Błogosławiony wróg państwa

Nazywano go czerwonym biskupem, a jego nazwisko przekręcano na „Satanelli”. Bp Enrique Angelelli zostanie wyniesiony na ołtarze razem z trzema innymi ofiarami argentyńskiej junty.

Wypadek od początku wyglądał dziwnie. Hierarcha zwalczany przez wojskową juntę zginął tuż po zamordowaniu jego bliskich współpracowników. Sam zresztą powiedział po ich śmierci: teraz moja kolej. I dodał, że być może sprawcy upozorują wypadek. 4 sierpnia 1976 r. samochód, którym podróżował, został uderzony przez inną maszynę. Bp Angelelli zginął, a z jego auta zniknęły dokumenty dotyczące śmierci ks. Carlosa de Dios Muriasa i ks. Gabriela Longueville’a.

Villas miserias

Po dwóch księżach zginął jeszcze Wenceslao Pedernera, świecki blisko współpracujący z Angelellim. Biskup poniósł śmierć jako ostatni z całej czwórki, ale to on był obiektem najostrzejszych ataków ze strony argentyńskich władz. Nienawidzili go nie tylko wojskowi.

Enrique Angelo Angelelli Carletti urodził się w argentyńskiej Cordobie w 1923 r. Jego rodzice byli włoskimi imigrantami. Już jako 15-latek wstąpił do niższego seminarium. Został wysłany na studia do Rzymu i tam w 1949 r. przyjął święcenia kapłańskie. Uzyskawszy licencjat z teologii na rzymskiej Gregorianie, wrócił w 1951 r. do Cordoby. 400-tysięczne wówczas miasto zaczynało właśnie przeżywać przemysłowy boom. Otwierano amerykańskie i europejskie fabryki samochodów, traktorów i lokomotyw. Medal miał oczywiście i drugą stronę. Ludzie przyjeżdżający ze wsi w poszukiwaniu pracy w przemyśle nie mieli gdzie się podziać. Budowali więc baraki z drewna i blachy, tworząc osiedla biedy zwane villas miserias. Ks. Angelelli od początku pracy duszpasterskiej zajmował się nimi. Odwiedzał mieszkańców baraków, założył organizację dla katolickiej robotniczej młodzieży. Sam pochodził z prostej rodziny, więc bez trudu znajdował wspólny język ze swoimi parafianami. Niektórzy wspominali później, że był dla nich spełnieniem amerykańskiego snu – chłopak z sąsiedztwa, ze społecznych nizin, wykształcony w Europie.

Ksiądz Enrique nie zajmował się wyłącznie robotnikami. Wykładał w seminarium duchownym, prowadził też stowarzyszenie studentów. Miał zaledwie 37 lat, gdy papież Jan XXIII niespodziewanie mianował go biskupem pomocniczym Cordoby. Niedługo potem młody biskup wziął udział w jednej z końcowych sesji Soboru Watykańskiego II. Jednocześnie we własnej diecezji miał wrogów. Na pewien czas stracił nawet funkcję, gdy stanął po stronie księży wspierających lewicową młodzież. Został wtedy wysłany jako kapelan do jednego z żeńskich klasztorów. Jednak w 1965 r. przywrócono mu zadania biskupa pomocniczego, a w 1968 r. papież mianował go ordynariuszem sąsiedniej diecezji La Rioja.

Po stronie biednych

– Nie przyszedłem tu sam z siebie. Przysłał mnie papież Paweł VI – mówił bp Enrique Angelelli podczas jednej z homilii. Podkreślał, że ma za zadanie głosić Ewangelię, a nie ideologię, i służyć wszystkim, niezależnie od tego, do której klasy społecznej należą. Wielu z jego wiernych należało do klas niższych. La Rioja to jeden z biedniejszych rejonów Argentyny, a jego stolica – miasto La Rioja – jest trzykrotnie mniejsza od Cordoby. W górzystym regionie znajdowały się za to posiadłości ziemskie, które nie były użytkowane. Ich właścicielami byli często potomkowie dawnych kolonistów mieszkający w Europie. Nie interesowali się swoją własnością i nie czerpali z niej żadnych zysków. Tymczasem zamieszkującym tę okolicę chłopom brakowało ziemi. Powstał zatem pomysł zajmowania nieużywanych gruntów, forsowany przez organizację CODETRAL. Jej członkowie chcieli dokonać parcelacji jednego z latyfundiów w La Rioja. Powstało ono z połączenia drobnych gospodarstw, które właściciele byli zmuszeni sprzedać z powodu długów. Bp Angelelli wspierał CODETRAL i ubogich rolników. – Wspólnota chrześcijańska jest odpowiedzialna za biednych. Począwszy od przywódców, powinna mieć serce otwarte na ich cierpienia, bo ubodzy są sakramentem Chrystusa, jak mówił Paweł VI – tłumaczył w transmitowanej przez radio homilii.

