Zostawić rękawiczkę

Każdy umiera inaczej – mówi s. Dominika Sokołowska, przeorysza sióstr dominikanek w Świętej Annie. – Ważne, żeby pamiętać, że umrę, i stale się do tego przygotowywać. Dlatego codziennie ofiaruję Panu Bogu moment swojej śmierci, tak jak oddałam Mu swoje życie.

W tej ostatniej chwili mogę nie mieć możliwości świadomego oddania Mu się, np. może mnie dotknąć niedotlenienie mózgu, więc mówię Panu Bogu co dzień: „Chcę do Ciebie należeć i w życiu, i w śmierci” – tłumaczy. – Myślenie o śmierci uczy sensownego praktykowania życia. Każda chwila może być ostatnią, dlatego trzeba ją świętować.

W szkole uczą przygotowania do życia w rodzinie, ale nie zapoznają z ars moriendi – sztuką umierania. Dlatego przyjeżdżam do Świętej Anny koło Częstochowy, gdzie pod posadzką kościoła sąsiadującego z klasztorem spoczywają ciała 53 mniszek kontemplacyjnego zakonu dominikańskiego. Każda z zakonnic ćwiczy się w umieraniu od momentu wybrania życia zakonnego i dlatego więcej wiedzą o śmierci.

– Pierwszą próbę umierania przeżywamy, wstępując do zakonu – opowiada matka Dominika. – Ze świata, który znamy, wchodzimy w świat, którego nie znamy. Umierają nasze ambicje, pragnienia, sprawy, którymi dotąd żyłyśmy, żebyśmy mogły pełniej być z Panem Bogiem, a w sposób doskonały spotkać Go po śmierci.

Podczas 40 lat życia w zakonie była obecna przy wielu odejściach. Jedna z mniszek zmarła podczas rozmowy, inna – wiążąc buty, jeszcze inna po długiej chorobie. – Towarzyszenie umierającym siostrom to stawianie siebie samej do pionu – mówi. – Jeśli odchodzą świadomie, to na początku modlą się w różnych intencjach, mówią o przeżywaniu bólu, z czasem coraz mniej interesują się tym, co się dzieje w domu. Ale kiedy już przekraczają granicę, słyszymy od nich wyraźny, niekoniecznie werbalny komunikat: „Tylko Pan Bóg!”.

Gdy przychodzi agonia, na dźwięk dzwonka wszystkie zbierają się wokół odchodzącej i po łacinie śpiewają Salve Regina. Kiedy nikt w klasztorze nie umiera, siostry, nieustannie praktykujące życie duchowe, i tak są blisko śmierci innych. Codziennie, a szczególnie w piątki, modlą się za wszystkich umierających.
 

Pożegnać się jak górnik

– Milczenie towarzyszące naszemu życiu zakonnemu jak na biblijnej pustyni pomaga trzymać się blisko Boga – mówi matka Dominika. Wydaje się, że w takiej ciszy siostry bez problemu mogą sobie odpowiadać na podstawowe pytania: skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy? – Dla mnie to oczywiste, że przychodzę od Boga, żyję i wrócę do Niego – mówi s. Angelika, od 25 lat w zakonie. – Ale zdaję sobie sprawę z tego, że dla niewierzących to nie taka prosta odpowiedź. To pytanie jak poezja zawiera w sobie tajemnicę. Każdy, odpowiadając na nie, sam musi szukać sensu swojego życia. Ten sens bardzo mocno widać w momencie odchodzenia.

Ostatnio w klasztorze przez dwa miesiące umierała jedna z sióstr. – Kiedy usłyszała diagnozę, powiedziała mi, że Pan Bóg dał jej odpowiedź – opowiada matka Dominika. – Widocznie miała z Nim jakiś układ. Przyjęła ją w pokoju, tak jak kolejne cierpienia. Na koniec była zagłębiona w to, co działo się z jej ciałem, i już nie mówiła, co przeżywa, ale i tak promieniowała z niej pogoda. Była w stanie zobaczyć, że śmierć jest potwierdzeniem sensu jej życia. Nie każdemu jest dana taka świadomość.

– Większość, robiąc rachunek sumienia, patrzy na to, co im się nie udało – dodaje s. Angelika. – W naszej kulturze jest bardzo dużo pesymizmu. Nie umiemy się cieszyć, bo nie potrafimy zobaczyć sensu życia, zwłaszcza gdy było w nim wiele trudów i cierpień. W momencie śmierci ten sens widać w naszych złożonych dłoniach.

– Umieranie siostry z naszej wspólnoty wzbudziło we mnie pragnienie, żebym tak jak ona umiała się pogodzić z faktem, że muszę wszystko zostawić – przyznaje matka Dominika. – Sztuki umierania uczymy się przez całe życie, które przecież prowadzi do śmierci. Na pewno hartuje nas w tym świadome przeżywanie rozstań. Zawsze wtedy trochę się dla siebie umiera. Teraz się widzimy, ale nie wiemy, czy się jeszcze spotkamy. Jeśli mamy świadomość takiej ewentualności, wiemy, że nie wolno rozstawać się w gniewie.

– Kiedy miałam 18 lat, odwiedziłam pewną rodzinę, której ojciec przez lata pracował w kopalni – opowiada s. Angelika. – Przeżyłam to bardzo mocno, kiedy zobaczyłam, jak domownicy wieczorem przed zaśnięciem żegnają się ze sobą. Zapytałam, skąd taki zwyczaj. Usłyszałam, że ile razy górnik zjeżdża na dół, nie wie, czy wróci, i dlatego jest oczywiste, że musi się pożegnać z najbliższymi. Nie wiadomo też, czy wrócimy do życia po każdej kolejnej nocy. Takie pożegnanie to znak pojednania, wyraz tego, że jesteśmy w zgodzie z naszymi bliźnimi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • katolik
    19.08.2014 23:05
    Każdy człowiek jest obrazem albo Syna Bożego albo diabła, jeśli trwa w grzechu ciężkim.
    Sąd po śmierci polega na tym, co Pan Jezus powiedział o monecie podatkowej: „Czyj jest ten obraz?” Mt 22.19.
    Jeśli umierający ma grzech ciężki na sumieniu, wtedy słyszy: „ Oddajcie diabłu to, co należy do diabła!”.
    Dlatego tak mało ludzi idzie do Nieba.
    Niebo jest tylko dla wybranych!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11