To jest moja misja

O świętym Maksymilianie, pracy i rodzinie mówi Tomasz Wolny – dziennikarz i prezenter TVP.

Bo prawdziwe życie nie toczy się na sejmowych korytarzach.

Jego prawdziwy puls bije nie przy ulicy Wiejskiej, ale w naszych małych ojczyznach. Pójście tropem pękniętej rury, braku drogi do szkoły czy terminu do specjalisty daje ludziom dużo więcej pożytku niż relacja z kolejnej politycznej bitwy. Walka o osoby z niepełnosprawnością, o najsłabszych i z różnych względów wykluczonych jest dla mnie największym sensem dziennikarstwa. Szczególnie w tak zwanym terenie.

Skoro tak, to dlaczego media regionalne są w takim kryzysie?

Może ulegliśmy ułudzie, że w zawodzie dziennikarza najważniejsza jest oglądalność, skrajne rozemocjonowanie, polityczne igrzyska, klikalność, liczba followersów na Twitterze, a przecież tego nie zagwarantują tematy lokalne. Mam wrażenie, że coraz częściej w tym zawodzie zapominamy, że najważniejszy jest człowiek, ale wcale nie ten widziany w lustrzanym odbiciu.

Wróćmy do św. Maksymiliana. Podobno chciałbyś także zostać misjonarzem, gdzieś na odległym kontynencie?

Cały czas mam to gdzieś z tyłu głowy. Kiedy mieszkałem w Argentynie, wyjechałem poza Buenos Aires z chrześcijańską ekipą na tak zwaną prowincję, na której bieda wręcz krzyczała z każdej drewnianej chaty. Pracowaliśmy z tamtejszymi dziećmi podczas ich wakacji, organizując im czas. Nie mówiłem na tyle dobrze po hiszpańsku, by rozmawiać o Ewangelii, ale jeszcze z harcerskich czasów wyniosłem dobry kontakt z dzieciakami, a poświęcanie im pełni czasu, uwagi i energii sprawiało, że lgnęły do nas jak opiłki do magnesu. A najważniejsze, że na końcu i tak był Jezus Chrystus. Nie była to oczywiście prawdziwa misja, tylko pewna jej namiastka, ale ta iskra gdzieś tam cały czas w sercu się tli. Poza tym mam nadzieję, że to, co robię tu i teraz, także jest swojego rodzaju misją.

Na czym ona polega?

Moją pierwszą życiową misją jest rola męża. Drugą – bycie tatą. Tu też podporą jest święty Maksymilian, który w niemieckim piekle Auschwitz oddał życie właśnie za ojca rodziny – Franciszka Gajowniczka. To uratowanie ojca ma dla mnie wymiar symboliczny, ale i bardzo praktyczny. Maksymilian Kolbe to nie tylko dziennikarski wzór, ale także ratunek i opiekun dobrego ojcostwa. Wracając do pytania – dziennikarstwo jest dopiero na trzecim miejscu, po roli męża i taty. Tryb dnia sprawia, że ta kolejność bywa zaburzona, ale walczę, by tę hierarchię utrzymać.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • anioł 4
    03.02.2020 09:28
    Po przeczytaniu tego wywiadu zagościła w moim sercu radość i spokój. Jeżeli mamy takich dziennikarzy , to nie ma się co martwić o przyszłość naszej Ojczyzny.
  • anioł 4
    03.02.2020 20:29
    Jeżeli do dziś nie zauważyłeś roli dziennikarzy i roli mediów w tworzeniu klimatu do odpowiednich przemian w naszej Ojczyźnie, to rzeczywiście jest z Ciebie ~DZIADKALWARYJSKI~ :)
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6