Góra Mojżesza

Gdy planowałam kolejną wyprawę do Egiptu, tym razem na Synaj wiedziałam, że prócz słońca, lazurowej wody Morza Czerwonego, raf koralowych, cudownie kolorowych rybek chcę poznać historię tej ziemi i bogactwa jakie w sobie kryje.

Ten kawałek lądu między Afryką a Azją jest przecież perełką, klejnotem kryjącym nietknięte pozostałości z czasów prehistorycznych, starożytnych i średniowiecznych. Moim celem była Góra Mojżesza i Klasztor św. Katarzyny...

Dlatego z kilkoma poznanymi w hotelu osobami wynajmuję samochód z kierowcą i wyruszam na spotkanie Historii. Mówią, że w podróż należy wyruszyć wcześnie (ponieważ klasztor zwiedza się tylko w godz.7-12 ) a ja chcę jeszcze wcześniej wejść na Górę Mojżesza. Wyjeżdżam więc tuż po zachodzie słońca. Samochodem z Sharm El Sheik jadę do klasztoru św. Katarzyny. Z pięknego kurortu trafiam wprost w górzystą, szaro-żółtą pustynię, upstrzoną gdzieniegdzie pojedynczymi namiotami Beduinów. Kierowca jeepa jedzie dość brawurowo, ale bezpiecznie. Co kilkadziesiąt kilometrów mijamy posterunki żołnierzy. Wypytują o cel i długość podróży. Synaj – jak mówią żołnierze - ma znaczenie strategiczne, dlatego armia musi wiedzieć, kto gdzie jedzie.

Po pobycie w Izraelu i objechaniu licznych checkpointów nic mnie już nie dziwi i spokojnie reaguję na wszelkie kontrole paszportowe. Jadąc dalej obserwuję świat za szybą, na ile to możliwe przy rozgwieżdżonym niebie. Dziurawy asfalt i duchota pustyni nie zezwalają na odpoczynek. A jedyną atrakcją są stada wielbłądów, które czasami pałętają się nam po szosie. Podróż trwa około trzy godziny. Wreszcie zajeżdżamy na parking przed monastyrem. To miejsce widać przyciąga wielu pielgrzymów i turystów, bo na parkingu stoi kilkanaście autokarów, taksówek i jeepów.

Wspinaczkę rozpoczynam ok godziny 22. Wokół ledwo widać zarysy murów monastyru i smukłych cyprysów. Jest ciepło, niebo rozświetlają jedynie gwiazdy. Od czasu do czasu w różnych miejscach pojawiają się migoczące koraliki światełek. To latarki innych towarzyszy wspinaczki na Górę Mojżesza. Planowałam całościowo pieszą wędrówkę na szczyt, ale koleżanka uparła się, by choć część tej trudnej drogi pokonać na grzbiecie wielbłąda. Po krótkich negocjacjach cenowych obie dostajemy po camelu i miejscowym opiekunie. Moim towarzyszem podróży zostaje młody beduin z plemienia Dżalabija o imieniu Ismail. Z klasztoru u podnóża góry prowadzą na szczyt dwie drogi: Sikket el Basha - ścieżka Paszy, i Sikket Saydna Musa - ścieżka Mojżesza. Pierwsza jest dłuższa i łagodniejsza w podejściu, druga zaś krótsza i bardziej stroma, składająca się z ponad 3 tys. stopni wykutych w skale. Legenda mówi, że obie są dziełem pokutnym synajskiego mnicha. Ponieważ wielbłądy idąc na szczyt pokonują drogę łagodniejszą, od razu postanawiam, że schodzić będę tzw. schodami pokutnymi. Rozpoczyna się podróż....

Wielbłądy idą najczęściej skrajem skalnej ścieżki, a mimo to ich miękkie kopyta wyczuwają każdy stopień. Siedząc na grzebiecie camela obserwuję urwisko. Czuję się taka bezradna. Nagłe potknięcie się zwierzęcia i jego niespokojne szarpnięcie łbem powoduje u mnie wyrzut adrenaliny. Słyszę pędzące w dół odłamki, które skruszyły się ze skalnej półki i… uspokajające nawoływanie beduina. Mówi coś do mnie i do wielbłąda, głaszcząc przy tym jego szorstką sierść. Staram się nie okazywać zdenerwowania, choć serce wali mi jak młot. Ciemność wydaje się gęstnieć. Dodatkowo tracę kontakt ze znajomą, gdyż muszę zatrzymać się, by poprawić popręg utrzymujący siodło. Trasa dłuży się w nieskończoność. Wreszcie „droga wielbłądzia” się kończy. Zanim zdobędę szczyt czekam w specjalnym namiocie, na pozostałych znajomych z grupy, którzy wybrali pieszą wędrówkę.

