Katedra jak świat

Gotycka katedra zamykała w sieci swoich sklepień cały kosmos. Dlatego kiedy płonie katedra, to tak jakby płonął świat.

Zaledwie piętnaście miesięcy dzieliło od siebie pożary dwóch francuskich katedr, arcydzieł sztuki gotyckiej. Widok płonącej katedry wycisnął łzy z niejednych oczu. Dla wierzących był to oczywisty wstrząs, ale płakali nawet niewierzący, bo przecież także wielu z nich zachwyca piękno gotyckich świątyń. Wszyscy podskórnie czujemy, że za misternymi architektonicznymi konstrukcjami kryje się coś więcej – myśl, która przekracza człowieka, a jednocześnie przywraca światu właściwą hierarchię, porządkuje rzeczywistość. Ale czy umiemy dziś jeszcze czytać tę księgę, którą jest katedra?

Przepaść odrzucona w górę

Niemal w każdym europejskim języku wyraz „katedra” brzmi podobnie (wyjątkiem jest chyba tylko węgierskie székesegyház, ale już nawet estoński i fiński mają słowa katedraal i katedraali). Słowo to pochodzi z greki i – jak pisze ks. Janusz Pasierb w bardzo ciekawym eseju „Katedra, symbol Europy” – oznaczało „siedzibę, legowisko, krzesło, siedzenie (także w anatomicznym sensie), bazę kolumny”. „O ile w starożytności pogańskiej mogło określać siedzenie bezczynne, w dobie Nowego Przymierza stało się nazwą siedziska dla nauczyciela. Krzesło tego, kto uczy, zaczęło oznaczać miejsce, gdzie się naucza: kościół biskupa” – dodaje ks. Pasierb.

Nazwa „katedra” w odniesieniu do kościoła biskupiego rozpowszechniła się w X wieku – wcześniej stosowano terminy ecclesia matrix albo ecclesia mater. O tym, że dany kościół jest katedrą, nie decyduje ani jego wielkość, ani styl architektoniczny, a jednak, kiedy wypowiadamy to słowo, pierwszym narzucającym się obrazem jest zwykle świątynia gotycka. Za najstarszy obiekt gotycki uznaje się bazylikę św. Dionizego w Saint-Denis, której budowę rozpoczęto w 1136 r. za sprawą benedyktyńskiego opata Sugeriusza. To właśnie ten mnich połączył dawny romański kościół z własną nowoczesną wizją. Zainspirowany słowami Pisma Świętego o tym, że „Bóg jest światłością”, wyobraził sobie ogromną świątynię z dużymi oknami. W zaprojektowanej przez niego bazylice po raz pierwszy zastosowano tzw. łuk przyporowy, który wraz z innymi, znanymi już wcześniej w architekturze elementami, takimi jak ostrołuki czy sklepienia krzyżowo-żebrowe, pozwalał na zredukowanie ścian do minimum. Zamiast nich pojawiły się witraże przepuszczające wielobarwne światło, które miało unosić człowieka ku niebu. Ten kierunek wyznaczała odtąd również wysmukła, strzelista sylwetka budowli. Wiele wieków później taką właśnie architekturą zachwycał się – niewierzący! – Julian Przyboś w niezwykłym wierszu „Notre-Dame”. Poeta dostrzegł we francuskiej świątyni „z miliona złożonych do modlitwy palców wzlatującą przestrzeń”:

Wiem. Obciążone Jezusami krzyże trzeba wyostrzyć w piony budowniczych drabin i swoją wolę, zrównaną z niezgłębionym lazurem, swoją śmierć z ostrołuku trafić – – tam na kluczu sklepienia drga zamknięty pęd strzał – (…) Kto pomyślał tę przepaść i odrzucił ją w górę!

Niebiańsko-ziemska rozkosz

Na symbolikę katedry składała się cała organizacja jej przestrzeni – zarówno w pionie, jak i w poziomie. Wchodziło się do niej przez portal, który był bramą pomiędzy światami, tak jak Chrystus jest bramą dla swoich owiec. Nad portalem umieszczano zwykle rozetę – koło wypełnione witrażem, przypominające rozwiniętą różę. To symbol Maryi, ale i całego kosmosu, wyobrażonego jako doskonała figura. Z drugiej strony – na zewnątrz katedry mogły znaleźć się też rozmaite rzygacze, gargulce i inne maszkarony, które nie tylko odprowadzały wodę, ale i ostrzegały przed złem.

