Twarzą w twarz z Jezusem

O Bogu, który nie zna słowa „niemożliwe”, oraz o tym, co to znaczy oddać swoją twarz Jezusowi, opowiada JONATHAN ROUMIE.

Weronika Pomierna: Scena, w której Jezus uzdrawia Marię Magdalenę, jest jedną z najbardziej poruszających w serialu „The Chosen”. Czy Ty również doświadczyłeś kiedyś, że Bóg zrobił dla Ciebie coś niemożliwego?

Jonathan Roumie: Gram główną rolę w serialu, który ma gigantyczną widownię rozsianą po całym świecie. Już to jest dla mnie cudem, ale rzeczywiście, dwa lata temu wydarzyło się coś zupełnie dla mnie nieprawdopodobnego. Zawodowo znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji. Przez rok nie dostawałem prawie żadnych propozycji.

To prawie jak śmierć dla aktora.

Moja sytuacja finansowa była coraz gorsza. Szukałem pracy w innych branżach. W pewnym momencie miałem siedmiu różnych pracodawców! Im więcej jednak pracowałem, tym mniej zarabiałem!

To musiało być bardzo frustrujące.

Czułem, że mam przed sobą ścianę i nie mogę zrobić zupełnie nic, żeby się przez nią przebić. Był sobotni majowy poranek. Miałem 20 dolarów w kieszeni, 80 dolarów długu, a lodówka świeciła pustkami. Miałem przed sobą górę rachunków do zapłacenia za poprzedni miesiąc, zero wpływów na konto i żadnych przesłanek, że sytuacja może się zmienić. Zacząłem się modlić.

Ostatnia deska ratunku?

Wychowałem się w wierzącej rodzinie i modlitwa nie była dla mnie czymś nowym. Wtedy byłem jednak naprawdę zdesperowany. Na kolanach wołałem do Boga: „Panie, zrobiłem wszystko, co po ludzku mogłem zrobić. Chciałem rozwijać ten talent, który mi dałeś. Przeprowadziłem się do Los Angeles. Starałem się jak mogłem, ale nie widzę żadnego efektu mojej pracy. Nie ogarniam tego, co się dzieje. Nie wiem, czego Ty ode mnie chcesz. Jeśli to nie jest to, co mam robić w życiu, to pokaż mi coś innego! Jeśli mam iść dalej w tym kierunku, to musisz zainterweniować!”.

I to bardzo konkretnie!

Właśnie o to się modliłem! Powiedziałem, że biorę te wszystkie problemy, wszystko to, co mnie przygniata, i oddaję Bogu. To jest Twoje, Ty się tym zajmij. Poddaję się. Tego samego dnia po południu dostałem cztery czeki, które pokryły wszystkie moje rachunki! Pieniądze wystarczyły też na jedzenie. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało! Bóg powiedział mi wtedy dobitnie: „Musisz Mi zaufać! Niezależnie od tego, jak trudna będzie sytuacja, musisz na Mnie polegać i pozwolić Mi zrobić resztę”. Ta sytuacja była punktem zwrotnym w moim życiu. Zmieniła zupełnie mój sposób myślenia. Przestałem się zamartwiać i stresować. Gdy pojawiają się trudności, mam teraz w sobie dużo większy spokój i zaufanie do Boga. Nawet gdy Jego pomoc, według mnie, opóźnia się, to wiem, że dla Niego nigdy nie jest za późno.

A my często próbujemy radzić sobie sami…

Bóg wtedy mówi: „Chcesz zrobić to sam? Masz swój pomysł? Czyli nie potrzebujesz Mnie? To działaj. W porządku”. Gdy uświadomiłem sobie, że sam nie potrafiłem ogarnąć tej sytuacji, poczułem, że Bóg pewnie mówi: „Jesteś gotowy, żebym coś zrobił? W takim razie przesuń się i zrób Mi miejsce, żebym to Ja mógł działać”. Im bardziej próbujemy sami kontrolować sytuację, tym mniej zostawiamy przestrzeni Bogu. Cud może wydarzyć się wtedy, gdy wierzymy, że On jest tym, za kogo się podaje, i oddajemy Mu pełną kontrolę. Minęły trzy miesiące i zaproponowano mi rolę Jezusa w serialu „The Chosen”.

Bóg tak bardzo ceni pokorę?

On lubi, gdy jesteśmy całkowicie uniżeni. Jeśli człowiek ma wysokie mniemanie o sobie i o swoich umiejętnościach, myśli, że jest lepszy od innych, to Bogu trudno będzie go użyć. Potrzeba pokory na modlitwie, w pracy, w naszych relacjach z ludźmi. Trzeba mieć mentalność sługi. Taką mentalność miał Jezus.

Jak to się stało, że akurat Ty wygrałeś casting do roli Jezusa?

Z perspektywy czasu widzę, że Bóg długo przygotowywał mnie do tej roli. Pracowałem z Dallasem Jenkinsem, reżyserem „The Chosen”, przy trzech wcześniejszych projektach. Już wcześniej kilka razy grałem Jezusa, m.in. w spektaklu o siostrze Faustynie Kowalskiej, który był prezentowany amerykańskiej i kanadyjskiej publiczności. Dużo czasu spędziłem, czytając Biblię i komentarze do poszczególnych Ewangelii. Nie chciałem zasłaniać sobą Jezusa. Modliłem się i prosiłem Ducha Świętego, żeby mnie prowadził i pomógł mi być kanałem, dzięki któremu ludzie będą mogli lepiej Go poznać.