Początkowo jego pomysły podobały się gubernatorowi prowincji Carlosowi Menemowi. Polityk zmienił zdanie, kiedy okazało się, że na reformach mogłaby stracić jego rodzina. Biskup zyskiwał zatem coraz więcej wrogów. Zwłaszcza że piętnował też hazard, prostytucję i handel narkotykami, które stanowiły duży problem La Rioja. Przeciw hierarsze rozpętano medialną nagonkę. Transmisje jego Mszy św. zostały zakazane, a prasa zaczęła go atakować. „Mówi jak marksista, myśli jak marksista, działa jak marksista” – kpił dziennik „El Sol”, publikując karykaturę Angelellego. Podobnych publikacji było więcej. Biskup stwierdził, że jest zmęczony sytuacją, kiedy każdego, kto ujmuje się za biednymi, nazywa się lewicowcem. Jednak dał przeciwnikom argument do ręki, wspierając zjazd, na którym powstał Ruch Księży Trzeciego Świata. Jak się okazało, ruch ten poszedł w kierunku mieszającej chrześcijaństwo z komunizmem teologii wyzwolenia, a wielu jego członków porzuciło kapłaństwo.

Nieszczęśliwy wypadek

W czerwcu 1973 r. bp Angelelli został po raz pierwszy fizycznie zaatakowany. Odprawiał Mszę św. w Anillaco, rodzinnym mieście Menema. Tłum, w którym znaleźli się brat gubernatora i kilku innych członków jego rodziny, wtargnął do kościoła, skandując agresywne hasła i rzucając w biskupa kamieniami.

3 lata później w wyniku wojskowego zamachu stanu odsunięci od władzy zostali wszyscy gubernatorzy prowincji, w tym Menem. Jednak dla bp. Angelellego nie oznaczało to końca zagrożenia. Przeciwnie, wojskowi zaczęli wysyłać mu groźby.

18 lipca 1976 r., czyli w dniu 53. urodzin biskupa, mężczyźni przedstawiający się jako policja uprowadzili Gabriela Longueville’a i Carlosa de Dios Muriasa. Ks. de Dios Murias zajmował się duszpasterstwem robotników i jeszcze jako nastolatek poznał Angelellego. Na własną prośbę został przeniesiony z Buenos Aires do La Rioja. Ks. Gabriel Longueville był Francuzem, posługującym od 1969 r. w Argentynie i współpracującym z ks. de Dios Muriasem. Obaj księża zostali wywiezieni do jednostki wojskowej, gdzie poddano ich okrutnym torturom. Porzucone ciała znaleziono 2 dni później. 25 lipca zginął Wenceslao Pedernera, rolnik i ojciec trzech córek, który wspólnie z Angelellim organizował katolicki ruch na wsi. Zamaskowani sprawcy zapukali w nocy do jego domu, a gdy otworzył – zastrzelili. Enrique Angelelli nie miał wątpliwości, że będzie następny.

4 sierpnia po odprawieniu w miejscowości El Chamical Mszy św. w intencji zamordowanych księży wsiadł do samochodu razem z ks. Arturo Pinto. Miał ze sobą dokumenty zawierające wyniki prywatnego śledztwa dotyczącego śmierci Longueville’a i de Dios Muriasa. Tuż po 15.00 w jego auto uderzył peugeot, w którym znajdowało się trzech wojskowych. Ksiądz Pinto przeżył, a rannemu bp. Angelellemu jeden z napastników strzelił w głowę.

Sprawa czekała na wyjaśnienie przez wiele lat. W 1986 r., czyli już po upadku wojskowej junty, sąd uznał śmierć bp. Angelellego za nieszczęśliwy wypadek. Dopiero w 2014 r. zleceniodawcy mordu, w tym gen. Luciano Benjamín Menéndez, który kierował aparatem bezpieczeństwa w Cordobie, usłyszeli wyroki skazujące. Pomogły w tym dokumenty przewożone przez bp. Angelellego. Oryginał został skradziony z samochodu po katastrofie, ale biskup zdążył przekazać wcześniej kopię do Stolicy Apostolskiej.

W maju 2018 r. papież Franciszek podpisał dekret uznający, że czterej męczennicy z El Chamical zginęli za wiarę.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10