Szelest jedwabnej sukni

Paryż. Jedno z jego cudownych miejsc. Jedzie się metrem linią 12, wysiada na Sèvres-Babylone, mija dom handlowy Bon Marché, skręca w rue du Bac i pod 140 wchodzi w bramę. „Tutaj jest źródło” – przekonuje mieszkanka tego domu.

Powiedziała: „Już mnie więcej nie zobaczysz, ale będziesz słyszała mój głos”. Jak potoczyły się losy Katarzyny? Po przywdzianiu habitu w lutym 1831 roku zostaje skierowana do przytułku w Paryżu przy rue de Reuilly 77. Tam do śmierci, przez 46 lat, pracowała w hospicjum, opiekując się umierającymi. Pełniła najprostsze posługi w pralni, w kuchni, przy krowach, posługiwała ubogim. Podczas procesu siostry wspominały, że często szorowała nocniki. Zajmowała się najtrudniejszymi chorymi, których inne siostry unikały. Nikt nie wiedział, nawet w jej najbliższym otoczeniu, że to ona widziała Maryję. Jak to możliwe? – To nie tak, że Maryja zakazała jej mówić, ona sama chciała o tym milczeć. Katarzyna uchodziła w zgromadzeniu za głupią siostrę. Powtarzała: „Macie rację, wszystkiego nauczyłam się w zgromadzeniu, nie mam nic do powiedzenia”. Jej kierownik duchowy przekazał informację o objawieniach, ale nikt w zgromadzeniu nie wiedział, że to ona widziała Maryję.

Wierzę dzięki ich wierze

Czym dziś jest ta kaplica dla Paryża, dla Francji? – Jest bardzo wiele prawdziwych cudów – zapala się siostra i dosłownie zasypuje opowieściami. – Każdego dnia ktoś daje jakieś świadectwo o łaskach. Nie spisujemy tego, ale zawsze jedna z nas ma „dyżur słuchania”. W lipcu 2013 roku przyszedł pewien lekarz. Przyleciał właśnie z Rzymu na jakąś konferencję. W samolocie słyszał w sercu głos: „140, 140”. Wieczorem w hotelu usłyszał, jak ktoś mówi: „Idę na 140!”. Zapytał: „Co to jest 140?”. I dowiedział się, że przy rue du Bac 140 jest kaplica. Przyjechał tutaj i po wielu latach wyspowiadał się i nawrócił. Inna historia miała miejsce 15 sierpnia dwa lata temu. Wtedy jest tu mnóstwo ludzi. Policja kieruje ruchem na ulicy. Myślałam sobie: za dużo tych ludzi, duszno, ciasno, jak tu się modlić. Dwa dni później podeszła do mnie pewna pani, bardzo uśmiechnięta, i mówi: „Siostro, byłam tutaj 15 sierpnia i rozmawiałam z Matką Najświętszą”. Pytam z lekkim niedowierzaniem: „I co Maryja pani powiedziała?”. „Że mam się wyspowiadać. I zrobiłam to po 46 latach!”. Spotyka sie tu też sporo muzułmanów. Kiedyś przyszły dwie muzułmanki. Jedna z nich wyznała, że ma raka, a jej kuzynka, katoliczka, powiedziała jej, że jeśli che być zdrowa, ma przyjść na rue du Bac 140. I ta chora zapytała mnie, czy ja bym mogła się pomodlić w jej imieniu, bo ona nie wie, jak. Namówiłam ją żeby weszła i porozmawiała z Maryją jak z najlepszą przyjaciółką. Więc weszła. Po 9 miesiącach przyszła znowu i mówi do mnie: „Siostro, zostałam uzdrowiona, a teraz przyprowadziłam męża. Ale niech siostra sama podziękuje Matce Bożej, bo ja nie wiem jak”. Kiedyś przyszła kobieta, która chciała napisać intencję. Pisze, pisze, pisze… pół godziny. Mówię jej zniecierpliwiona, że Pan Jezus i Maryja wiedzą, czego nam potrzeba. Spojrzała na mnie oburzona: „Siostro, to nie są prośby, ale podziękowania!”. Opowiedziała, że jej czteromiesięczne dziecko było operowane na serce, operacja się nie udała, lekarze rozłożyli ręce. „Tutaj przyniosłam moje dziecko i pokazałam Matce Bożej, zostało uzdrowione”. Dużo matek, zwłaszcza ciemnoskórych, podnosi swoje dzieci do góry i pokazuje je Maryi. To ogromnie mnie wzrusza. Było takie małżeństwo z Włoch. Mieli chłopczyka w wieku ok. 5 lat, który cierpiał na jakąś bardzo bolesną chorobę nóg. Ojciec był niewierzący, ale wchodząc do kaplicy, zawarł taką umowę z Bogiem: „Uwierzę w Ciebie, jak moje dziecko powie mi: tato, mnie już nie boli”. Doszli do ołtarza. Chłopczyk się odwrócił i powiedział dokładnie tak: „Tato, mnie już nie boli”. Zrobili badania i wrócili tutaj jeszcze raz, żeby podziękować. Mam mnóstwo takich opowieści… Kiedyś przyszedł wielki czarnoskóry mężczyzna z ogromnym bukietem kolorowych tulipanów i łzami w oczach. Nie znałam wtedy jeszcze francuskiego, ale słuchałam go cierpliwie i modliłam się za niego. Zrozumiałam tyle, że chciał się odwdzięczyć Maryi za jakąś łaskę, ale nie wiedział jak. I usłyszał głos: „Bardzo lubię kwiaty”. To jest piękne. Maryja jak każda kobieta lubi kwiaty. Pielgrzymi często je przynoszą tutaj. Ojej, ale księdza zagadałam, ja jestem straszna gaduła, przepraszam… A co dla siostry osobiście jest najważniejsze? – Największym skarbem jest ta kaplica. Wieczorem, gdy nie ma już pielgrzymów, przychodzę i siadam sobie. I to jest takie ukojenie dla serca, radość, czuje się atmosferę modlitwy, bo przez cały dzień modliło się tutaj tylu ludzi. Wierzę dzięki ich wierze i ufności. W tych objawieniach najważniejsze jest to, że Maryja jest naszą matką. Macierzyńskość Maryi, tak, to najważniejsze.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7