisz miał sugerować w Kongregacji ds. Biskupów, że „życzeniem papieża jest”, by to McCarrick został wybrany. I to z pewnością wymaga rzetelnego wyjaśnienia.

Papież oszukany

Polaków, ale też wiernych z całego świata, najbardziej jednak interesują pytania, jakie niektórzy stawiają pod adresem Jana Pawła II: czy papież tuszował pedofilię w Kościele? Watykański raport pokazuje wyraźnie, że jest to zarzut absurdalny, bo oskarżenia wysuwane pod adresem McCarricka, jakie papież słyszał, dotyczyły dorosłych (choć i te zostały zakwestionowane w naciąganych, jak się okazuje, świadectwach kilku biskupów broniących przyszłego kardynała), a udokumentowane zarzuty o molestowanie nieletniego pojawiły się dopiero w 2017 r. i wtedy papież Franciszek podjął radykalne kroki przeciwko McCarrickowi.

Z raportu wiemy, że w listopadzie 1999 r. Jan Paweł II otrzymał list od kard. Johna O’Connora, metropolity Nowego Jorku, który ostrzegał, że nominacja McCarricka na arcybiskupa w Waszyngtonie grozi skandalem ze względu na doniesienia o nadużyciach seksualnych wobec kleryków i młodych księży. Papież zlecił śledztwo, które jednak nie udowodniło tych zarzutów, a mimo to Jan Paweł II kazał usunąć McCarricka z listy kandydatów. To, że przywrócił go na nią dopiero po wspomnianym wyżej liście od McCarricka, może świadczyć o braku rozwagi i dmuchania na zimne, ale z pewnością nie o braku kroków podjętych w celu wyjaśnienia sprawy. A i samo przywrócenie McCarricka na listę nie było jednoznaczne z nominacją. Nastąpiła ona dopiero, gdy Kongregacja ds. Biskupów przekazała papieżowi nominację do podpisania (po – jak wynika z raportu – ponownym zbadaniu sprawy). Czy możliwe jest, by – jak twierdzą rozmówcy Gutowskiego – w Kongregacji na ten proces wpływał sekretarz papieża? Tego nie wiemy; powinna to wyjaśnić watykańska komisja.

Z raportu w sprawie McCarricka wyłania się za to szerszy problem, który zapewne był źródłem wielu innych nietrafionych nominacji biskupich. Ojciec Maciej Zięba OP w rozmowie z KAI słusznie zauważył, że raport ukazuje „daleko posuniętą biurokratyczną niewydolność służb watykańskich. Wskazuje również na klerykalną, korporacyjną mentalność decyzyjnych gremiów w Kościele – zarówno na poziomie amerykańskiego episkopatu, jak i urzędów Stolicy Apostolskiej”. Najbardziej skrajnym przykładem jest postać wspomnianego ks. Degollado, który jak gdyby nigdy nic świętował nawet swoją rocznicę w Rzymie, choć z Meksyku były wysyłane do Watykanu listy w jego sprawie.

Chichot diabła

Niestety, im bardziej kard. Dziwisz będzie unikał zmierzenia się z pytaniami o swoją rolę w powyższych sprawach, tym łatwiej będzie oswajać opinię publiczną z przebijającą się coraz śmielej tezą o „tuszowaniu skandali seksualnych” przez papieża Polaka. Co byłoby prawdziwym chichotem diabła, bo prawda jest taka, że to właśnie Jan Paweł II zapoczątkował radykalną walkę z tym rakiem, który zżera Kościół od środka. Nie to jednak, mimo wszystko, jest najważniejsze. Kluczowe jest to, że bez wyjaśnienia mechanizmów, które do dziś blokują przepływ informacji o przestępstwach w Kościele, nie poradzimy sobie ze zgorszeniem i przede wszystkim z ochroną kolejnych potencjalnych ofiar nadużyć. Świadectwo kard. Dziwisza jest dziś konieczne również po to, by zrozumieć, jak możliwe były nominacje biskupie, także w Kościele w Polsce, których nawet najbardziej wierzący ludzie nie potrafili zrozumieć. I jak możliwe było „zacieranie śladów” takich przestępców jak ks. Marcial Maciel Degollado czy takich „drapieżników seksualnych” jak kard. McCarrick.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10