Czas na chrześcijańską politykę

O wartościach chrześcijańskich w społeczeństwie pluralistycznym, prawie katolików do prowadzenia chrześcijańskiej polityki i strategii „Christendom mainstreaming” z Markiem Jurkiem rozmawia Bogumił Łoziński.

Bogumił Łoziński: Czy w demokracji pluralistycznej jest możliwe zbudowanie społeczeństwa opierającego się na wartościach chrześcijańskich, co jest celem Prawicy Rzeczypospolitej?

Marek Jurek: Przecież demokracja powstała w dawnej chrześcijańskiej Europie. Kolebki demokracji to Anglia z jej Wielką Kartą Swobód, nasza Rzeczpospolita, Republika Wenecka, Królestwo Aragonii. To chrześcijaństwo przechowało tradycję cywilizacji grecko-rzymskiej, z jej republikańską koncepcją państwa. Liberalizm przyszedł na gotowe.

Jednak demokracja pozwala budować życie społeczne na zasadach sprzecznych z chrześcijaństwem, jak to się dzieje obecnie.

Owszem – jak przypomniał bł. Jan Paweł II w polskim Sejmie – „historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. Dlatego demokracja musi uznawać ład moralny nadrzędny wobec polityki, musi mieć charakter konstytucyjny i potrzebuje silnej, zdrowej opinii publicznej. Ważne jest, byśmy dziś, w czasach kryzysu zachodniej kultury, przypominali zasadnicze znaczenie tych „wartości nienegocjowalnych”. Gdy nie ma żadnej reakcji władz publicznych po uzasadnieniu sędzi Ewy Soleckiej do wyroku przeciw „Gościowi Niedzielnemu”, która mówi o prawie do życia nienarodzonych jako katolickiej zasadzie światopoglądowej, a nie jako prawie człowieka potwierdzonym w polskim ustawodawstwie, albo po skandalicznej wypowiedzi pani Katarzyny Bratkowskiej, która podżegała do łamania prawa o ochronie życia – to widać, jak bardzo tej silnej opinii chrześcijańskiej brakuje. Opinii, która nie tylko protestuje, ale nakłania do działania państwo i zmienia jego charakter. Bo naszym celem nie jest prowadzenie permanentnych sporów, ale zagwarantowanie społeczeństwu prawa do życia w szacunku dla wiary, rodziny, wychowania.

Prądy liberalne zaczynają jednak dominować. Czy istnieje niebezpieczeństwo, że wyprą wartości chrześcijańskie?

Od dawna dominują w państwach zachodniej Europy, w których narzuca się nowy postchrześcijański konsensus (obejmujący „prawo do aborcji”, promocję homoseksualizmu, rozkład wychowania), łączący coraz mocniej liberalną lewicę i centroprawicę. To zjawisko na skalę europejską, dlatego zaangażowanie Polski w odbudowę chrześcijańskiej opinii publicznej w Europie jest jednym z zasadniczych celów Prawicy Rzeczypospolitej.

Konsensus chrześcijański i liberalny się wykluczają, więc czy jest możliwie zbudowanie społeczeństwa uznającego wspólne wartości?

Polska jest przykładem, jak w warunkach dzisiejszego pluralizmu można realizować wartości cywilizacji chrześcijańskiej. Jeśli polski konsensus pierwszych dwóch dekad niepodległości objął przynajmniej deklaratywne potępienie zbrodni aborcji, katechizację szkolną, szacunek dla dziedzictwa chrześcijańskiego – to nie dlatego, że jakaś centroprawica go zaprojektowała, ale dlatego, że broniliśmy tych zasad od początku lat 90., a konkretne prawa określiły stopień i sposób, w jaki będą realizowane przez Rzeczpospolitą. To nie były kompromisy, ale demokratyczna wypadkowa naszego zaangażowania i poparcia społeczeństwa. Oczywiście, ten chrześcijański konsensus nie przyszedł znikąd. Istniał w „Solidarności”, która była ruchem naturalnie i głęboko osadzonym w kulturze chrześcijańskiej: jej ważnym wydarzeniom zawsze towarzyszyła modlitwa, w sali BHP Stoczni Gdańskiej wisiał krzyż. Choć ruch ten identyfikował się z katolicką kulturą narodu, byli w nim również niekatolicy i niewierzący. To była właśnie „Solidarność” realnej Polski, takiej jaka jest – kraju katolickiego, który tworzą również inne tradycje i wspólnoty. Tak ukształtowany konsensus trwał przez pierwszych 20 lat naszej niepodległości. Jednak od kilku lat jest kwestionowany, na przykład poprzez destrukcję wychowania w szkolnictwie publicznym.

Na czym polega ta destrukcja?

Najbardziej wyraźnie ilustruje to działalność minister ds. równouprawnienia Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz. Pani minister nie tylko patronuje demonstracjom homoseksualnym czy współpracuje z organizacjami politycznego ruchu homoseksualnego, ale również skierowała do nauczycieli instruktażowy podręcznik „Lekcja równości”, który proponuje na przykład zapraszanie do szkół „biseksualistów”, aby opowiadali o swoich skłonnościach i stylu życia. Nie widać żadnej porównywalnej aktywności pani minister w walce z rzeczywistymi nierównościami społecznymi, np. upośledzeniem materialnym młodych rodzin wychowujących dzieci. Pani minister nie walczy też o proporcjonalną reprezentację matek i ojców rodzin wielodzietnych w życiu publicznym na listach wszystkich partii politycznych. Jednak najgorszym przejawem działań rządu przeciw prawom rodziny jest przyjęcie bez zastrzeżeń antyedukacyjnych zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia, zakładających po prostu metodyczną demoralizację dzieci i młodzieży: przedszkolaków należy zachęcać do masturbacji, uczniów podstawówek uczyć używania prezerwatyw, gimnazjalistów – prowadzenia rozmów o podjęciu współżycia seksualnego, a licealistów – krytykowania etyki, która temu wszystkiemu się przeciwstawia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7