Kościół pod kluczem

Głód Eucharystii nie jest dla nas pustym pojęciem – mówią francuscy katolicy. Nie rozumieją, dlaczego ich głód jest dla władz mniej ważny od głodu chleba, sportu, nauki i sztuki.

Gdy pod koniec kwietnia francuski rząd zapowiedział powrót uczniów do szkół podstawowych od 11 maja i od tego samego dnia otwarcie bibliotek oraz muzeów, w różnych kręgach, nie tylko katolickich, zaczęto stawiać pytanie: a co z kościołami? „Katolicy we Francji nie kwestionują restrykcji w związku z kwarantanną, ale nie rozumieją zapowiedzi o otwarciu miejsc kultu dopiero w czerwcu, w sytuacji, kiedy szkoły będą otwierane już w maju” – pisał dziennik „Le Figaro”. I w innym wydaniu tej samej gazety: „Większość katolików nie przypuszczała, że sprawa ich wiary będzie odłożona na półkę i potraktowana jako problem uboczny, którego ranga społeczna jest niższa od sportu, wypożyczalni DVD czy małych muzeów”. Sprawa zaczęła wzbudzać coraz większe emocje, głos zaczęli zabierać sami zainteresowani, czyli zarówno wierni świeccy, jak i duchowni.

Nie samym chlebem…

„Nie widzę powodu, dla którego szkoły powinny przyjmować uczniów od 11 maja, a kościoły nie mogą przyjmować wiernych” – mówił w jednym z wywiadów biskup Nanterre Matthieu Rougé, dodając, że dostrzega „brutalność w traktowaniu katolików, którzy mają poczucie, że się ich nie szanuje”. Cieszący się dużym autorytetem arcybiskup Paryża Michel Aupetit, komentując decyzję władz, nie przebierał w słowach: „Traktują nas jak małolatów, którzy z niczym sobie nie poradzą. Traktują Eucharystię jak rozrywkę podobną do kina. Nasze władze to dobrzy administratorzy, ale brak im czegoś bardzo ważnego: nie znają się na ludziach, ich wiedza o człowieku jest zerowa”. Arcybiskup Aupetit, z zawodu lekarz, nie szczędził słów krytyki. Myliłby się jednak ktoś, kto chciałby widzieć w nim lidera jakiegoś buntu przeciwko decyzjom władz. Przeciwnie, ten sam abp Aupetit wzywał do respektowania zaleceń rządu, a rozgoryczenie wynikało zapewne z ignorowania przez władze racjonalnych argumentów, jakie podawała strona kościelna. – Większość biskupów oczywiście żałuje utrzymania zakazu sprawowania publicznie Mszy i gwałtownego przerwania życia parafialnego. Jednak ich reakcje były zróżnicowane – mówi w rozmowie z GN Marie-Yvonne Buss, redaktor naczelna tygodnika katolickiego „Le Pèlerin”. – Niektórzy zareagowali bardzo gwałtownie, jak bp Rey, ordynariusz diecezji Fréjus-Toulon, który przypomniał, że Msza Święta nie jest „czynnością zwykłą”. Biskup Grenoble Guy de Kérimel podkreślił, że pozbawienie wiernych Mszy św. jest „cierpieniem rzeczywistym i obiektywnym”. Inni, jak bp Lafont, biskup ­Cayenne, uważają, że izolacja nie jest dramatem, według niego ten „czas pustki” jest okazją do poczucia solidarności ze wszystkimi chrześcijanami na całym świecie, którzy nie mogą swobodnie przeżywać swojej wiary. Tak czy inaczej, poszanowanie dla zaleceń sanitarnych było stanowczo przypomniane przez bp. Moulinsa-Beauforta, przewodniczącego Konferencji Biskupów Francji. Arcybiskup Aupetit powiedział: „Mamy przekazywać Bożą łaskę, a nie wirusa” – wylicza naczelna „Le Pèlerin”.

Jednocześnie francuski episkopat opublikował komunikat, w którym czytamy m.in.: „Nie rozumiemy, w jaki sposób normalna Msza mogłaby przyczyniać się do rozprzestrzeniania się koronawirusa czy też utrudnić przestrzeganie zasad dystansu społecznego w większym stopniu niż inne formy działalności, które już niedługo mają być dozwolone” – napisali biskupi. Księża z archidiecezji paryskiej w różnych miejscach w mediach wykazywali, że potrafią ustalić taką liczbę wiernych uczestniczących w nabożeństwie i przestrzegać bezpiecznych odstępów między nimi, by uniknąć ryzyka zakażenia. „Kiedy rozdawaliśmy jedzenie bezdomnym i biednym, władzom nie przeszkadzało, że kapłani i wolontariusze godzinami stali bardzo blisko siebie” – trafnie zauważył cytowany przez prasę proboszcz jednej z paryskich parafii. Również blisko 70 deputowanych podpisało protest, w którym najmocniej wybrzmiało to pytanie: „Czy wolność praktykowania religii jest mniej ważna niż wolność konsumpcji?”.

