Wciąż do przodu

O niemieckiej drodze synodalnej oraz pojednaniu między narodami mówi abp Ludwig Schick z Bambergu, przewodniczący Rady Fundacji im. św. Maksymiliana Kolbego.

Ks. Adam Pawlaszczyk: Hasło „W stronę Kościoła synodalnego” ma przyświecać przyszłorocznym obradom Synodu Biskupów. Tymczasem katolicy w Niemczech już od miesięcy idą drogą synodalną. Co Ksiądz Arcybiskup o niej myśli?

Abp Ludwig Schick: Uważam, że Kościół powinien być bardziej synodalny, tak jak było na początku jego istnienia. Później, przez wieki, stał się bardziej hierarchiczny oraz bardziej skoncentrowany na urzędach kościelnych. To było uproszczenie: koncentracja na roli duchownych, których pozostali wierni powinni po prostu słuchać. A przecież Kościół jest wspólnotą, communio, tak go zdefiniował Sobór Watykański II. Lumen gentium mówi wyraźnie, że Kościół to wspólnota ludzi z Bogiem, inaczej: wspólnota ludzi z Chrystusem, w Chrystusie mająca swoje fundamenty. Synodalność oznacza wspólną drogę z zachowaniem różnorodności posług, powołań w Kościele, i ta różnorodność jest kluczowa.

I o tym, jak się wydaje, Ksiądz Arcybiskup pisał doktorat. O trzech „funkcjach” Chrystusa i Ludu Bożego.

Tak. „Tria munera Chrystusa i Kościoła” to tytuł mojej rozprawy doktorskiej, którą ukończyłem w 1980 roku. Na studiach doktoranckich byłem w Rzymie w latach 1976 –1980.

Zatem w roku inauguracji pontyfikatu papieża Polaka był Ksiądz Arcybiskup w Rzymie…

Tak i mam piękne wspomnienia z tamtego okresu. Kiedy ogłaszano, że konklawe wybrało na papieża Karola Wojtyłę, stałem na placu Świętego Piotra w tłumie oczekujących na wynik głosowania. Kiedy go ogłoszono, praktycznie nikt nie zrozumiał, że chodzi o Wojtyłę, ale kiedy już stało się jasne, że papieżem został Polak, jedna osoba z grupy Włochów, pośród których stałem, powiedziała do mnie: „Ojej, to Polak! Dziękujmy Bogu, że nie Niemiec!”. (śmiech)

Ciekawe, czy po latach ta osoba była na placu Świętego Piotra, gdy ogłaszano, że właśnie Niemiec został papieżem...

Nie wiem, ja byłem wówczas arcybiskupem Bambergu, więc nie było mnie w Rzymie. Proszę pamiętać, że Jan Paweł II był jak lodołamacz – utorował drogę następnym jako pierwszy nie-Włoch po Hadrianie VI, który został papieżem w 1522 roku. Wybór Ratzingera nie był już dla Włochów takim szokiem.

Dobrze, że ten papieski wątek się pojawia, bo mówimy przecież zarówno o jedności, jak i o trzymaniu się prawdy. Czy w tym kontekście uważa Ksiądz Arcybiskup, że niemiecka droga synodalna zawiera jakieś elementy niebezpieczne?

Tak, oczywiście, bo przecież w synodalności trzeba najpierw być świadomym roli papieża i biskupów w Kościele. Można chyba bez wątpienia stwierdzić, że obecny papież Franciszek zaczął szerzej popularyzować ideę synodalności. Niemiecką drogę synodalną jednak charakteryzuje podejmowanie tematów niejednokrotnie kontrowersyjnych, choć trzeba pamiętać, że tak to przede wszystkim relacjonują media. U początków drogi synodalnej powinno stać uświadomienie sobie, czym naprawdę jest synodalność. Biskupi, kapłani, osoby konsekrowane, wierni świeccy – wszyscy stanowią Lud Boży. Trzeba jednak, idąc drogą synodalności, ustalić najpierw, jak powinni oni ze sobą rozmawiać i jak powinny być podejmowane decyzje ważne dla całego Kościoła.

