Zemsta Kim Jo Dżong

Główną rolę w kolejnej eskalacji napięcia na Półwyspie Koreańskim odgrywa Kim Jo Dżong, siostra Kim Dżong Una. Wyrasta ona na drugą osobę w państwie.

Po dwóch latach doniosłych gestów (spotkaniach Kim Dżong Una z prezydentami Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej) i nadziei na trwały pokój sytuacja na Dalekim Wschodzie wróciła do punktu wyjścia. Korea Północna znowu grozi wojną. Twarzą agresywnych posunięć KRLD jest Kim Jo Dżong. To ona oznajmia w ostatnich miesiącach kolejne działania północnokoreańskich wojsk oraz wygłasza wyjątkowo ostre przemówienia, nazywając Koreańczyków z Południa śmieciami i kundlami.

Siostra Kim Dżong Una w 2018 i 2019 roku była osobiście zaangażowana w dialog z USA i Koreą Południową. Gdy taktyka ocieplenia relacji nie przyniosła zniesienia sankcji i poprawy sytuacji gospodarczej, Kim Jo Dżong przystąpiła do politycznego odwetu. Ma ku temu odpowiednie narzędzia, gdyż jej rola w kraju stale rośnie i dziś jest bezsprzecznie osobą numer dwa w Korei Północnej.

Droga na szczyt

Życiorys Kim Jo Dżong, podobnie jak innych przedstawicieli izolowanej, komunistycznej elity KRLD, jest pełen luk. Ta 32-letnia kobieta to wnuczka Kim Ir Sena i najmłodsza córka Kim Dżong Ila. Razem z rządzącym obecnie bratem uczyła się w prywatnej szkole w Szwajcarii, a następnie ukończyła uniwersytet w Pjongjangu, stolicy swego państwa. Jej pierwsze potwierdzone zdjęcia pochodzą z 2010 roku ze zjazdu Partii Pracy Korei i z 2011 roku z pogrzebu Kim Dżong Ila. Polityczna kariera przedstawicielki komunistycznej dynastii nabrała tempa po objęciu władzy przez Kim Dżong Una. W 2015 roku objęła kierownicze stanowisko w partyjnym departamencie propagandy i agitacji, gdzie odpowiadała za wizerunek swojego brata.

Kim Jo Dżong stała się szerzej rozpoznawalna przy okazji dyplomatycznego otwarcia KRLD na świat. Stała na czele północnokoreańskiej delegacji na otwarciu zimowych igrzysk w Pjongczangu (Korea Płd.) w 2018 roku. Spotkała się wtedy z prezydentem Południa Mun Jae Inem. Była także obecna na obu spotkaniach Kim Dżong Una z Donaldem Trumpem – w czerwcu 2018 w Singapurze i w lutym 2019 w Wietnamie. Jednakże jej faktyczna rola w tych wydarzeniach pozostaje przedmiotem dyskusji. Z jednej strony rozmawiała jak równy z równym z prezydentem Munem, z drugiej strony na rozmowach z Trumpem była w cieniu, fotoreporterzy uchwycili ją za to, jak zajmowała się trzymaniem popielniczki Kim Dżong Una.

Znaczenie Kim Jo Dżong w aparacie władzy zaczęło szybko rosnąć w roku 2020, szczególnie od momentu długiej absencji brata. Na przełomie marca i kwietnia przywódca KRLD przez trzy tygodnie nie pojawiał się publicznie. Południowokoreańskie oraz amerykańskie źródła zaczęły nawet rozpowszechniać nieprawdziwe pogłoski o jego śmierci. Jako możliwe przyczyny nieobecności przywódcy wymienia się zabieg kardiologiczny lub obawę przed zakażeniem koronawirusem (choć oficjalnie władze w Pjongjangu utrzymują, że kraj jest wolny od epidemii).

W marcu 2020 północnokoreańskie agencje po raz pierwszy przedstawiły publiczne oświadczenie Kim Jo Dżong. Nazwała ona protest Korei Południowej przeciwko ćwiczeniom wojsk KRLD szczekaniem przestraszonego psa i ostrzegła: „Takie działania tylko pogłębiają naszą nienawiść i pogardę względem Południa”.

Portal DailyNK (południowokoreański serwis założony przez dysydentów z KRLD) zwrócił też uwagę na fakt, że na początku roku 2020 północnokoreańska propaganda zaczęła mówić o działaniach podejmowanych przez „partyjne centrum”. Określenie to pojawiało się zawsze przy przygotowywaniu do wyniesienia nowej osoby na szczyty władzy, pod koniec życia Kim Ir Sena i Kim Dżong Ila. Oznacza to, że albo stan zdrowia Kima Dżong Una faktycznie był (lub nadal jest) bardzo zły, albo po raz pierwszy w historii KRLD publicznie została uznana znacząca rola innej osoby w państwie poza przywódcą. I to pomimo faktu, że formalnie Kim Jo Dżong nie pełni żadnej wysokiej funkcji.

