Mundur na dwie niedziele

O doganiającym Panu Bogu, babcinym „pójdziesz, pójdziesz” i ucieczkach od poważnych pytań z ukraińskim kapłanem ks. Walentym Rosłonem rozmawia Jędrzej Rams.

Jędrzej Rams: Jest Ksiądz przyzwyczajony do munduru?
Ks. Walenty Rosłon: – Pan Bóg tak jakoś poustawiał moje życie, że można tak to ująć. Do tego najnowszego, czyli sutanny, to zewnętrznie też jestem przyzwyczajony. Tak wewnętrznie to jeszcze nie całkiem, bo księdzem jestem niecały rok. A do mundurów to już przywykłem od szkoły średniej. Najpierw jeden, później drugi i teraz trzeci mundur. Zmieniałem ich znaczenie i kolor. Byłem w wojsku, potem nosiłem mundur milicji ukraińskiej. Pracowałem tam w departamencie przestępstw kryminalnych…

Kryminalnych? Wielu policjantów ma problemy emocjonalne po długich latach pracy w takiej formacji. Wspomnienia wszystkich przestępstw zostają przecież w człowieku…
– Tak, wspomnienia zostają. To choroba zawodowa. Życie staje się czarno-białe. Zaczyna się kategoryzować spotkanych ludzi. Dzieli się ich albo na potencjalnych przestępców, albo na ofiary. Inaczej się nie potrafi. Ja nie zdążyłem na to zachorować. Gdy byłem jeszcze w seminarium, posługiwałem i ewangelizowałem w więzieniu. Chodzę tam zresztą do dzisiaj. Ale nie mówię więźniom o mojej przeszłości, bo od razu by mnie zaliczyli do „tamtych”, czyli do milicji, straży więziennej, sędziów. Widzę w więźniach ludzi, którzy przychodzą do kapłana po miłosierdzie. Patrząc teraz z punktu widzenia mojej nowej posługi, życie odbiega od czarno-białego obrazu milicyjnego świata.

Przyciągnął Księdza do seminarium „mundur” kapłana czy raczej odrażał poprzedni?
– Postanowienia, żeby zostać księdzem, nigdy nie miałem. Nie zamierzałem iść do seminarium. Zresztą kiedy powstawało pierwsze seminarium na wolnej już Ukrainie, ja byłem po służbie wojskowej i miałem zamiar studiować prawo. Gdy skończyłem studia, poszedłem do milicji. Przepracowałem tam 15 lat. Kiedy już zdecydowałem się na seminarium, wydawało mi się jeszcze, że to jest przypadek, jakaś pomyłka, poryw serca. Ale miałem jednocześnie w pamięci, że tego bardzo pragnęła moja babcia. Nie naciskała, ale mówiła mi nieraz: „pójdziesz, pójdziesz”. Byłem ochrzczony, ale nie byłem wierzący. Byłem ochrzczonym ateistą. Nie byłem przeciwnikiem Kościoła, ale nie było we mnie żadnej wiary.

Ale przecież musiały padać pytania o sens życia?! Zwłaszcza gdy się oglądało na co dzień zbrodnie i przestępstwa!
– Pytania padały, ale od nich się uciekało. Zadajesz, ale boisz się odpowiedzi. Uciekasz przed nimi. Chociaż one i tak przychodzą.  Zadawaliśmy sobie wśród kolegów wciąż pytania o śmierć, życie, karę za zbrodnie, przebaczenie...

Pan Bóg w końcu jednak dogonił Księdza…
– No tak. Chociaż w milicji dobrze mi się pracowało. Miałem całkiem dobrą pensję jak na ukraińskie warunki. Ale coś mi nie pasowało. Nie podobało mi się, że będę wstawał i szedł do roboty. To wszystko było za mało. Otrzymywać pieniądze tylko po to, żeby żyć? Biskup Jan, który już nie żyje, zaproponował mi wstąpienie do seminarium. Ale ja jeszcze uciekałem. Pojechałem na rok do pracy do Niemiec. Próba ucieczki się jednak jakoś nie udawała. Przeczekałem jeszcze kolejny rok, ale po nim zdecydowałem się ostatecznie posłuchać wewnętrznego głosu. Mimo to, idąc do seminarium do Gródka, myślałem sobie, że idę tam tylko na dwie niedziele. I wystarczy. Myślałem sobie: „przecież ja się tam nie nadaję”. Wyrzucą mnie pewnie. Ale mijał rok za rokiem i nie wyrzucali…

I już jako kapłan odwiedza Ksiądz nasze województwo…
– Otrzymałem zaproszenie od ks. Mariana Kopki z Krzeszowa do odwiedzenia Dolnego Śląska i nauczenia się czegoś. Moim głównym celem jest rozbudowa centrum rehabilitacyjnego dla osób uzależnionych od alkoholu i narkotyków w parafii w Dunajce, gdzie pracuję. Nasz Kościół odbudowuje się dzięki wsparciu Polaków. Mimo to u nas na Podolu nie ma raczej takiego rozróżnienia jak w Galicji, we Lwowie. Tam jesteś Ukraińcem, więc musisz być grekokatolikiem, a jak masz polskie korzenie, to rzymskim katolikiem. Jeżeli jest konkurencja między Kościołami, to raczej tylko między grekokatolikami a prawosławnymi.
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Anteas
    22.01.2012 12:42
    Różnymi drogami Pan Bóg prowadzi człowieka. Czasami to nawet się wydaje że do diabeł prowadzi, a dopiero pod koniec, albo i na samym końcu okazuje się, że to jednak Bog prowadzi. Czego bohaterowi artykułu życzę.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9