Zaadoptuj...

W ostatnim czasie tyle razy ktoś wzywał, by kogoś (duchowo) zaadoptować, że możemy już chyba mówić o pewnej modzie.

Co było najpierw? Chyba adopcja dziecka poczętego. Potem można było zaadoptować księdza, a potem, przed konklawe, kardynała. Chyba nie pomyliłem kolejności. Coś mi się majaczy, że był też pomysł adopcji biskupów i sióstr zakonnych. Sam rzuciłem pomysł modlitwy za polityków (być może nie jako pierwszy), później zresztą podchwycony. Teraz w jednej z parafii w diecezji sandomierskiej ktoś wpadł na pomysł, żeby zaadoptować kandydata do bierzmowania. Można powiedzieć, że coraz chętniej stajemy się duchowymi rodzicami. I bardzo dobrze. Bo przecież jak zwał tak zwał, ale to przecież nic innego jak odkrycie na nowo wartości modlitwy wstawienniczej.

Niby Kościół nigdy o niej zapomina. Pomijam już teksty modlitw eucharystycznych (tych z Mszy) czy intencje mszalnej Modlitwy wiernych. Dość często przez biskupów proszeni jesteśmy o modlitewne wsparcie potrzebujących na całym świecie: ofiar kataklizmów, prześladowań i innych, podobnych. Modlimy się za zmarłych. Dość często też za chorych i potrzebujących. Ale ta eksplozja różnorodnych „adopcji” uświadamia, że właściwie nie ma osób i spraw, którym by nie przydało się nasze modlitewne wsparcie.

To nie tylko piękna odpowiedź na wezwanie św. Pawła, byśmy „jedni drugich brzemiona nosili” (Ga 6,2). To też realizacja naszego kapłańskiego powołania. Tak, bo przecież każdy ochrzczony ma udział w prorockiej (nauczycielskiej), kapłańskiej i pasterskiej (królewskiej) misji Jezusa Chrystusa. I w niczym innym nie widać tak mocno w chrześcijaninie kapłana, jak w owym wstawianiu się do Boga za współbraćmi.

Zastanawiam się nawet, czy w parafiach nie mogłyby powstawać jakieś „modlitewne pogotowia”. Chodziłoby o jakieś czasowe (choćby tylko 1-3 tygodnie) objęcie szczególnie odważną modlitwą jakiejś konkretnej sprawy. Na przykład czyjegoś nawrócenia, wyjścia z nałogu, powrotu do zdrowia czy znalezienia pracy. Nie trzeba by było nawet specjalnych spotkań. Wystarczyłoby powiadomienie mailem albo smsem...

Ale... Nie bez powodu napisałem o odważnej modlitwie. Bo chodziłoby nie tylko o mechaniczne odmówienie jakiejś formuły, ale próbę autentycznego stanięcie z tą konkretną sprawą przed Bogiem. Jakby chodziło o zdrowie czy życie naszych najbliższych. Myślę, że mogłoby to przynieść nie tylko błogosławione owoce wysłuchanych próśb, ale i ożywienie parafii dzięki pojawieniu się w nich „dodatkowych kapłanów”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • trup
    24.11.2013 22:17
    matka samotnie wychowuje dwie córki , mąż zmarł - pierwsze modliłem się do Pana , a następnie pogadałem duchowo ze zmarłym ojciem (modlitwa i prośba aby zezwolił mi na adopcje ( albo inaczej duchową pomoc dla jednej z córek).Teraz w swojej codziennej modlitwie pamietyam o tej duchowej adopcji i wstawiam sie za tym dzieckiem do Pana .Dobrxze że nikt mnie tuitaj nie zna bo mogę to pisac .Prosiłem o jedno dziecko bo malutki ja prostaczek i wątpię abym mógł wstawiać się za drugim (nawet nie wiem czy i ta modlitwa za jednym będzie miła Panu ) .Dobry temat i niezwykle na czasie gdy wielu ludzi potrzebuje wsparcia a nie zdają sobie sprawy że to wsparcie juz się dokonuje poprzez ich bliżnich .
  • Aga
    26.11.2013 16:53
    Potrzeba takich inicjatyw jest piękna i uzasadniona, tylko czy przez używanie takiej nazwy nie dewaluuje się w ten sposób słowo "adopcja", którego "ciężar gatunkowy" jest na prawdę WIELKI, gdyż wiąże się z jedyną w swoim rodzaju ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ I RYZYKIEM? Dla uzasadnienia, cytuję: "Adopcja (łac. adoptio), przysposobienie, usynowienie – forma przyjęcia do rodziny osoby obcej, stwarzająca stosunek podobny do pokrewieństwa. Jest to przybranie dziecka (często w wieku dziecięcym) za swoje." W tej sytuacji mogę jeszcze pojąć "duchową adopcję dziecka poczętego" czy "adopcję serca" wobec sieroty z Afryki. "Usynowić" kogoś, kto nie jest moim biologicznym dzieckiem, dać mu wszystkie prawa, łacznie z nazwiskiem i dziedziczeniem ... Czy nie jest nadużyciem wobec prawdziwych rodziców adopcyjnych, aby samym słowem określać zupełnie inną rzeczywistość?? Czy nie promować raczej prostego i czytelnego nazewnictwa, jak duchowe wsparcie, modlitewna pomoc itp.?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    1 2 3 4 5 6 7