Rozgorączkowany

Niektórych gorszył. Mieli go za błazna, a on za fasadą wesołka skrywał ogromną tajemnicę. W jego sercu płonął ogień, stygmat Ducha Świętego. Po śmierci Nereusza zdumieni medycy odkryli dwa złamane żebra i powiększone serce.

Jego historia to opowieść o tym, jak trudno rozpoznać proroka. Jednym przeszkadzał styl jego życia, duszpasterska „spacerologia”, nieszablonowe poczucie humoru, innym to, że zrezygnował z florenckiego tytułu szlacheckiego. Dziś, w dobie mediów społecznościowych i błyskotliwych komentarzy wszystkowiedzących internautów, spotkałaby go z pewnością fala hejtu. Skrywał ogromną tajemnicę. Gdy realnie doświadczył ognia Ducha Świętego, rzucił się na ziemię z krzykiem: „Dosyć, Panie, nie mogę znieść więcej!”.

Bez taryfy ulgowej

Filip Neri urodził się 505 lat temu we Florencji, wśród wzgórz Toskanii. Wykonał gest podobny do tego, który trzysta lat wcześniej w odległym o 180 kilometrów Asyżu wprawił w osłupienie rodzinę Bernardone. Podobnie jak Franciszek zrzekł się dziedziczenia rodzinnego majątku. Zniszczył ofiarowany przez ojca dokument o szlacheckim pochodzeniu. Uczeń San Marco – słynnego klasztoru florenckich dominikanów – sprzedał wszystkie książki poza Biblią i „Summą teologiczną” Akwinaty, pieniądze rozdał ubogim i ruszył na południe, do Wiecznego Miasta. Związał się z nim na dobre, bo po latach okrzyknięto go „apostołem Rzymu”.

Od najmłodszych lat ogromnym szacunkiem darzył Trzecią Osobę Trójcy. W kulcie Ducha Świętego wyprzedził epokę. Pamiętajmy, że był to XVI wiek, a nie czasy pneumatologii Vaticanum Secundum! Codziennie modlił się o doświadczenie bliskości Parakleta. Doczekał się.

Underground

Lubił krążyć po podziemnych korytarzach rzymskich katakumb (ciągną się na kilku poziomach na długości 150 km). To wśród grobów tych, dzięki którym chrześcijaństwo wyszło z podziemia, doświadczył czegoś, co radykalnie zmieniło jego życie. Słowa są bezradne wobec tego, co zdarzyło się w wigilię Zielonych Świąt 1544 roku w katakumbach św. Sebastiana. Filip Neri poczuł, że kula ognia przeszywa jego ciało. Doświadczenie było tak ekstremalne, że upadł na ziemię z krzykiem: „Dosyć, Panie, dosyć, nie mogę znieść więcej!”.

Gdy podniósł się i dotknął ciała na wysokości serca, zauważył, że jest ono nabrzmiałe. Nie czuł jednak najmniejszego bólu. Kula ognia przenikająca ciało Nereusza wyłamała mu dwa żebra i powiększyła serce. 29-latek doświadczył tego, o czym prorokował Jeremiasz: „wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele”. Doskonale rozumiał tęsknotę Jezusa wołającego: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”.

Ogień

Stygmat był niewidoczny na zewnątrz. Ogień nieustannie trawił jego serce. Do tego stopnia, że Nereusz cały czas miał gorączkę, zimą spał przy otwartym na oścież oknie i chodził w rozpiętej sutannie. Gdy stanął przed Grzegorzem XIII w rozpiętym habicie, wyznał: „Nie mogę nawet zapiąć mego habitu, a Wasza Świątobliwość nakazuje kapłanom nakładać w czasie spowiedzi dodatkowo komżę”. Wówczas papież odparował: „Nie, nie. To zarządzenie jest przeznaczone dla innych, nie dla ciebie”. Gdy ulice Rzymu pokryły się śniegiem (widziałem kiedyś, z jakim popłochem Włosi reagują na biały puch i jak w panice odśnieżają samochody parasolkami), spacerował z rozpiętym habitem, a do swych zmarzniętych na kość młodych penitentów mawiał: „Wstyd! Tak młodzi ludzie kulą się z zimna, gdy starzec tak dzielnie je znosi”.