Przekraczając bramę katedry, zorientowanej na osi wschód–zachód, wierny rozpoczynał symboliczną drogę do zbawienia. „Miasto Boga wypełniały symbole odniesione do kosmosu i do człowieka. Znaczenie miały strona prawa i lewa, i strony świata, gdzie południe i wschód oznaczały Chrystusa – »Słońce sprawiedliwości«, Ducha Świętego i żar wiary, a zachód i północ – Antychrysta, szatana, królestwo ciemności, także złych ludzi. Rzut odzwierciedlał ciało ludzkie, ciało Chrystusa: prezbiterium odpowiadało głowie, transept – rozkrzyżowanym ramionom, nawy stanowiły korpus – corpus. Bryła kamiennych ciosów symbolizowała wspólnotę, a wierni dopasowani do siebie przez miłość byli »żywymi kamieniami« – homines quadrati. Gdy kolumn było dwanaście, przypominały one apostołów, okna – nauczycieli wiary, kaznodziejów, a serce świątyni – ołtarz – oznaczał samego Zbawiciela, Jego betlejemski żłóbek lub jerozolimski grób. Tu, w obrębie świętego kręgu, panował święty porządek, kosmos. Każdy był na swoim miejscu: biskup, władca, kanonicy, wierni podzieleni na mężczyzn i kobiety. Była tu Jerozolima i Rzym, labirynt i łacińska jasność” – pisze w swoim eseju ks. Pasierb.

Katedry oszałamiają rozmiarem. Budzą podziw, czasem nawet graniczący z przestrachem, ale nie czujemy w nich zagubienia takiego jak we współczesnych miastach, wypełnionych szklanymi biurowcami, też pnącymi się w niebo – jak wieża Babel. „(…) nie mogłem pojąć, czemu to cudo architektury, które było dla mnie czymś niesamowitym i powinno było mnie przerazić, wydawało mi się jednocześnie, dzięki swej szlachetnej w liniach kompozycji oraz precyzji wykonania, całkiem proste, a nawet przyjemne dla oka. Nie starałem się wcale dociekać, na czym ta sprzeczność polega, lecz poddawałem się spokojnie wrażeniom, jakie ten zdumiewający zabytek przez samo swe istnienie na mnie wywierał” – zanotował Johann Wolfgang von Goethe po wizycie w katedrze w Lipsku. W innym miejscu, zachwycony katedrą Najświętszej Maryi Panny w Strasburgu, pisał o wrażeniu harmonii wielu części, napełniającym „niebiańsko-ziemską rozkoszą”. Ta uwaga daje do myślenia: być może wielkość gotyckich katedr nie przytłacza właśnie dlatego, że w ich proporcjach zawarte są zarówno Boska, jak i ludzka miara.

Brak słów na zachwyt

Spotkanie nieba i ziemi, jakie dokonuje się w gotyckiej świątyni, od zawsze fascynowało ludzi sztuki i pióra. Szczególnie uwidoczniła się ta fascynacja w XIX wieku, który stworzył wręcz – jak zauważa ks. Pasierb – „mit katedry”. Stało się to za sprawą słynnej powieści Wiktora Hugo „Katedra Najświętszej Marii Panny w Paryżu”, znanej także u nas jako „Dzwonnik z Notre Dame”. XIX wiek przyniósł też bodaj najbardziej znane malarskie przedstawienie katedry – cykl obrazów Claude’a Moneta „Katedra w Rouen”. Jak na impresjonistę przystało, Monet nie koncentruje naszej uwagi na detalu – do czego zdają się prowokować gotyckie budowle – lecz na grze światła i kolorów, jakie przybiera fasada świątyni w zależności od pogody, pory dnia czy roku.

Wśród polskich artystów rozmiłowanych w gotyckich katedrach wymienić należy przede wszystkim Stanisława Wyspiańskiego, który w listach i notatkach z podróży pozostawił wiele śladów tej fascynacji. Co ciekawe, autor „Wesela” raz po raz podkreśla bezradność języka wobec piękna gotyckiej architektury. „Żeby wyrazy mogły mieć barwy, słowa zdolne były wyrazić czucie i uniesienia na widok arcydzieła sztuki i piękna przyrody, zdania doborem dźwięku oddać głos – i gdyby myśl starczyła za słowa, a nie potrzeba było przedmiotu pośredniego – toby to może jakoś wszystko w opisie takim wyglądało, ale tak to będzie tylko notatka, do której obecnie z góry już czuję niechęć, bo jeszcze na to wszystko patrzę, co opisuję” – napisze po zwiedzeniu katedry w Chartres. „Z opisów należałoby wykreślić wyrazy jak: piękny, we wszelkich wymienione stopniach, bo one nic nie wyrażają” – zanotuje z kolei przy okazji oglądania katedry w Amiens.

