– Mieszkałem w kanale. Grzały mnie rury. Zbierałem złom, jedzenie na śmietnikach – Markowi łamie się głos. – Co czuję dziś, widząc uśmiechnięte oczka mojego synka? Dla Boga nie ma nic niemożliwego.
Gdy się modliła, zupełnie traciła rachubę czasu. Miała też niezwykły dar przyciągania do siebie ludzi, którym pomagała, jak tylko umiała. I robi to nadal.