Wojna na ulotki

Kolejne miesiące potwierdziły, że Kim Jo Dżong zyskała wpływ na działania Korei Północnej. Mimo młodego wieku i krótkiego politycznego doświadczenia udowodniła znajomość klasycznych metod uprawiania polityki w Pjongjangu – szantażu, eskalowania napięcia i agresywnej retoryki. Tym razem pretekstem do konfliktu stały się antykomunistyczne ulotki i materiały przesyłane przez granicę. To akcja prowadzona przez uciekinierów z Korei Północnej. Balonami wysyłają oni do sąsiadów żywność, gazety, pendrive’y z filmami. Prezydent Mun Jae In podczas spotkania z Kim Dżong Unem w 2018 zobowiązał się do powstrzymania tej działalności, lecz z drugiej strony jest to zjawisko na małą skalę i trwające od wielu lat. Nie ma więc wątpliwości, że Pjongjang po prostu szukał pretekstu do zaostrzenia polityki. Główną rolę w eskalowaniu napięcia odgrywa Kim Jo Dżong. Wysyłających ulotki nazwała szumowinami, a ich działania – niedopuszczalną zniewagą. W kraju zorganizowano wiece studentów, a propaganda ogłosiła, że powstało 12 milionów ulotek gotowych do zrzucenia nad Koreą Południową.

9 czerwca Kim Jo Dżong poinformowała o przecięciu wszystkich linii telefonicznych i komunikacyjnych między dwoma krajami. Tydzień później Pjongjang w spektakularny sposób zakończył dwuletnią odwilż w stosunkach z sąsiadem. Wysadzono w powietrze budynek biura łącznikowego Korei Południowej. Wybudowano je w 2018 roku w północnokoreańskim Kaesongu. Służyło jako nieformalna ambasada Południa i miejsce dyskusji nad rozwojem współpracy gospodarczej. Symbolicznie, dwa razy dziennie, przedstawiciele obu krajów dzwonili stamtąd do siebie. W styczniu personel został ewakuowany z powodu epidemii koronawirusa, lecz później, ze względu na załamanie się relacji, biuro łącznikowe pozostało puste. Kim Jo Dżong po wysadzeniu budynku opublikowała obraźliwe oświadczenie, w którym nazwała Koreańczyków z Południa kundlami, a ich prezydenta – sługusem USA. Dodała też, że zawarte w ciągu ostatnich dwóch lat porozumienia „nie mają już żadnej wartości”.

W Seulu również zapanowało przekonanie o fiasku krótkiego odprężenia. 19 czerwca podał się do dymisji Kim Yeon Chul. W kwietniu 2019 objął on kierownictwo nad specjalnie stworzonym „ministerstwem do spraw zjednoczenia”. Skończyło się tym, że w ciągu 14 miesięcy urzędowania nie odbył ani jednego spotkania z przedstawicielami północnokoreańskich władz.

To nie koniec konfrontacyjnych działań. Siostra przywódcy KRLD zapowiedziała powrót wojska do strefy zdemilitaryzowanej, z której w drugiej połowie 2018 roku wycofano żołnierzy. Napięcie na granicy już jest widoczne. 2 maja doszło do krótkiej wymiany ognia. Kim Jo Dżong w charakterystycznym, agresywnym stylu zagroziła możliwością użycia siły i „usunięcia śmieci”.

Nowa osoba – stare metody

Eskalowanie napięcia przez Koreę Północną zawsze budzi niepokój na świecie, zwłaszcza od kiedy w arsenale komunistów znalazła się broń jądrowa. Zarazem jest to jak zwykle sygnał narastających problemów wewnętrznych KRLD. Kim Dżong Un po dwóch spotkaniach z Donaldem Trumpem oczekiwał złagodzenia sankcji przez społeczność międzynarodową, działania te miał wspierać prezydent Korei Południowej.

Po dwóch latach widać, że Kim się przeliczył. Seul i Waszyngton nie dadzą się oszukać drugi raz. W latach 90. Kim Dżong Il w zamian za dostarczenie pomocy gospodarczej obiecał Stanom Zjednoczonym koniec programu atomowego, jednak w sekrecie kontynuował prace nad nim. Tym razem świat oczekiwał więc od Pjongjangu konkretnych kroków rozbrojeniowych.

Zaostrzone w 2017 roku sankcje coraz dotkliwiej niszczą gospodarkę Korei Północnej. Wspomniany serwis DailyNK 15 czerwca poinformował, że kraj znowu stoi na skraju klęski głodu. Władze od trzech miesięcy nie wydają racji żywnościowych. Ze stolicy wyrzucani są wszyscy niezameldowani tam mieszkańcy. Informatorzy ­DailyNK piszą o powrocie do praktyki zbierania trawy i ziół przez głodujących ludzi. Propaganda, jak zwykle w kryzysowych momentach, używa określenia „długi marsz” (termin wymyślony w Chinach czasów Mao Zedonga). Agresywne posunięcia rodzeństwa Kimów to nic innego jak próba zwrócenia na siebie uwagi i zmuszenia Korei Południowej oraz USA do dialogu i pomocy gospodarczej.

Szybka kariera Kim Jo Dżong jest frapującą informacją dla światowej opinii publicznej – w północnokoreańskiej dynastii komunistów po raz pierwszy tak eksponowaną rolę odgrywa kobieta. Jednakże polityczne metody stosowane w Pjongjangu nie uległy zmianie. Trudno się temu dziwić, skoro nadal okazują się skuteczne. Mieszkańcy Korei Północnej cierpią nędzę, ale reżim niewzruszenie trwa już prawie 60 lat bez znaczącej liberalizacji politycznej i gospodarczej.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7