Wierzę?

Dla ludzi tamtego babcinego, nieodległego przecież pokolenia nieuchronność śmierci była oczywista. Dla nas już niekoniecznie.

Niby nic takiego: życzenia składane z ambony solenizantowi po ofiarowanej w jego intencji mszy św.: „najważniejsze, żeby był zdrowy” i „przeżył drugie tyle”… Ale opowiadał o tym wyraźnie poruszony, jakoś rozczarowany, oburzony nawet. Że takie te życzenia „niekościelne”, bo czy dla wierzącego naprawdę zdrowie i długie życie są najważniejsze?

Teraz co rusz słyszymy przecież o śmierci tego czy tamtego, bliskich czy dalszych znajomych – śmierci, która wydaje się nam przedwczesna, niepotrzebna, nie w porę. W dobie pandemii (trudno dzisiaj nie nadużywać tej perspektywy) śmierć stała się w sposób namacalny obecna i nieprzewidywalna. Oczywiście nieprzewidywalna była zawsze – bo choć wiemy, że nas czeka, nie wiemy, kiedy przyjdzie i z jakiego powodu. Jednak dwa lata temu mogliśmy trwać w wygodnym przekonaniu, że umrę jak dostanę ciężkiego raka albo że taki na przykład zdrowy tryb życia gwarantuje mi względnie dobre przeżycie do starości – a dziś nie jest to już takie oczywiste.

Jak się do śmierci przygotować? Czy gdyby kapłan mniej lub bardziej posuniętemu w latach solenizantowi, dziękującemu Bogu za dobre życie, życzył dobrej śmierci – byłoby to katechezą akurat na nasze czasy? Czy jednak zabrzmiałoby zbyt prowokacyjnie? Czy do rozmów o śmierci potrzebujemy jakiejś dozy intymności?
Moja babcia miała przy łóżku swoją ostatnią lekturę: Przygotowanie na śmierć Alfonsa Liguoriego. Stylistyka wydawałoby się na współczesność zbyt sentymentalna, wiele tam o marności wszystkiego, co w naszym zaradnym świecie jakoś zgrzyta w uszach. Niemniej jednak dla ludzi tamtego babcinego, nieodległego przecież pokolenia nieuchronność śmierci była oczywista. Dla nas już niekoniecznie – nie jest śmierć pozornie tematem tabu, może się wręcz wydawać, że ekscytujemy się jej szczegółami, czytając o zgonach celebrytów czy bliskich jakiś popularnych osób, a temat żałoby i straty stał się nieomal modny. Jednak wzdrygamy się, gdy punkt ciężkości przechyla się w naszą stronę.

Jakie są dzisiejsze sposoby przygotowania się na śmierć? Czy nie kojarzy się to nam odruchowo z jakimś heroicznym życiem w pokucie i umartwieniu, dla nas niedostępnym? Gotowi na śmierć – nieocenione telewizyjne rozmowy Szymona Hołowni z ks. Grzegorzem Strzelczykiem są tu doskonałym przykładem współczesnego memento mori. Być może dzisiaj najpierw musimy wiele rzeczy przegadać, spróbować ponazywać dla siebie i innych, aby zacząć działać. A działać trzeba. Innego czasu na przygotowanie przecież nie będzie – niż ten współczesny, który jest nam dostępny dzisiaj. Nawet jutro nie jest już takie pewne.

Jak to mówią: „Tego, który wierzy w wieczność (…), a nie stara się zostać świętym, należałoby zamknąć w domu obłąkanych” (Przygotowanie…, Kraków 1928, s. 174).

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10