Takich prowizorycznych „kawiarenek” jest kilka. Beduini co kilkadziesiąt metrów rozstawiają kramy, gdzie prócz pamiątek oferują wędrowcom herbatę, kawę, coca-colę. Robi się coraz chłodniej, czas założyć polar i długie spodnie. Jesteśmy wreszcie w komplecie. Teraz wszyscy wspinamy się po 700 stopniach na czubek Dżebel Musa, by odpocząć i poczekać na wschód słońca, którego podglądanie stąd jest ponoć niesamowite. Do świtu pozostało jeszcze cztery godziny. Sporo czasu. Mój opiekun Ismail ciągnie mnie za rękę i wskazuje wolną szczelinę a w niej pozostawiony czyjś koc z wielbłądziej wełny. Siadamy na skale, na wschodnim kawałku wierzchołka tuż obok maleńkiej kapliczki wybudowanej kiedyś przez greckich mnichów. Kapliczka stała tu ponoć już w IV w., a istniejącą dziś kamienną świątynię z dzwonnicą zbudowano w 1934 r. Obecnie zamknięta jest na cztery spusty.

Okrywamy się szczelnie kocem. Mimo upału w dzień (50 stopni) tu na wysokości 2285 m n.p.m o północy jest zimno, temperatura waha się w granicach 5-6 st. Beduin szybko zasypia, ja zaś obserwuję to, co dzieje się wokół. Trudno o cisze, gdyż ciągle docierają na szczyt kolejni turyści i lokują się na każdej możliwie wolnej półce skalnej. Wielu śpi, a pozostali wciąż rozkładają karimaty, śpiwory, ustawiają statywy fotograficzne, niemiłosiernie szeleszcząc przy tym ortalionami, a jeszcze inni śpiewają pieśni. Niestety, sen nie przychodzi. Zbyt dużo myśli przebiega mi przez głowę. Rozmyślam o czasie, który spędził tu Mojżesz rozmawiając z Bogiem. Ponoć nie jest pewne, czy Góra Mojżesza to rzeczywiście miejsce biblijnej góry Horeb, gdzie Mojżesz miał otrzymać od Boga kamienne tablice z Dekalogiem.

Uczeni ciągle spierają się o trasę exodusu Izraela przez półwysep Synaj, typując któryś z trzech alternatywnych szlaków, nazwanych północnym, środkowym i południowym. To jednak dla mnie nie jest najistotniejsze. Myślę o Mojżeszu, jego postawie, działaniu, wydarzeniach życia... Najbardziej istotnym rysem tego proroka jest jego relacja do Boga. Jawi się w niej spokój, trzeźwość myślenia, gorąca wiara. Nie zaskakuje go objawienie się Najwyższego, mimo że spotkanie posiada niezwykłą oprawę... Udowadnia, że jest wierny przymierzu. Dialoguje. Jest pierwszy w rozmowie... Uczy prawdziwej modlitwy. Objawia swą wolę i wskazuje sposób jej wykonania. To nie Mojżesz jest pierwszy, to Bóg pierwszy mówi do niego, to Bóg modli się w nim...

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • elka
    21.06.2010 08:34
    Piękno Synaju mogą troszkę przybliżyć zdjęcia z galerii: http://info.wiara.pl/gal/pokaz/496845.Gora-Synaj
  • gienia
    19.02.2011 19:12
    Weszłam na górę Mojżesza w 2009r obiecałam to Bogu po wyzdrowieniu mojej córki z ciężkiej choroby.To co przeżyłam w czasie tej wędrówki to był horror,nigdy więcej.
  • Martin
    10.04.2011 10:35
    Mam takie małe pytanie. Jeśli zostanie wybudowana trzecia Świątynia Salomona, to Ci, których spojrzenie na świat kreowane jest wyłącznie przez Pięcioksiąg Mojżeszowy; obalą Jezusa, w którego przecież nie wierzą?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7