W XX-wiecznej literaturze polskiej uwagę przykuwają przede wszystkim opisy katedr, które wyszły spod pióra Zbigniewa Herberta. Autor „Barbarzyńcy w ogrodzie” w erudycyjnych, lecz napisanych lekko, pełnych ciepłego humoru esejach przygląda się uważnie nie tylko gotyckim budowlom. Przedmiotem jego zainteresowania są m.in. romańska katedra w Arles, „zupełnie swoisty”, przetrawiony przez włoską wrażliwość gotyk katedry w Orvieto czy wreszcie katedra w Sienie – najlepsza budowla gotycka Italii, na którą Herbert patrzy, jak sam mówi, „odrobinę krytycznie”. „Po oszołomieniu i pierwszym zachwycie oczywiście. Tej przyjemności nie należy sobie nigdy odmawiać” – dodaje żartobliwie.

Katedra czy sześcian?

Zachwyt katedrą trwa, a jej idea nadal pozostaje źródłem inspiracji. U progu XXI wieku powstały w Polsce chociażby takie dzieła jak opowiadanie fantastyczne Jacka Dukaja „Katedra”, zainspirowane architektonicznymi projektami Antoniego Gaudíego i przedstawiające obraz „katedry kosmicznej, rozkwitłej w próżni i w ciemności, zawieszonej pod ognistą planetą, (…) w pewien sposób żywej naprawdę”. Opowiadanie zaś stało się podstawą dla krótkometrażowego filmu animowanego Tomasza Bagińskiego pod tym samym tytułem, który w 2003 r. był nominowany do Oscara. Filmowa katedra rzeczywiście żyje – jest znakomitym od strony plastycznej, choć mrocznym i niepoddającym się jednoznacznej interpretacji przetworzeniem wspomnianej wcześniej idei „żywych kamieni”.

Jednocześnie zastanawiający jest fakt, że w ostatnim stuleciu zabrakło nowych budowli, które dorównywałyby rozmachem wizji i duchową głębią symboliki gotyckim katedrom. Wspomniany Gaudí ze swoją bazyliką Sagrada Família jest tutaj chlubnym wyjątkiem. Na gruncie polskim wizjonerem był z pewnością zmarły przed rokiem architekt Stanisław Niemczyk, autor niezwykłych świątyń w Tychach-Żwakowie, Pawłowicach, Czechowicach-Dziedzicach czy na krakowskim osiedlu Oficerskim. Paradoksalnie jego projekty były pod pewnymi względami przeciwieństwem gotyckich katedr: niezwykle skromne, bez witraży i nadmiaru detali, które mogłyby odciągać uwagę od tego, co najistotniejsze. Ale jest też coś, co łączy te świątynie z gotykiem: głęboka wymowa symboliczna przestrzeni, tak jak np. w tyskim kościele, gdzie ołtarz otaczany z czterech stron przez wiernych ukazuje, jak wokół ofiary Chrystusa tworzy się wspólnota.

Jednak wiele innych współczesnych projektów architektonicznych potęguje w nas raczej poczucie duchowej pustki. Odwrotnie niż gotyckie katedry – są nie-Boskie i nie-ludzkie jednocześnie. Ciekawe zestawienie dwóch słynnych paryskich budowli, katedry Notre Dame i Wielkiego Łuku La Défense, przedstawił George ­Weigel w swojej książce „Katedra i sześcian”. Amerykański pisarz i teolog uczynił z nich symbole dwóch różnych wizji europejskiej kultury. Z jednej strony postawił dziedzictwo chrześcijaństwa, z drugiej – hasła Wielkiej Rewolucji Francuskiej i idee zawarte w Deklaracji praw człowieka i obywatela. Weigel pyta: „Która kultura (…) broniłaby lepiej praw człowieka? Która kultura bardziej zdecydowanie strzegłaby moralnych podstaw demokracji? Czy ta, która zbudowała ten wspaniały, racjonalny, kanciasty, geometrycznie idealny, lecz istotowo pozbawiony treści sześcian? Czy może kultura, która stworzyła sklepienia i guzy, gargulce i skrzydlate przypory, narożniki i szczeliny, te asymetrie i niepowtarzalność Notre Dame i innych wielkich gotyckich katedr Europy?”. W czasach płonących katedr warto postawić te pytania na nowo.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9