Sensem istnienia jest wiara

O szukaniu sensu, wierze, ateizmie i współczesnym neopogaństwie z prof. Zbigniewem Stawrowskim rozmawia Bogumił Łoziński.

Bogumił Łoziński: Kościół, a także wielu myślicieli spoza niego, stwierdza, że człowiek jest z natury religijny. Jednak w naszych czasach coraz więcej ludzi deklaruje ateizm albo walczy z religią. Zmienia się nasza natura, czy to objaw kryzysu wiary?


Prof. Zbigniew Stawrowski: – Natura się nie zmienia, natomiast mamy problem ze znalezieniem odpowiednich słów na nazwanie elementarnych doświadczeń, które są właściwe każdemu człowiekowi. 


Religijność jest takim podstawowym doświadczeniem?


– Tak, choć wielu ludzi z tym się nie zgadza. Trudno, żeby ktoś, kto uważa się za ateistę, dostrzegał, że człowiek jest ze swej natury religijny. Wszystko zależy jednak od tego, co kryje się za stwierdzeniem, że człowiek jest istotą religijną, i co kryje się za postępowaniem ludzi, którzy odrzucają religię.


Co to znaczy, że człowiek jest z natury religijny? 


– Odwołam się do encykliki Jana Pawła II „Fides et ratio”. Ojciec Święty prowadzi w niej rozważania nad relacją między wiarą a rozumem. Co zaskakujące, nie zaczyna swojej refleksji od prawd wiary chrześcijańskiej, lecz sięga głębiej, pytając o samą naturę człowieka, o to, co dla człowieka jest naprawdę ważne. I stwierdza, że najważniejsze jest poszukiwanie sensu. Pytanie o sens naszego istnienia leży nie tylko u podstaw wszystkich światopoglądów i religii, ale także najważniejszych wyborów i decyzji życiowych każdego człowieka. Człowiek – każdy, bez wyjątku – jest przede wszystkim istotą poszukującą sensu. Może to robić na różne sposoby, odnajdując go na przykład w istniejących religiach albo przeciwnie – w odrzuceniu takiej czy innej religii. Może szukać sensu w filozofii, sztuce, w kontemplacji świata, ale również w jego destrukcji. I w tę uniwersalną potrzebę sensu trafia chrześcijaństwo ze swoim przesłaniem. Chrześcijanie wierzą, że Chrystus stanowi najlepszą i najbardziej prawdziwą odpowiedź na pytanie o sens. 


Jak na pytanie o sens odpowiada ateizm?


– Próbuje go znaleźć w negacji Boga. Przy czym musimy mieć świadomość, że tak, jak wiele jest religii, tak istnieje wiele różniących się od siebie ateizmów. Łączy je poszukiwanie sensownego życia poza Bogiem i religią. 


Maria Peszek napisała piosenkę – rodzaj manifestu niewiary, antyreligijnego psalmu – w której śpiewa m.in.: „Pan nie jest moim pasterzem”, „nie wierzę”, „nie klęknę”. Jaki jest sens takiej postawy?


– Nie mnie oceniać intencje autorki, ale jedna rzecz jest uderzająca – negacja. „Nie” powtarza się tu niemal w każdym wersie. Człowiek może próbować odnaleźć sens również w negacji, w odrzuceniu wartości, więzi, a przede wszystkim Boga, który jest podstawą naszej wierności i najgłębszych zobowiązań. Wydaje się wtedy człowiekowi, że w ten sposób wyzwala się od wszystkiego, że osiąga szczyt samodzielności i wolności. Maria Peszek śpiewa: „Pan nie prowadzi mnie, sama prowadzę się, własną drogą, zawsze obok”. Jeśli jednak odrzucimy wszelkie sprawdzone drogowskazy, nasza wolność będzie chaotycznym miotaniem się w pustce, a więc po prostu inną formą zniewolenia. Przypomina to wolność dziecka, które nauczyło się już buntować, mówić „nie”, ale nie potrafi jeszcze dostrzec, że istotnym momentem wolności jest również odpowiedzialność za własne czyny oraz świadomość ich konsekwencji. Ciekawe jest także to „zawsze obok”. Człowiek, który neguje Boga, wciąż się do Niego w tym odrzuceniu jakoś odnosi, nie jest zdolny do tego, aby być wobec Niego zupełnie obojętnym, przestać o Nim całkowicie myśleć. 