Zapewne pojawiły się jakieś kontrowersje, skoro sam Franciszek napisał list do biskupów niemieckich. Jakie zagadnienia albo sytuacje przytrafiające się w tej niemieckiej drodze synodalnej nie podobają się Księdzu Arcybiskupowi?

Nie podobają mi się na przykład kontrowersje wokół władzy i próby dokonywania jakichś dziwnych podziałów. Wydaje się, że wielu wiernych świeckich mówi: „Kościół jest demokratyczny, wszyscy powinni mieć tę samą władzę, my także chcemy ją mieć!”. A przecież nie na tym polega synodalność. Synodalność oznacza raczej, że spotykamy się na wspólnej drodze dochodzenia do prawdy o tym, jaki dzisiaj powinien być Kościół Jezusa Chrystusa i jak powinien działać dla zbawienia świata. Synodalność to coś zupełnie innego niż demokracja czy dzielenie władzy.

Czasami dochodzi do sytuacji dziwnych i w taki sposób przedstawiane jest to w mediach: w trakcie drogi synodalnej zgłasza swój postulat osoba twierdząca, że nie jest ani mężczyzną, ani kobietą. Dodaje potem, że trzeba „odseksualizować” Kościół, mniej uwagi zwracać na małżeństwo jako tradycyjny model podstawy życia społecznego. To wszystko zdaje się bardzo niebezpieczne. Dużo ludzi w Niemczech tak myśli?

Nie wiem, w przekazach medialnych są to kwestie najbardziej nośne i popularne. Niejednokrotnie można odnieść wrażenie, bazując na przekazach medialnych, że wszyscy w Niemczech myślą właśnie tak, a to nieprawda. Mam dużą rodzinę i wszyscy w niej – bratankowie, ich dzieci, wszyscy moi bliscy – żyją zwyczajnym życiem małżeńskim i rodzinnym, nie zadając takich pytań, szanując rzecz jasna odmienność innych. Prowadzą normalne życie małżeńskie i rodzinne, pracują, żyją zwyczajnie w codzienności i nie sądzę, by byli mniejszością w społeczeństwie niemieckim, stanowią raczej większość.

Jak zatem podsumowałby Ksiądz Arcybiskup sytuację Ludu Bożego w Niemczech?

Na pewno przeżywamy kryzys. Myślę jednak, że może się on stać okazją do tego, by wszyscy, a przede wszystkim biskupi i kapłani, przemyśleli na nowo, co w dzisiejszych czasach możemy zrobić, aby te tria munera były właściwie sprawowane. Myślę, że musimy powrócić do tego, co jest dla Kościoła najważniejsze – do Ewangelii. Chodzi mi o powrót w wielu kwestiach podstawowych – na przykład do nauki o godności człowieka oraz równości płci, o przykazaniu miłości wzajemnej, co może przełożyć się na konkretne działania choćby w kwestii imigrantów. Powinniśmy kłaść mocny nacisk na nauczanie o rodzinie, o cnotach, zarówno tych kardynalnych, jak i teologalnych, o stworzeniu i ekologii. My naprawdę mamy wiele do powiedzenia światu w imię naszego Pana i w imię Ewangelii. Powinniśmy na pewno odnawiać świadomość tego, czym jest Kościół – wspólnotą modlitwy i misji – oraz jakie każdy ma w nim obowiązki. Niedawno głosiłem homilię na Mszy Świętej sprawowanej z okazji okrągłej rocznicy śmierci świętego Dominika. Powiedziałem wówczas, że nasz Kościół jest czasem w swojej własnej chmurze, jakby w bańce, uwięziony przez swoje własne problemy. A my przecież powinniśmy być skoncentrowani na zbawieniu dusz! W obliczu wszelkich kryzysów i problemów w Kościele, również tego, o którym ostatnio jest tak głośno, a mianowicie rozliczenia z przypadkami pedofilii wśród duchownych, ja zawsze mówiłem, że należy stanowczo i skutecznie rozliczyć się z przeszłością, zapobiegać i działać. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale poza tym trzeba wciąż iść naprzód w imię Pańskie i dla dobra Ludu Bożego.

