Makaron na uszy

Czyli o naukowej prawdzie, półprawdzie i wcale nie prawdzie.

Przyznam, coraz mniej wierzą naukowcom. Mam wrażenie, że w pewnych dziedzinach wyniki badań w sporej mierze zależą od tego, kto badania zamawia. To tylko efekt wykorzystywania ich w reklamach? Nie wiem, może. W każdym razie jeśli rzecz nie dotyczy spraw czysto naukowych, ale ma także istotne znaczenie dla gospodarki czy finansów, na stwierdzenie, że „badania wykazały” zaczynam już reagować jak dawniej na stwierdzenie „Radio Erewań podało”.

Nie tak dawno w telewizji pojawiła się reklama pewnej organizacji ekologicznej. Chodziło o zbiórkę funduszy na ochronę karpackich zwierząt, zagrożonych wskutek wkraczania na ich tereny człowieka. Jak zrozumiałem, chodziło o polskie Karpaty. A zagładę owym zwierzętom miała gotować budowana przez nie droga. Ciężko zastanawiałem się co, gdzie i jak. Które piękne i dzikie polskie góry drogowcy chcą zniszczyć? Szybko doszedłem do wniosku, że chodzi o Via Carpatia. Czyli trzydzieści parę kilometrów z okolic Krosna na przełęcz Dukielską. W poprzek łuku Karpat,  w jednym z węższych miejsc. I to, o ile coś się nie zmieniło, po linii istniejącej już drogi (był chyba projekt budowy drogi sąsiednią doliną, przez Chyrową, ale to tereny raczej rolnicze). W jaki sposób miałoby to grozić zagładą karpackich  wilków, rysiów czy niedźwiedzi nie wiem. Ale specjaliści od ochrony przyrody widać wiedzą.

Całkiem niedawno z kolei usłyszałem, ile to ludzi co roku umiera z powodu zanieczyszczenia powietrza. Hmm... A gdyby powietrze było czyste, to by nie umarli? Uczciwiej byłoby podać szacunki, o ile dłużej statystycznie żylibyśmy, gdyby powietrze było czystsze. Ale to tak dobrze nie brzmi. Ciekawe, bo w sumie w kartach zgonu raczej nie pisze się „umarł z powodu zatrucia środowiska” (podobnie jak nie wpisuje się, że wskutek błędów w sztuce lekarskiej) tylko jaka nieboszczyka pozbawiła życia „jednostka chorobowa”. Jasne, przy pewnych chorobach zatrucie środowiska może przyspieszyć zgon kogoś, kto już ledwie żyje, ale to jednak  nie to samo, co wypadki na drogach, w których ludzie giną niezależnie od stanu zdrowia.

Ostatnio zaś przeczytałem, że „stu dwudziestu skupionych wokół programu (The Lancet Countdown... ) wiodących na świecie naukowców i klinicystów zajmujących się związkiem zdrowia i zmiany klimatu twierdzi, że (...) działania na rzecz klimatu mogą zmniejszyć ryzyko przyszłych pandemii odzwierzęcych, które również są powiązane z czynnikami klimatycznymi”. No nie, zatkało mnie. Udowodniono związek temperatury powietrza z możliwością przechodzenia wirusa ze zwierząt na człowieka? I to nawet jeśli chodzi o 2-3 stopnie?  Rozumiałbym obawy, że rozmrozi się gdzieniegdzie wieczna zmarzlina wraz z wszystkimi zamrożonymi w niej drobnoustrojami, ale...

Pierwsze przypadki SARS-CoV-2 odnotowano w Wuhan pod koniec zeszłego roku. Czyli późną jesienią czy nawet zimą, bo to półkula północna. Już na pewno wiadomo nie tylko, że to wirus odzwierzęcy, ale że przeskok nastąpił w upalne lato? A gdyby nawet, to czy zauważono „temperaturową” prawidłowość odnośnie do innych takich „przeskoków”? Nie ma znaczenia to, na co wskazywano dotychczas: że to kwestia kładzenia na talerz różnych dzikich zwierząt?  Już i za pandemię winien (rzekomo?) odpowiedzialny za globalne ocieplenie dwutlenek węgla?

Proszę też zwrócić uwagę, mowa jest o ryzyku odzwierzęcych „pandemii”. Czyli nie pojedynczych zachorowań, ale epidemii ogarniających cały świat. Naprawdę znaczenie ma tu temperatura? Przecież już kilka razy różni naukowcy ogłaszali,  że ta nie ma wpływu na rozprzestrzenianie się wirusa SARS-CoV-2, a to on wywołał jedyną od lat (czy w sumie w ogóle) pandemię. Jak się ten ewentualny wpływ temperatury ma do istnienia szybkich, lotniczych połączeń, pozwalających zawlec w parę godzin każde świństwo do każdego zakątka świata? No, chyba że w przytoczonym zdaniu akcent należy położyć na słowo „może”. Które, jak wiadomo i pomijając kwestię błędu ortograficznego, jest szerokie i głębokie. Mnie to przypomina pracę w stylu „Wpływ pełni księżyca na rozwój przemysłu metalurgicznego w Anglii w II połowie XIX wieku”. Jak się postarać, to na pewno się wykaże, że był.

Rąbka tajemnicy skąd tak śmiałe wnioski o związku średniej temperatury na świecie z możliwością wystąpienia wirusowych, odzwierzęcych pandemii, uchyla informacja co to ów „The Lancet Countdown on Health and Climate Change”. To „interdyscyplinarna współpraca pomiędzy 120 ekspertami z ponad 35 instytucji - w tym Światowej Organizacji Zdrowia, Banku Światowego, University College London i Tsinghua University w Pekinie – (...)” badająca wpływ działań i zaniechań dotyczących klimatu na zdrowie publiczne. No, taki „Klub Rzymski” bis. I wszystko jasne.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7