Silna kobieta

– Bohaterką nie czuję się wcale. Silną kobietą – chyba tak – mówi o sobie dr Helena Pyz, która od lat prowadzi Ośrodek Rehabilitacji Trędowatych Jeevodaya w Indiach. W tym kraju mieszka 70 proc. wszystkich trędowatych na świecie.


Jeevodaya znaczy 
„świt życia”


Ksiądz Wiśniewski od samego początku wskazywał, że samo leczenie to zbyt mało, że trzeba tym ludziom stwarzać nowe szanse, pomóc otworzyć im drzwi, które wydają się zamknięte dla kogoś, kto jest trędowaty lub pochodzi z takiej rodziny. – Tę ideę poznawałam na miejscu od świadków pracy ks. Adama, który był przecież lekarzem, i to mnie zafascynowało. Po wyleczeniu choroby, jeśli jest zewnętrzny znak jej przebycia: rany, deformacje, porażenia, były pacjent nie ma najmniejszych szans na normalne życie, jego najbliżsi z reguły też. Stąd pomysł edukacji dzieci z kolonii, tworzenia miejsc pracy dla wyleczonych, pomoc w usamodzielnianiu się młodego pokolenia dotkniętego trądem. Ale jeszcze wcześniej przywracanie im poczucia godności. Nikt ich nie chce, wypędzają ich z domów, wiosek – a my mieszkamy w jednym domu, jemy z tego samego garnka, pracujemy razem, są naszymi braćmi. Oni też mogą pracować i być potrzebni innym – to jest dopiero pełnia rehabilitacji społecznej – mówi dr Pyz.


Trędowaci oraz ich rodziny, nawet jeśli są zdrowe, muszą mieszkać w koloniach. A dzieci uczą się z chorymi rodzicami życia na ulicy, zbierają odpadki, żebrzą, a nawet kradną… W Jeevodaya mają szansę na swój nowy „świt życia”, bo właśnie to w sanskrycie oznacza nazwa ośrodka. Obecnie w uznanej przez państwo i stojącej na bardzo wysokim poziomie szkole, naukę od przedszkola do liceum pobiera ponad 600 dzieci. Są wśród nich coraz częściej dzieci nie tylko z rodzin trędowatych. Wykształcenie to przepustka do lepszego życia. Trąd to choroba odrzucenia, samotności… Szczególnie w społeczeństwie kastowym, takim jak indyjskie. – Nasi pacjenci są na samym dnie. Żeby uchronić przed ostracyzmem całą rodzinę, chorzy często opuszczają dom. Częściej są wypędzani, inaczej cała rodzina musiałaby odejść ze wsi. Kilka przykładów z mojego podwórka. Młodszy brat Jeetrama poprosił go, żeby odszedł, bo przecież żadna kobieta nie przyjdzie do męża, w którego domu jest trędowaty. Inną naszą podopieczną, Mamtę, wypędził brat po śmierci matki, która ją chroniła, nie chciał jej utrzymywać. Już w pierwszej pracy straciła część palców – nie czuła, że kamienie, które nosiła są gorące! Sevti zostawiła z mężem pięcioro dzieci, wiedziała, że to dla ich dobra – opowiada lekarka.

Daję im to, co mam najlepszego


Ośrodek, który prowadzi dr Helena Pyz, jest katolicki, ale zdecydowaną większość uczniów i pracowników stanowią wyznawcy hinduizmu. Codzienna Msza św. i Różaniec gromadzą na modlitwie w miejscowym kościele ludzi różnych religii: katolików, protestantów, hinduistów i muzułmanów. Uczniowie wyjeżdżający na wakacje czy do rodziny przychodzą do doktor Heleny pożegnać się, w hinduskim geście składają ręce jak do modlitwy i chylą przed nią czoło, a ona robi im krzyżyk. Kiedy pytam ją o to, mówi: – Wiedzą, do kogo przychodzą. Daję im to, co mam najlepszego. Co wieczór taki sam znak krzyża robi na czole Patrycji – Savitri, Hinduski, którą przed 16 laty uratowała od śmierci głodowej. Patrycja na szyi nosi krzyżyk, który dostała od swej przyjaciółki, też hinduistki.


– Są dzieci, których nie uratowałam i to powoduje ból, ale nie przekreśla słów Matki Teresy z Kalkuty: „Jeśli uratujesz jedno dziecko, to tak jakbyś uratował cały świat” – mówi polska lekarka, nazywana popularnie Mami, czyli Mamą z Jeevodaya. – Przez te wszystkie lata pomagały mi bardzo słowa z Ewangelii: „Jeżeli zostawisz ojca i matkę to zyskujesz stokroć więcej”. Choć świadomie zrezygnowałam z macierzyństwa, mam… ponad 600 dzieci. Dlatego też kiedy słyszę te wszystkie „ochy” i „achy” na swój temat, jak to się poświęcam i jak jestem wspaniała, to sobie myślę, że to ciężka przesada. Ja zyskuję dużo więcej, niż daję! – dodaje. Lekarka wyznaje też, że jej postępująca niepełnosprawność z czasem stała się darem. – W Indiach jestem szczególnie naznaczona, dla wielu jest nie do pojęcia, że człowiek niepełnosprawny fizycznie może być wykształcony i pełnić ważne role społeczne. A w kontakcie z pacjentami to mi zawsze pomagało, i w Polsce, i tu: oni wiedzą, czy raczej czują, że znam cierpienie, że rozumiem ich lęki, niepewność, ból… – mówi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10