Siostra z Aleppo

– Co będzie z pokoleniem straumatyzowanych dzieci, kiedy dorosną…? – martwi się s. Brygida Maniurka FMM.

Wojna w Aleppo się skończyła, ale w dzielnicach peryferyjnych nadal spadają bomby, wybuchają samochody, strzelają snajperzy.

– Odgłosy walk słychać w nocy, kiedy cichnie gwar ulicy, bo to się dzieje daleko od nas. Ludzie stamtąd nie codziennie mogą wyjść z domu albo przedostać się do innej dzielnicy. Wciąż do miasta można dotrzeć tylko jedną drogą, wszystkie inne są kontrolowane przez rebeliantów – mówi s. Brygida Maniurka, franciszkanka misjonarka Maryi.

Miasto

Siostra Brygida pochodzi z Łagiewnik Małych. Zaraz po ślubach wieczystych wyjechała na Bliski Wschód; żyje tam od 30 lat, w tym 23 lata w Syrii, a ostatnie trzy – w Aleppo. Obecnie jest jedyną polską misjonarką w tym mieście – tragicznym symbolu syryjskiej wojny.

– Sytuacja w Aleppo daleka jest od stabilności. To bardzo utrudnia powrót do działalności gospodarczej. Żaden przedsiębiorca nie chce tu inwestować, a bogaci opuścili miasto wcześniej, w czasie wojny. Warzywa i owoce do miasta dowożone są z okolicznych wiosek, często z narażeniem życia. Dlatego ceny żywności są bardzo wysokie. Ludzie żyją w wielkim ubóstwie i są teraz jeszcze bardziej zdesperowani niż pod koniec wojny. Wtedy po wyzwoleniu przez wojska rządowe wschodniego Aleppo zapanował wręcz entuzjazm. Ludzie liczyli, że wreszcie będą mogli stanąć na nogi, wrócić do swoich domów i warsztatów, wrócić do życia po prostu. A teraz widzą, że sytuacja się nie zmienia. Tylko Kościół pomógł im zreperować domy, naprawić dachy, mury – opowiada siostra. – Miasto w 70 procentach jest w ruinach. Państwo niczego nie odbudowuje, bo wojna w kraju jeszcze trwa, głównie w prowincji Idlib, na północy, przy granicy z Turcją. W samym Aleppo jeszcze w lipcu, przed wyjazdem do Polski, widziałam leżące na ulicach bomby beczkowe. Ludzie giną niekiedy podczas odgruzowywania domów, od wybuchu takich bomb – mówi s. Brygida.

Migracje

W 2016 r. wszystkie Kościoły chrześcijańskie policzyły swoich wyznawców, którzy zostali. Przed wojną w dwumilionowym mieście było 250 tysięcy wyznawców Chrystusa – grekokatolików (melchitów), syryjsko-prawosławnych i katolickich, maronitów, Ormian – prawosławnych i katolickich, Asyryjczyków, rzymskich katolików i innych. W 2016 r. zostało ich ok. 20 tysięcy. – Rodzin rzymskokatolickich zostało 800. Obecnie najliczniejsi wśród chrześcijan są Ormianie prawosławni. Natomiast nie wiadomo, ilu jest obecnie muzułmanów, bo nikt ich nie policzył. W każdym razie równowaga społeczna została zachwiana. A ludzie wciąż z miasta uciekają, z kolei powroty są nieliczne – informuje misjonarka. – Wiemy, że część ludzi, którzy walczyli w szeregach ISIS czy innych ugrupowań rebelianckich, żyją teraz wśród nas. Przed wojną chrześcijanie i muzułmanie żyli ze sobą razem, w tych samych dzielnicach. Tak było od pokoleń. Żyli we wzajemnej tolerancji, bez problemów. Teraz to się nieco zmieniło, bo ludzie się przeprowadzają, mieszkają tam, gdzie jest to możliwe. I niektórzy chrześcijanie mówią, że nie wiedzą, kto teraz jest ich sąsiadem. Może bojownik ISIS? Spadło wzajemne zaufanie. Bo były przypadki, że kiedy rabowano mieszkania chrześcijan, ludzie widzieli wśród rabusiów swoich sąsiadów… – opowiada siostra.

W czasie wojny ludzie mogli liczyć tylko na pomoc Kościołów. – Parafie, Jezuicka Służba Uchodźcom (JRS), Caritas: bez nich ludzie by nie przeżyli – podkreśla. JRS w parafii św. Franciszka w Aleppo przy klasztorze sióstr urządziła kuchnię, która codziennie wydaje 8 tysięcy ciepłych posiłków. Dla chrześcijan i muzułmanów.

– Przychodziły też do nas żony i dzieci rebeliantów. Niektórzy chrześcijanie oburzali się: oni na nas bomby zrzucają, a wy ich karmicie. To była okazja, by przejść drogę zmiany myślenia, bo przecież Ewangelia mówi co innego: jeśli przed nami stoi człowiek potrzebujący, to mu pomagamy i nie pytamy, kim on jest. Kiedy w 2016 roku wschodnie Aleppo zamieszkane głównie przez muzułmanów i opanowane przez rebeliantów zostało wyzwolone, to Kościół pierwszy pośpieszył tam z pomocą. Caritas otworzyła swoje biuro, księża i biskupi pojechali zobaczyć, jak można pomóc, i ta pomoc szła. Na przykład JRS otworzył tam swoją kuchnię – mówi misjonarka. Kościół wspomaga w miarę swoich możliwości także gospodarkę Aleppo. Skupuje m.in. ubrania i buty na zimę produkowane w otworzonych teraz zakładach tekstylnych i obuwniczych, w których ludzie wreszcie mogli znaleźć pracę, a potem rozdaje je tym, którzy nie są w stanie ich kupić. Podobnie dzieje się z żywnością.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8