Co moje, to... nasze

To moje, nie rusz. Sprawiedliwe? Niekoniecznie. Tylko trzeba sobie uświadomić, co i dlaczego się komuś należy.

Reklama

O prawie własności mówi się czasem, że jest „święte”. Chronią je przecież aż dwa przykazania: nie tylko „nie kradnij” ale i „nie pożądaj rzeczy należącej do bliźniego”. A jednak prawo to wcale nie jest w chrześcijaństwie jakaś podstawową, absolutną i nienaruszalną zasadą, z której wyrastać miałyby inne. Chrześcijanie na pierwszym miejscu stawiają zasadę powszechnego przeznaczenia dóbr.

Sytuacja zmyślona. Wyobraźmy sobie, że mieszkańcy pewnej zagubionej w buszu wioski cierpią na brak czystej wody. Z pomocą przychodzi im pewna organizacja humanitarna. Wysyła specjalistów, daje sprzęt, daje pieniądze, by w wiosce wykopać odpowiednio głęboką studnię. Gdy jednak w końcu się udaje i ujęcie wody jest gotowe, okazuje się, że nie wszyscy mieszkańcy wioski mogą z niej skorzystać. Zwyczajnie, lokalne władze ustaliły, że część obywateli (np. ta bardziej lojalna wobec władzy) skorzystać może, ale inni, z jakiegoś względu gorsi, muszą dalej czerpać wodę z zanieczyszczonych zbiorników. Czy to nie powód, by ofiarodawcy, którymi siłami i pieniędzmi wykopano studnię, mocno się poirytowali?

My, ludzie żyjący na świecie, jesteśmy w podobnej sytuacji. Tak jak owa studnia nie była własnością tylko tej części mieszkańców wioski, która ją sobie zawłaszczyła, tak nic na ziemi nie jest tak naprawdę nasze. Wszystko co mamy zostało nam ofiarowane przez Boga. I powietrze i woda i rośliny i zwierzęta, i naturalne surowce, a nawet nasz rozum, dzięki któremu potrafimy z tych wszystkich dóbr korzystać. Tej prawdy nie można ignorować.

Dlatego, choć Kościół wysoko ceni własność prywatną uważając, że „pozostawia ona każdemu niezbędne miejsce na autonomie osobistą i rodzinną” i dlatego powinna być wręcz uznawana za rozszerzenie ludzkiej wolności, i choć uważa ją za element „prawdziwie społecznej i demokratycznej polityki ekonomicznej” ,jednocześnie jej nie absolutyzuje. Domaga się, by „własność dóbr była sprawiedliwie dostępna dla wszystkich tak, by wszyscy stawali się przynajmniej w jakiejś mierze właścicielami”.  Po prostu trzeba pamiętać, by własność prywatna nie tylko nie stawała okoniem wobec zasady o powszechnym przeznaczeniu dóbr, ale by jej służyła. Stąd potrzeba rozwiązań prawnych, które by takie rozwiązania szanowały.

Przykład? Tym razem autentycznym, choć głośno było o nim już dobry kawał czasu temu. Ameryka Południowa. Kontynent, na którym poczucie, że moje to moje i nikogo innego jest znacznie mocniejsze niż w zakorzenionej w dawnym prawie rzymskim Europie. W małej wiosce ktoś zachorował. Jedyna do niej sensowna droga prowadziła przez tereny należące do bogatego właściciela ziemskiego. Jadące do chorego pogotowie stanęło jednak przed zamkniętym szlabanem. Bo moje to moje i nikogo innego. Nikt nie odważył się bez pozwolenia wyłamać kłódki. Chory zmarł....

„Człowiek powinien uważać legalnie posiadane przez siebie rzeczy nie tylko za swoje własne, lecz także wspólne, zewnętrzne, w tym znaczeniu, że mogą przynieść pożytek nie tylko jemu samemu, lecz także innym”. Potrzebny jest samochód, by zawieźć chorego do szpitala? Nie powinienem krzyczeć, że jest mój i nikomu nie pozwolę. Trzy czwarte domów w wiosce, w której mieszkam zostało zalanych w powodzi? Przyjąć tych, co zostali bez dachu nad głową, choćby tylko na czas aż znajdzie się coś innego, to nie łaska, ale mój obowiązek.

Nie może być też tak, że ktoś korzysta ze swojej własności w sposób, który mocno utrudnia korzystanie z dóbr świata innym Ot, taki właściciel fabryki, który by nie zważał na to, że dym z jej kominów dosłownie zatruwa innych. Tak nie można. Bo jest właścicielem fabryki, a nie powietrza. Albo właściciel kopalni który by nie patrzył na to, że wskutek prowadzonego pod ziemią wydobycia ludziom mieszkającym na powierzchni rozsypują się domy... I zasada ta dotyczy to nie tylko relacji człowiek – społeczeństwo ale także relacji między społecznościami, narodami. Nie może być tak, że zyski z jakieś fabryki wybudowanej w biednym kraju eksportowane są do bogaczy, a biednym pozostają zanieczyszczenia.

Zasada powszechnego przeznaczenia dóbr ma jednak zastosowanie nie tylko odnośnie do dóbr materialnych. Kraje bogate są dziś często bogate nie dlatego, że posiadają bogactwa materialne, ale przez to, że dysponują wiedzą, znajomością technik, umiejętnościami. Są one wytworem ludzkiej przemyślności i pracy, a więc można by sądzić, że należą do tych, którzy je wytworzyli. Nigdy nie należy jednak zapominać, że i one powinny służyć zaspokojeniu ludzkich potrzeb tak, by „wspólne dziedzictwo ludzkości mogło być stopniowo pomnażane. A takie np. udostępnienie technologii pozwalających skutecznie leczyć z wydaje się wręcz moralnym obowiązkiem.

Zwyczajnie, prawo do osobistego posiadania zawsze powinno być podporządkowane prawu powszechnego przeznaczenia dóbr. Bo przecież gdyby kiedyś Bóg nam wszystkim nie dał, żaden z nas do dziś niczego by nie miał.

Korzystałem z „Kompendium nauki społecznej Kościoła” opracowanego przez Papieską Radę Iustitia et Pax, Jedność, Kielce, 2005.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9