Są różne formy negacji Boga, np. tak prymitywna jak Nergala, który drze Biblię, ale to raczej nikogo nie przekona do ateizmu. Antyreligijny manifest Marii Peszek jest na wysokim poziomie artystycznym. Czy taki przekaz może wzbudzać postawy antyreligijne? 


– Zapewne może znaleźć taki oddźwięk u ludzi podobnie zagubionych. Tym bardziej że to poetycki tekst, ładna muzyka, a nie wulgarne naśmiewanie się z religii. Jednak osoby wierzące raczej nie stracą wiary z powodu tej piosenki. Przeciwnie, może stać się ona oczyszczającą inspiracją do ponownej refleksji nad moim stosunkiem do Boga. Jeśli ktoś kwestionuje sens i obraz świata, który jest dla mnie istotny, to warto, abym spróbował się z tym zmierzyć. 


Trwa ogólnopolska akcja rozwieszania billboardów z hasłem: „Nie kradnę, nie zabijam, nie wierzę”. Jak Pan ocenia takie akcje?


– Z jednej strony może to być próba podkreślenia, że niewierzący też mogą być moralni, co byłoby przekazem pozytywnym – nie wierzę, ale jestem uczciwym człowiekiem. Ale może to być też rozumiane inaczej – jako sugestia, że wiara jest czymś równie złym, co kradzież i zabijanie. W przestrzeni publicznej pojawił się niejednoznaczny slogan, który niewiele wnosi do dyskusji na temat sensu wiary i niewiary. 


Ateiści mogą być moralni?


– Oczywiście, że mogą. Jednak utożsamianie ateistów z ludźmi niemoralnymi także ma swoje racje. W starożytnej Grecji – pisał o tym Platon cztery wieki przed Chrystusem – tych, którzy nie wierzyli w bogów, czyli ateistów, traktowano jak ludzi, którzy nie wierzą w powszechne zasady sprawiedliwości. Podobnie sądzono w czasach nowożytnych. Pod koniec XVII w. John Locke, ojciec klasycznego liberalizmu, pisał w słynnym „Liście o tolerancji”: „Tych ludzi, którzy przeczą istnieniu bóstwa, w żaden sposób tolerować nie wolno. Dla ateusza bowiem nie mogą być święte żadne poręczenia, żadne przysięgi, które więziami są społeczeństwa: do tego stopnia, że w następstwie negacji Boga, już bodaj w samej myśli, to wszystko traci swą wartość”. Tych, którzy deklarowali się jako ateiści, podejrzewano – często nie bez podstaw – że nie kradną, nie zabijają i nie oszukują wyłącznie dlatego, że boją się kary, a nie dlatego, że uważają te zasady za słuszne. 


Dziś już tak nie oceniamy ateistów?


– Dzisiaj to spojrzenie się zmieniło. Pewnie każdy z nas mógłby wskazać ludzi moralnych, a jednak deklarujących się jako niewierzący. Jednak czy ktoś, kto wierzy w istnienie trwałych zasad moralnych, jest rzeczywiście niewierzący? Problem uzasadnienia moralności przez ludzi odrzucających Boga pozostaje wciąż aktualny. Wystarczy przypomnieć słowa Dostojewskiego: „Jeśli Boga nie ma, to wszystko wolno”. Każdego, kto deklaruje, że nie wierzy w Boga, można zapytać: dlaczego miałbyś być moralny, skoro przyjmujesz, że normy moralne nie są wpisane w porządek świata? A jeśli uważasz, że one jednak bezwzględnie obowiązują, to znaczy, że tym zasadom nadajesz absolutny sens, że je ubóstwiasz niezależnie od tego, czy ich pochodzenie przypisujesz osobowemu Bogu, czy nie. 


Czy to znaczy, że bez Boga nie da się zbudować spójnego systemu wartości?


– Wiara w to, że istnieje jeden, uniwersalny porządek moralny, jest w jakimś sensie wiarą w Boga, w tym znaczeniu, że uznajemy coś, co jest ponad nami. Przeciwną postawą jest przekonanie, że takiego porządku nie ma, że człowiek sam wyznacza zasady, które regulują jego życie. W takiej postawie relacje z innymi ludźmi układamy albo opierając się na zasadzie „silniejszy decyduje”, albo na podstawie jakiejś umowy z innymi. Umowy mają jednak to do siebie, że mogą być nieustannie zmieniane, a o tych zmianach – jeśli odrzucamy istnienie jakiegoś trwałego punktu odniesienia – też ostatecznie decyduje siła, tylko może bardziej rozproszona. 