Przez całe życie Filip czuł, że serce wali w jego piersi jak oszalałe. Doświadczenie wzmagało się podczas sprawowania Eucharystii, udzielania rozgrzeszenia i gdy przebywał w pobliżu relikwii. Czuł, że serce chce wyskoczyć z piersi, a ciało płonie. Musiał koniecznie skupić się na czymś innym. „Nie myśl, że to sprawia mi jakiś ból, czy kiedykolwiek sprawiło. Co więcej, mogę zahamować to, kiedy chcę. Nigdy nie robię tego w czasie, gdy się modlę, bo nie chcę, by takie myśli mnie rozpraszały” – usłyszał na krótko przed śmiercią Nereusza kard. Fryderyk Boromeusz.

Jeden z uczniów Filipa wspominał: „Ujmował mi głowę i mocno przyciskał do swojej piersi. Czułem bicie jego serca i wszystko drżało. Po tym pozostawiał mnie całkiem pocieszonym. Słyszałem, że czynił to samo z wieloma innymi”.

Błazen

Sam Neri niechętnie opowiadał o stygmacie. Gdy tylko ludzie wynosili go na duchowy piedestał, brutalnie ściągał ich na ziemię. Przypomina mi w tym do złudzenia biblijnego Dawida. Pierwsza Księga Samuela opisuje uciekającego przed Saulem namaszczonego przez Pana pasterza. Gdy słudzy króla Akisza zaczęli wołać: „Czy to nie Dawid, król ziemi? Czy to nie ten, któremu śpiewano wśród pląsów: Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy?”, ten „zaczął udawać wobec nich szalonego, dokonywać wśród nich nierozumnych czynności: tłukł rękami w skrzydła bramy i pozwalał ślinie spływać na brodę. I rzekł Akisz do swych poddanych: »Widzicie człowieka szalonego. Po co sprowadziliście mi go tutaj? Czy brakuje mi szaleńców?«”. Znam kontekst i wiem, że Dawid nie chciał być rozpoznany; ale bardzo dotyka mnie to, że wolał udawać człowieka chorego psychicznie niż słyszeć, że jest „królem ziemi”.

Nereusz poszedł w jego ślady. Robił wszystko, by ludzie nie uważali go za wyjątkowego. Chciał, by traktowano go jak błazna. Przebierał się w dziwne stroje, a mieszkańcy Rzymu uśmiechali się, widząc, że ogolił sobie jedynie połowę twarzy. Gdy usłyszał skargę: „Byłoby dobrze, gdyby Ojciec wobec niektórych szacownych osób przyjmował poważniejszą postawę, ponieważ ktoś, kto Ojca nie zna, mógłby się przecież zgorszyć!”, krzyknął: „Chciałbyś, aby inni mówili, że jestem człowiekiem, który potrafi wypowiadać piękne słowa, co! Nie widzisz, naiwniaku, że wtedy mówiliby: »Filip jest świętym«? Niech tylko przyjdą do mnie arystokraci, a postąpię jeszcze gorzej!”.

Jego dewizą były słowa: „Boża chwała, ratunek dusz i nic, co dotyczy mnie”.