Na początku drogi synodalnej kard. Marx stwierdził, że po latach spraw trudnych, w tym nadużyć seksualnych wśród nieletnich, trzeba się wreszcie rozliczyć z samym sobą. Co Ksiądz Arcybiskup myśli o tych procedurach rozliczania się z przeszłością?

Jestem prawnikiem i niezmiernie istotne jest dla mnie przestrzeganie reguł prawa, w tym zasady: In dubio pro reo (w wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego – chodzi o zasadę domniemania niewinności). Można odnieść wrażenie, również ze względu na natychmiastowe zawieszanie oskarżanego w czynnościach kapłańskich, bez zbadania prawdziwości oskarżenia, że zasada ta nie jest dziś przestrzegana. Oczywiście należy każde zgłoszenie przyjąć, powiadomić o nim odpowiednie organa cywilne, a po zebraniu dowodów i przeprowadzeniu całego postępowania wydać sprawiedliwy wyrok. W ten sposób rozlicza się także z samym sobą.

Niepokojące jest chyba to, że ostatnio można odnieść wrażenie, iż niektóre wyroki zapadają w mediach. Zwłaszcza te dotyczące biskupów i zaniedbań, których mieli się dopuszczać.

Tak, jest to rzecz nie do zaakceptowania. Zadaniem mediów jest przekazywanie informacji i komentarzy, a nie wydawanie wyroków. Najczęściej też dziennikarze nie znają wszystkich szczegółów, odpowiedzialność poszczególnych biskupów za niedociągnięcia, jeśli do takich doszło, może być różna.

Co Ksiądz Arcybiskup sądzi o motu proprio papieża Franciszka na temat tradycyjnego rytu Mszy św.?

Uważam, że przywiązanie niektórych wiernych do starego rytu jest do zaakceptowania. W historii Kościoła zdarzały się przecież odmienności w sprawowaniu liturgii, do dzisiaj zresztą tak jest. Ja na przykład znam bardzo dobrze życie Kościoła w Afryce oraz ryty wschodnie – to jest koronny przykład na to, że różnorodność nie musi szkodzić.

Mówi się jednak, że papież napisał to motu proprio, żeby zaprowadzić porządek, zwłaszcza ze względu na osoby, które nie akceptują nauki Soboru Watykańskiego II.

W mojej diecezji i w moim otoczeniu takich osób jest niewiele. Ja również wzrastałem za czasów starego rytu, choć jako ksiądz już w nim nie odprawiałem. Lubię nowy ryt i uważam, że w niczym nie umniejsza on pobożności ani piękna liturgii. Wręcz przeciwnie. Ci, którzy są zafascynowani liturgią trydencką, muszą szanować również nowy ryt i nie mogą go odrzucać ani piętnować tych, którzy sprawują Mszę św. według nowego rytu.

Zdaje się, że problemem papieża było to, że tradycjonaliści uznawali tę Mszę za jedyną. Niektóre interpretacje powodują podziały i problemy, wciąż zatem obracamy się wokół kwestii trzymania się prawdy i zachowania jedności… Jak to jest z tym podziałem władzy w Kościele i głosem decydującym?

Te „trzy funkcje” Chrystusa, którym Sobór Watykański II poświęcił tyle uwagi, są tutaj kluczowe, by pokazać, czym naprawdę jest Kościół. Lud Boży zależy całkowicie od Chrystusa, a to On ma przecież te tria munera: Król, Kapłan i Prorok. To Chrystus przejął te tytuły używane w Starym Testamencie. To On formuje nowy Lud Boży i ten nowy lud musi być prorocki, kapłański oraz królewski. Zostało to wyrażone również w obrzędach chrztu świętego. Właściwa wizja teologiczna Ludu Bożego jest niezmiernie istotna. W ludzie tym wyszczególniona została przez samego Chrystusa grupa osób, którym powierzono formowanie innych, tak by byli właściwymi narzędziami dla Jezusa Chrystusa. To dlatego dokumenty kościelne zawierają nauczanie, że to biskup ma być nauczycielem, kapłanem i pasterzem, czyli prowadzącym Lud Boży mocą świętej władzy.

Są jednak osoby zaangażowane w drogę synodalną, które twierdzą, że to prowadzenie powinno się powierzyć również wiernym świeckim.