Msze św. w domach

– Z mojego punktu widzenia i według wielu moich znajomych jesteśmy poddani pewnej niesprawiedliwości, ale też działania władz nie zaskakują mnie tak bardzo – mówi mi Marie-Bernard Daniel, od urodzenia mieszkająca w Awinionie, od lat mocno zaangażowana w życie lokalnego Kościoła. – To jest bardzo, bardzo wielkie cierpienie, że nie można przeżyć Mszy, transmisje przez internet to nie jest to samo, choć słucham codziennie Mszy z papieżem Franciszkiem. Bardzo brakuje nam możliwości przyjęcia Ciała Chrystusa i modlitwy wspólnotowej – dodaje. Nie ukrywa też rozczarowania postawą niektórych księży, którzy jej zdaniem nie chcą udzielać sakramentów, chowając się za decyzjami władz politycznych. – Niektórzy z nich nie rozumieją cierpienia ludzi. Mówią do nas: „Cierpliwości, konieczne jest wzbudzenie wewnętrznego pragnienia, ten brak, którego doświadczasz, spowoduje zrozumienie wartości Mszy” – Marie-Bernard jest dość krytyczna wobec duchownych.

– Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo dla zdrowia, to łatwej jest zapewnić je w kościele niż np. w metrze – przyznaje Marie-Yvonne Buss. – Cała ta dyskusja ma tę zaletę, że przynajmniej uświadomiła wielu osobom, że ​​„głód eucharystyczny” to nie tylko pusta formułka. Tak, pozbawienie dostępu do Mszy nie jest bezbolesne. Płoniemy, by odwiedzić wreszcie nasze opuszczone parafie – mówi. Ale zaraz dodaje: – Czy te wspólnoty parafialne naprawdę zniknęły? Przecież drzwi kościołów pozostają otwarte, w godzinach jeszcze bardziej dogodnych niż ma to miejsce w zwykłych warunkach. Tak jest w przypadku mojej parafii, gdzie kościół jest otwarty każdego dnia do 20.00. Można więc udać się do świątyni na indywidualną modlitwę czy też rodzinne odmówienie choćby dziesiątki Różańca. Od początku izolacji obserwujemy bardzo dużą aktywność, parafie zorganizowały na przykład stałe dyżury telefoniczne. Organizuje się pomoc osobom chorym, samotnym, np. przez robienie zakupów. Można nie tylko uczestniczyć we Mszy św. emitowanej każdej niedzieli w telewizji (program „Dzień Pana” w stacji France 2), ale można też codziennie brać udział w modlitwach i Mszach św. transmitowanych na Facebooku lub YouTubie. Rodziny zapraszają księdza i organizują Msze św. prywatne; taka możliwość powinna rozwinąć się po 11 maja, kiedy zgromadzenie do 10 osób znowu stanie się możliwe. W Limoges parafia św. Jana Pawła II zorganizowała spowiedź w samochodzie, jako pierwsza we Francji. Strona internetowa hozana.org podpowiada, jak rozwinąć takie działanie. W rodzinach ta nadzwyczajna sytuacja ma także efekty pozytywne. Jedna z moich przyjaciółek, matka pięciorga dzieci w wieku od 7 do 16 lat, powiedziała mi, że ten czas pozwolił na wspólne, rodzinne modlitwy, czego nie było wcześniej – Marie-Yvonne wylicza dobre strony tej trudnej sytuacji.

Zabrali mi tlen

Marie-Bernard Daniel jest bardziej sceptyczna. – Owszem, od początku tej izolacji grupy modlitewne organizowały się przez internet, w ten sposób umawialiśmy się nawet na lectio divina. Ale Kościół domowy może być tylko tymczasowym rozwiązaniem, które nie powinno trwać zbyt długo. Ja nie chodziłam codziennie na Mszę tylko z przyzwyczajenia. Msza jest dla mnie tlenem, którego zostałam pozbawiona. Czy ta izolacja pomoże wzrosnąć duchowo Kościołowi? Myślę, że osoby letnie jeszcze bardziej się ochłodzą, a ci, którzy szczerze kochają Eucharystię, na razie bardzo cierpią. Niestety, ale mam poczucie, że to wcale nie umocni Kościoła, tylko nastąpią nowe formy prześladowania. Kościół tak naprawdę nie jest lubiany przez Francuzów. Oczywiście, w warunkach izolacji nastąpiła jakaś reakcja, ożywienie, ale tak może być tylko do czasu, ponieważ nasza wiara nie jest wirtualna, o czym przypomniał papież.

Marie-Yvonne Buss jeszcze przed naszą rozmową przysyła mi napisany przez siebie edytorial nowego numeru tygodnika. Moją uwagę zwracają te słowa: „Z pewnością te wirtualne celebracje mają swoje granice. Jesteśmy chrześcijanami ciałem i duszą: jeśli o tym zapomnieliśmy, próba izolacji i braku Eucharystii przypomniała nam o tym. Przynajmniej nauczyliśmy się »budować Kościół« w domu, przyłączając się w ten sposób do tych, dla których jest to zwykły los: ludzi zamkniętych w domach opieki, chorych, odizolowanych mieszkańców wsi”.

Marie-Bernard Daniel zwraca uwagę, że część katolików próbuje przeciwstawiać chrześcijan „uzależnionych od Komunii” chrześcijanom „uzależnionym od służenia innym”. – To mi przypomina fragment Ewangelii z Martą i Marią i refleksję, którą Jezus poczynił na temat Marty, która wypominała Marii, że nie pomaga jej w kuchni… Jezus powiedział, że Maria wybrała najlepszą część. Obie te rzeczywistości są nierozłączne. To smutne, jeśli nawet chrześcijanie zaczynają odczuwać napięcie między nimi – dodaje Marie-Bernard. W tym kontekście pojednawczo brzmią słowa mojej rozmówczyni z Paryża: – Czy ktoś naprawdę myśli, że można służyć braciom, nie posilając się sakramentami? Może ta izolacja jest nam też po to potrzebna, by poczuć, jak bardzo za sobą tęsknimy. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7