Fasada

− Błazeńskie zachowania Nereusza były jedynie fasadą. Nie chciał, by rozpoznano jego tajemnicę – opowiada o. Radosław Rafał, misjonarz Świętej Rodziny. – Neri jako jedyny święty katolicki otrzymał stygmat Ducha Świętego. To mnie najbardziej porywa! I ten niezwykły dystans do samego siebie. Niektórych gorszył, to prawda. Wszystkie dziwactwa i „przekręty” czynił jedynie po to, by ludzie nie zwracali na niego uwagi. Ponieważ łatwo wpadał w duchowe ekstazy, opatentował sposób rozpraszania się, by nie ściągać ciekawskiego wzroku gapiów. Pociąga mnie jego radość, pogoda ducha. Jego uczniowie słyszeli: „Pogodnym jest o wiele łatwiej prowadzić duchowe życie niż posępnym”. Wyprzedzał epokę. I ze względu na kult Ducha Świętego i na to, że w oratoriach pozwalał nauczać świeckim. Wyśpiewywano tam słowo Boże. Czy nasze wieczory uwielbienia nie miały początków w oratoriach? Jako wspólnota Poznanie Jezusa poprosiliśmy o relikwie pierwszego stopnia. Przyszła wiadomość od filipinów, że to niemożliwe. Zbyt dużo „biurokratycznych schodków”. Mogliśmy liczyć najwyżej na relikwie drugiego stopnia. A jednak okazało się, że bracia tuż przed wybuchem pandemii przekazali nam… fragment kości świętego. Czeka na nas w Rzymie. Filip sam musiał maczać w tym palce – śmieje się o. Radek. − To dla mnie dowód na obcowanie świętych.

Pozbieraj puch!

Gdy pewna arystokratka wyznała, że uwielbia plotkować, Nereusz kazał jej rozrzucić na wietrze worek pierza, a następnie pozbierać pióra. Skruszona dama otrzymała lekcję tego, jaki ciężar gatunkowy mają rozrzucone na wiatr plotki.

W 1548 r. Filip założył Bractwo Trójcy Świętej. Jego duszpasterska metoda? Spacerologia. Chodził po mieście i rozmawiał z przechodniami. Z założonym przez siebie bractwem służył pielgrzymom napływającym do Wiecznego Miasta i licznym chorym. Trzy lata później za namową spowiednika przyjął święcenia kapłańskie. Przy kościele św. Hieronima od Miłosierdzia w centrum miasta gromadził wokół siebie kapłanów, kupców, artystów, młodych i rzymskie dzieci. Kongregację Oratorium zatwierdzono w 1575 r. Spotykający się w niej studiowali, modlili się i śpiewali pieśni chwały. W oratoriach gościli m.in. Kamil de Lellis, założyciel kamilianów, Ignacy Loyola, Karol Boromeusz i Franciszek Salezy.

Hejterzy

Wytyczanie nowych szlaków musiało spotkać się z krytyką. Świętego oskarżano o to, że jego metody pracy przypominają sektę, a duszpasterskie nowinki są dalekie od ortodoksji. Na pewien czas zakazano mu nawet odprawiania Mszy i spowiadania. Przyjął to, jak miał w zwyczaju, z ogromną pokorą, wierząc, że „prześladowania ustaną, gdy tylko przyniosą owoce, jakich Bóg pragnie”.

Miał rację. Rychło stał się doradcą Grzegorza XIV i Klemensa VIII. Gdy ten pierwszy zaproponował mu przyjęcie kardynalskiego kapelusza, usłyszał: „Preferisco il paradiso”, czyli „Wolę raj”.

Do historii przeszło jego powiedzenie: „Prawdziwi słudzy Boga spoglądają na życie z cierpliwością i pragną śmierci”. Zmarł w nocy święta Bożego Ciała 1595 roku. Wcześniej Duch Święty zdradził mu tę datę. Został wyniesiony na ołtarze już 15 lat po śmierci, a kanonizowany 12 marca 1622 r. z Teresą z Avila, Janem od Krzyża, Franciszkiem Ksawerym i Ignacym Loyolą. Doprawdy doborowe towarzystwo!

Często powtarzał: „Gdzie nie ma pokory, nie może być cudów” i wzdychał: „Panie, nie ufaj Filipowi”. Jak pokazało życie, Najwyższy nie zawsze dostosowywał się do tej prośby. Ufał Filipowi i błogosławił jego dzieła. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8