Dlaczego tak ważne jest, żeby pokazywać Jezusa jako Żyda?

Bo On nim był! (śmiech) To jest tak samo ważne jak w przypadku każdej innej postaci historycznej. Wyobrażasz sobie, że Martina Luthera Kinga gra np. biały Kanadyjczyk? To byłaby pomyłka, prawda? Z jakiegoś powodu w przypadku Jezusa podobne sytuacje były dopuszczalne. Jest wielu chrześcijan, którzy nie myślą o Jezusie jako o żydowskim rabbim, który żył w okupowanej przez Rzymian Judei.

Masz bliskowschodnie korzenie?

Tak, mój tata urodził się w Egipcie, a dziadek pochodził z Syrii. Widzowie piszą nam, że dzięki temu, że w rolę Jezusa nie wcielił się blondyn z błękitnymi oczami, mówiący z brytyjskim akcentem, serial zyskuje na autentyczności.

Jezus, którego grasz, nie stroni od żartów. Myślisz, że On miał poczucie humoru?

W Biblii przeczytasz: „Jezus zapłakał”, ale nie przeczytasz: „Jezus zaśmiał się”. Podejrzewam, że to dlatego, iż autorom Ewangelii zależało na tym, żeby pokazać, że Jezus był Bogiem. A przecież był w 100 procentach zarówno Bogiem, jak i człowiekiem. Podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu. Skoro tak, to na pewno doświadczał bólu, cierpienia, płakał, ale też śmiał się! On uzdrawiał tysiące ludzi, cały czas ktoś czegoś od Niego chciał. To musiało być bardzo wymagające. Myślę, że poczucie humoru mogło pomagać Mu rozładować napięcie. Poza tym obracał się w towarzystwie rybaków, prostych ludzi. Oni na pewno żartowali. W serialu mamy przestrzeń, żeby pokazać te relacje. Pokazać Jezusa jako człowieka.

I to dotyka ludzi. W jednym z wywiadów reżyser „The Chosen” opowiadał o dziewczynie, która zdecydowała się na chrzest po obejrzeniu serialu…

Takich ludzi jest więcej. Napisała do mnie pewna kobieta z Japonii, która dopiero od dwóch miesięcy czytała Biblię. Przez wiele lat pracowała w przemyśle pornograficznym. Zerwała z tym. Jej małżeństwo rozpadło się. Wychowywała sama czworo dzieci. Pewnego dnia poznała chrześcijańskiego misjonarza, który poradził jej, żeby obejrzała „The Chosen”. Po obejrzeniu filmu zdecydowała się na chrzest.

Reżyser jest baptystą, Ty – katolikiem o prawosławnych korzeniach. Na planie pracowałeś z chrześcijanami różnych wyznań. Czego nauczyłeś się dzięki tym relacjom?

Wielu protestantów podkreśla, jak ważna jest osobista relacja z Jezusem, a ja bardzo odnajduję się w takim podejściu do wiary. To jest coś, czego możemy się od nich uczyć. Jeśli ktoś pojawia się w kościele tylko w niedzielę, przyjmuje Komunię i potem znika na tydzień, to chciałbym, żeby odkrył na nowo, kim jest Jezus; żeby zobaczył, co On chce nam dać i do czego nas zaprasza. To jest konieczne, abyśmy mogli mówić o Nim innym. To, czego nauczyłem się od protestantów, pozwala mi być lepszym katolikiem.

Od ponad miesiąca na swoim oficjalnym profilu na Facebooku prowadzisz ludzi w modlitwie. Skąd taki odważny krok?

Sam jestem nim zaskoczony. Pewnego dnia podczas obowiązującej w pandemii kwarantanny miałem wrażenie, że Bóg mówi do mnie: „Powinieneś zacząć modlić się z ludźmi Koronką do Miłosierdzia Bożego. Na Facebooku”. Buntowałem się. Pytałem Boga: „Jak to? Na Facebooku? Tak publicznie?”. Czułem, że Bóg mówi mi: „Tak, właśnie na Facebooku. Wtedy dotrze to do wielu ludzi. Oni potrzebują zachęty. Trzeba im przypomnieć o moim miłosierdziu”. Wtedy przestałem zadawać Bogu kolejne pytania i stwierdziłem, że będę robić to przez 40 dni. Ostatni dzień wypadał w niedzielę Bożego Miłosierdzia. Nie planowałem takiego finału. Po tych 40 dniach zrobiłem tygodniową przerwę, po której wróciłem na Instagram na kolejne 40 dni.

Jak to zostało przyjęte?

Pewien mężczyzna z kręgów protestanckich napisał mi, że przez długi czas zmagał się z atakami paniki. Gdy zaczął odmawiać koronkę, te ataki zniknęły. Ktoś inny napisał, że odkąd odmawia koronkę, ustały migreny, które długo mu dokuczały. Czasami modli się ze mną jednocześnie ok. 600 osób! Wplatam też inne modlitwy, np. nowenny. Niektórzy hejtują to, co robię. Dostaję jednak wiele pozytywnych wiadomości, nawet od protestantów, którzy dziękują mi, pisząc: „Nie jestem katolikiem, ale te modlitwy pomagają mi w mojej relacji z Bogiem. Dzięki nim moje spojrzenie na Kościół katolicki zmieniło się”. Widzę, że Bóg dotyka ludzi. Te transmisje nie wymagają ode mnie wielkiego poświęcenia. Jeśli mogę wykorzystać swoją rozpoznawalność po to, aby budować jedność wśród wierzących w Jezusa, to świetnie!•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7