Szczególnie w Europie Zachodniej mamy do czynienia ze zjawiskiem wojującego ateizmu, który dąży do zniszczenia religii. Jak ludzie wierzący mają na to reagować?


– Nie z każdym można i warto rozmawiać. 


To zaskakujące twierdzenie jak na ucznia ks. Józefa Tischnera, który jest symbolem otwartości.


– Tischner rzeczywiście przekraczał różne podziały i starał się w każdym człowieku dostrzec Boże dziecko, nawet jeśli to dziecko jeszcze o tym nie wiedziało. Miał jednak świadomość granic – tego, że nie z każdym da się prowadzić rzetelny dialog. Nie możemy popadać w naiwne złudzenie, że należy wszystko uznawać, wszystkim ustępować, wszystkiemu przyklaskiwać. Są bowiem ludzie, dla których jedyną wartością jest niszczenie wszystkiego, co wokół nich wartościowe. Nawet jeśli jako chrześcijanie mamy kochać swoich nieprzyjaciół, to byłoby fałszem, gdybyśmy wrogów, to znaczy tych, którzy chcą nas zniszczyć, nazywali przyjaciółmi. 


Czyli dążenie wojujących ateistów do zniszczenia religii nie musi wynikać z odrzucenia Boga jako takiego, lecz z negacji wartości płynących z wiary?


– Ten konflikt w mniejszym stopniu dotyczy chrześcijaństwa w jego wymiarze stricte religijnym i toczy się przede wszystkim na poziomie moralnym, który jest wspólnym dziedzictwem wszystkich ludzi dobrej woli. Porządek moralny atakują zwłaszcza ci, w których dominuje skrajny egocentryzm. Dla nich liczy się tylko własny interes, tylko to, aby im było dobrze, żeby mogli realizować swoje cele kosztem innych, których gotowi są traktować i wykorzystywać jak narzędzia. Na tym polega istota tego konfliktu.


Jaką postawę powinni przyjąć wierzący w tym sporze z kulturą egocentryzmu?


– Powinniśmy reagować na trzech poziomach: religijnym, moralnym i politycznym. Religijnym – na przykład przez modlitwę. W zetknięciu z innymi ludźmi świadectwem uczciwego moralnego życia – to jest wymiar indywidualny. Natomiast w wymiarze społecznym powinniśmy dążyć do tego, aby nasze zasady moralne, które są przecież zasadami uniwersalnymi, przekładały się we właściwym zakresie na regulacje polityczno-prawne. 


Czy ludzie wierzący wyjdą z tego sporu zwycięsko? 


– Spór ze światem pogańskim i jego wierzeniami toczy się od początku chrześcijaństwa. Obecnie żyjemy w epoce neopogańskiej rekonkwisty – wielu dzisiejszych wrogów chrześcijaństwa, choć deklarują się jako ateiści, na poziomie praktycznym zachowuje się jak dawni poganie. Mamy więc na przykład promocję czegoś na kształt kultów dionizyjskich – odurzanie się jako sposób poszukiwania sensu istnienia, mamy też działalność proaborcyjnego lobby – przypominającą kult bożka Molocha, na którego ołtarzu składano własne dzieci, by zapewnić sobie w życiu pomyślność i dostatek. Chrześcijaństwo nieustannie walczy z fałszywymi bogami. Na szczęście, niezależnie od dziejowych zawirowań, wierzymy komuś, kto powiedział: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie 
odwagę: Jam zwyciężył świat” 
(J 16,33).

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • kazek178
    23.12.2012 19:04
    kazek178
    Pisze Pan, że ateista szuka sensu w negacji boga. To błędne twierdzenie. Ateista po prostu nie widzi sensu w hipotezie istnienia boga. To spora różnica. Jeśli ateiści negują boga, to tylko dlatego, że są zewsząd atakowani przez teistów z ich agresywnym przekazem n.t. tzw. prawd wiary.
  • gieniu 12
    24.12.2012 00:11
    Trudno mówić o nachalności teistów w zachodniej Europie, szczególnie w Wielkiej Brytanii czy Szwecji a mimo wszystko lobby wojujących ateistów jest tam wyjątkowo silne.
    Ja również uważam, że ateista szuka sensu życia w negacji Boga, i opozycji do teistów, co zresztą wynika poniekąd z etymologii słowa ateista. W krajach w których koncepcja Boga osobowego nie jest obecna w kulturze np Japonia, częściowo Chiny, ateizm w wersji instytucjonalnej praktycznie nie istnieje, ludzie niby nie wierzą ale jest to taka niewiara bardziej agnostyka niż ateisty.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7