Nie mają racji. My jako Kościół mamy w swojej konstytucji ustanowionej przez Chrystusa to, że niektórzy z tego ludu są wybrani do sprawowania tego ministerium. Nie można przecież zmieniać tego, co konstytucyjne, czyli podstawowe, wedle własnego gustu. Tu naprawdę nie chodzi o demokrację. Lud Boży ma swoją specyfikę, taką, jakiej zapragnął dla niego Jezus Chrystus.

Rozliczanie z przeszłością, obrona prawdy, zachowanie jedności… Te trudne tematy towarzyszą Księdzu Arcybiskupowi od lat również w ramach pojednania polsko-niemieckiego…

Tak, ponieważ jestem przewodniczącym grupy ds. dialogu między naszymi Konferencjami Episkopatu mniej więcej od 20 lat. Pracuję również w Fundacji św. Maksymiliana Kolbego, utworzonej w 2007 roku przez episkopaty Niemiec i Polski, która zajmuje się dialogiem pomiędzy naszymi narodami. Chodzi o dyskusję, poszukiwanie prawdy i rozwiązań na przyszłość, czyli szukanie dróg jedności. Bardzo mnie ta tematyka interesuje i kiedy powołaliśmy do życia Fundację św. Maksymiliana, włączyłem się w to dzieło. Jestem jednym z jego współzałożycieli. Myślę, że jest to dobry środek budowania jedności pomiędzy Polską a Niemcami oraz innymi narodami Europy.

Odczytuje Ksiądz Arcybiskup to zainteresowanie jako szczególny rodzaj powołania?

Chyba tak. Byłem zainteresowany sprawami dialogu międzynarodowego już w młodości. Chciałem studiować medycynę, pojechać być może jako lekarz do Afryki i tam pracować. Zdecydowałem się jednak na studia teologiczne z intencją, żeby zawsze pracować dla Kościoła powszechnego – katolickiego. Teologicznie rzecz ujmując: żeby pracować dla królestwa Bożego, u podstaw którego leżą przecież sprawiedliwość i pokój, solidarność i jedność pomiędzy wszystkimi ludami. To mnie zawsze interesowało i kiedy zostałem księdzem, trzy razy prosiłem biskupa, by pozwolił mi wyjechać do duszpasterstwa w Ameryce Łacińskiej. Trzy razy odmówił. Zostałem w Niemczech, ale zawsze pracowałem na rzecz jedności pomiędzy Kościołami lokalnymi. Byłem nawet w Polsce w okresie komunizmu, ponieważ jako wykładowca prawa kanonicznego na dwóch uniwersytetach przyjechałem do jednego ze swoich studentów na prymicje. Było to w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Odwiedziłem też byłą Jugosławię w tamtym okresie. Utrzymywałem relacje z krajami wschodnimi, w tym z Polską. I zawsze podziwiałem Polaków, być może trochę ze względu na moją mamę, gdyż podczas II wojny światowej w regionie, w którym się urodziłem i w którym mieszkaliśmy, przebywało wielu Polaków wywiezionych na przymusowe roboty. Moja mama bardzo często mi mówiła, że to dobry naród, bo… się modlą. I że są katolikami.

Dzisiaj jednak można chyba śmiało powiedzieć, że ta jedność pomiędzy naszymi narodami jest dość trudna… Zwłaszcza gdy powraca tematyka polskich obozów śmierci, jak mówią niektórzy, zafałszowując w ten sposób prawdziwy obraz historii. Temperatura tego sporu bywa bardzo wysoka.

W historii zawsze przeplatają się wątki chwalebne z trudnymi. Czasem wieją wiatry powodzeń, a czasami nieszczęścia. Wszyscy jesteśmy zobowiązani do tego, by współpracować, aby ten wiatr był jak najbardziej pozytywny dla całego świata.•

Abp Ludwig Schick

metropolita Bambergu, profesor prawa kanonicznego. Pełni funkcje: przewodniczącego Komisji ds. Kontaktów Zagranicznych Niemieckiej Konferencji Biskupów, współprzewodniczącego Polsko-Niemieckiej Grupy Kontaktowej Biskupów oraz przewodniczącego rady Fundacji im. św. Maksymiliana Kolbego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11