Pasterz w jądrze ciemności

Do dziś nie beatyfikowano ani jednego męczennika urodzonego w Stanach Zjednoczonych. We wrześniu na ołtarze trafi jednak ksiądz, który wrócił na misję, choć znajdował się na liście celów szwadronów śmierci.

Ksiądz Stanley Rother wiedział, że jest przeznaczony na śmierć. Od pewnego czasu ludzie z jego parafii znikali bez śladu. Gdy pojechał do swoich rodzinnych Stanów Zjednoczonych, zachęcano go, żeby został. – Pasterz nie może uciekać na pierwszy sygnał o zagrożeniu – odpowiedział. Wrócił do Gwatemali i zginął.

Front zimnej wojny

Stanley Rother nie był pierwszą ani ostatnią ofiarą wojny domowej rozdzierającej Gwatemalę. W trwającym od 1960 do 1996 r. konflikcie zginęło łącznie 200 tys. ludzi. Majowie, rdzenna ludność tego środkowoamerykańskiego państwa, od zawsze byli dyskryminowani przez władze. Po zakończeniu II wojny światowej zaczęli stopniowo domagać się coraz większych praw. Amerykanie mający w Gwatemali wpływy i interesy (dotyczące głównie handlu owocami) obawiali się infiltracji indiańskich ruchów przez komunistów. Wspierali zatem miejscowe reżimy, które w brutalny sposób rozprawiały się z rdzenną ludnością. Początkiem wojny stał się nieudany pucz lewicowych oficerów. Później przez lata dochodziło do zamachów stanu i starć. Po jednej stronie walczyła lewicowa partyzantka, po drugiej armia, ale też wysyłane przez wojskowy rząd organizacje paramilitarne i szwadrony śmierci. Ludność wiejska ucierpiała najbardziej w latach 1981–1982. Uznawana za naturalne zaplecze rebeliantów, była bezlitośnie pacyfikowana. To właśnie wśród niej mieszkał amerykański ksiądz.

Rolnik zostaje księdzem

Urodził się w 1935 r. w Oklahomie, w rodzinie pochodzących z Niemiec rolników Franza i Gertrude Rotherów. Na chrzcie dostał imię po ojcu, ale nazywano go Stanleyem. Średniego wzrostu, zdrowy i silny, mógłby przejąć farmę po rodzicach. Pociągnął go jednak przykład księży, których spotykał w swojej rodzinnej parafii. Po skończeniu liceum poszedł do Seminarium Wniebowstąpienia w San Antonio w Teksasie. Okazało się, że nauka nie jest jego mocną stroną. Podczas studiów zawalał kolejne przedmioty. Po blisko 6 latach przełożeni zasugerowali mu, żeby wracał do domu. Był to cios dla przekonanego o swoim powołaniu Rothera. Jedna z jego nauczycielek, s. Clarissa Tenbrick, przypomniała mu, że św. Jan Maria Vianney też był wyrzucany z seminarium, bo nie dawał sobie rady z nauką. Stanleyowi udało się porozmawiać z bp. Victorem Reedem z Maryland. Ten przyjął go w seminarium u siebie, a w 1963 r. wyświęcił Stanleya Rothera na księdza diecezji w Oklahoma City.

Gringo wśród dzikich plemion

Młody ksiądz spędził w parafii w Oklahomie 5 lat. W tym czasie jego diecezja rozpoczynała misję w Santiago Atitlán w Gwatemali. W ten sposób odpowiadała na prośbę papieża Jana XXIII, który kilka lat wcześniej wezwał kościół ze Stanów Zjednoczonych do pomocy w ewangelizacji Ameryki Środkowej. W 1968 r. ks. Stanley Rother zaakceptował zaproszenie do pracy w Santiago. Spędził tam, jak się okazało, ostatnie 13 lat życia.

„Miasto w Gwatemali, w departamencie Sololá. Leży nad brzegiem jeziora Atitlán, pomiędzy dwoma wulkanami Tolimán (3144 m n.p.m.) i San Pedro (3020 m n.p.m.). Przemysł spożywczy, włókienniczy” – tyle na temat Santiago Atitlán mówi polska Wikipedia. Ten opis niezupełnie oddaje warunki, w jakich znalazł się wychowany w USA kapłan.

Region Sololá jest położony na wysokości ponad 2 tys. m n.p.m., czyli wyżej niż spora część Tatr. Niemal cały jest górzysty i lesisty. Jezioro, o którym wspomina Wikipedia, ma 130 km kwadratowych. Klimat jest, jak na tę część globu, dość chłodny. Temperatura może spaść do 9 st. C, a od czerwca do września trwa pora deszczowa. Ludność wyznaje katolicyzm, ale nie przeszkadza jej to czcić duchów przodków czy istoty nazywanej władcą świata. Oprócz księży są tu obecni szamani. W niedużych miastach można znaleźć piękne budynki z czasów kolonialnych. Ksiądz Stanley trafił jednak na wieś. Jego parafianami byli należący do Majów Indianie Tz’utujil. Ubodzy, bez dostępu do edukacji, przede wszystkim jednak mówiący językiem uznawanym za jeden z najtrudniejszych na świecie. Jako że imię Stanley nie miało tutejszego odpowiednika, amerykańskiego księdza nazywano padre Francisco.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9