Poczekaj!

O Bogu, który woli marynaty od dań z mikrofali, opowiada ks. Paweł Gołofit.

Marcin Jakimowicz: Naprawdę lubi Ksiądz czekać?

Ks. Paweł Gołofit: Lubię. Patrzę na swoje życie i widzę, że na to, co jest najważniejsze, trzeba było poczekać. To nie przyszło od razu. Nie dało się dojść na skróty. By zrealizować swe marzenia, rozwijać talenty, trzeba czasu. Poganianie: „szybko, szybko!” powoduje, że stawiamy domki z kart. Bez solidnych fundamentów.

Jak wytłumaczyć młodym, by poczekali pół godziny na kolację, skoro co chwilę mijają stacje benzynowe z hot-dogami i McDonaldy?

Na kolację w dobrej restauracji musisz poczekać. Fast foody masz w zasięgu ręki. Od razu. Tyle że prędzej czy później doświadczysz skutków takiego wyboru.

Napisał Ksiądz książkę o oczekiwaniu na przełom. Jaki przełom?

Pisząc o przełomie, nie myślałem o jednym wydarzeniu, które radykalnie zmieni życie i wywróci je do góry nogami. To raczej chwila, gdy słyszymy Bożą odpowiedź, moment, w którym decydujemy się coś zmienić, robimy krok do przodu. To nie jest jednorazowa decyzja. Spójrzmy na uczniów Jezusa. Ile czasu minęło od chwili, gdy zostali wybrani, do momentu, gdy zaczęli żyć tym, co usłyszeli od Jezusa? Ile upadków, nawróceń? To, że rzucili wszystko i poszli za Mistrzem, nie znaczyło jeszcze, że w Niego uwierzyli. To był początek drogi. Czekanie na przełom to zgoda na to, by Jezus nas kształtował. Dzień po dniu.

„Lubimy dania z mikrofali, a Pan Bóg woli marynaty”?

Tak! Widziałem, jak Bóg spektakularnie działa natychmiast, w ciągu chwili, widziałem, jak okazuje swoją moc, ale mam doświadczenie, że On chce przemieniać nasze życie o 180 stopni, tylko że zazwyczaj robi to 180 razy po jednym stopniu. (śmiech)

To mnie Ksiądz pocieszył…

Nie ma innej drogi. Co robi zły duch? Od razu zacznie cię zniechęcać i wmawiać ci: „Przecież już raz wybrałeś, doświadczyłeś przełomu i teraz już wszystko masz pozałatwiane, nic więcej nie musisz robić”. To tak nie działa…

Protestanci zapytani o przełom, odpowiedzą: „22 czerwca 1988”. Katolik ma problem z podaniem konkretnej daty. Chrztu nie pamięta…

Myślę, że tu nie chodzi o jedną, konkretną datę. Sam nie przeżyłem wielkiego nawrócenia. Bóg był w moim życiu od początku. Co nie znaczy, że nie doświadczałem duchowych przełomów! Dając się prowadzić Jezusowi, doświadczasz takich przełomów w codziennej wierności. Widzisz je, gdy w chwili kryzysu nie wpadasz w panikę, nie histeryzujesz, że oto teraz Bóg przestał się tobą interesować. Wiesz, jaką drogę obrałeś. Wiesz, że zaufałeś Temu, któremu nic nie wymyka się spod kontroli. Dlatego nie szarpiesz się i ufasz słowom: pozostań na miejscu.

„Pozostań na miejscu”. Ileż razy słyszałem to od znanych kaznodziejów. Mówili: „W ciemności nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów”. Tyle że niektórzy sami wykonywali takie kroki i opuścili swe zgromadzenia…

Doskonale wiem, o czym mówisz. Wbrew pozorom to wytrwanie w posłuszeństwie i niewykonywanie żadnych ruchów jest niezwykle trudne. To kwestia zaufania. Komu bardziej ufam? Sobie? Swoim intuicjom? Czy Temu, któremu zawierzyłem drogę?

Lubimy działać. Jesteśmy wychowani na kreskówce „Pomysłowy Dobromir” i chcemy być Wincentymi Pstrowskimi Kościoła, wyrabiającymi 200 proc. normy. A Ksiądz mówi: „Siedź na miejscu”. Co to znaczy?

Uchwyć się Boga, którego wybrałeś. W takich chwilach zły duch wmawia ci: „W innym miejscu będziesz szczęśliwszy”. Stara się zamazać obraz dobrego Boga. Syczy: „Widzisz? Zostawił cię, wycofał się!”. Stawia cię przed lustrem, które wszystko wykrzywia…

Oglądam z dziećmi po raz kolejny „Władcę Pierścieni”. Na Helmowy Jar, sparaliżowaną strachem twierdzę Rohanu, naciera potężne wojsko złowrogich Uruk-hai…

To moja ukochana scena! Zaczyna się bitwa. Po ludzku mniej liczebne wojska Rohanu nie mają żadnych szans. Co robi dowodzący twierdzą Aragorn? Mówi: „Wytrwajcie”. Pilnuje, by… nikt nie ruszył się z miejsca. Pamięta o obietnicy Gandalfa: „Oczekujcie mnie o świcie trzeciego dnia”. Symboliczne. Paschalne. Ma świadomość tego, co oznacza ta obietnica. Jeśli masz świadomość, jaką obietnicę złożył ci sam Najwyższy, nie ruszysz się z miejsca, ale będziesz czekał na pomoc.

Tyle że dla Niego jeden dzień jest jak tysiąc lat i odwrotnie. Człowiekowi, który tkwi w ciemności, wydaje się, że ta nigdy się nie skończy. To największa pokusa…

To prawda. Nie wiemy, kiedy Bóg zainterweniuje.

Ale zainterweniuje?

Tak. Wierzę w to. Często „pięć po dwunastej”, gdy po ludzku wydaje się, że jest już za późno. Gdy przestaniemy przedstawiać Panu Bogu plany i scenariusze, ale pokornie złapiemy za Różaniec i zawierzymy Ewangelii. Gdy musiałem zadecydować o swoim powołaniu, nie widziałem wielkiego znaku, nie słyszałem żadnej wielkiej odpowiedzi. Szedłem w ciemności, w zaufaniu. Powiedziałem: „Panie Boże, czekam”. Najbliżsi podpowiadali: „Masz tyle talentów, realizuj je”.

Reagowali histerią?

Oczywiście! To norma. Słyszałem: „Marnujesz życie! Ktoś cię zwiódł. Zobacz, ile tracisz!”. Ale przez to, że byłem wierny cichemu głosowi powołania, widziałem, jak Bóg stopniowo zmieniał to nastawienie. Aż po akceptację.

Święty Paweł przypomina Galatom: „Czyniąc dobrze, nie zniechęcajmy się. Nie ulegając bowiem zniechęceniu, będziemy zbierać owoc we właściwym czasie”. Czyli kiedy?

Bóg niezwykle często działa w chwili, gdy my przestajemy się szarpać i nerwowo realizować swój plan. W ubiegłym roku, gdy w Wielkim Poście czekał mnie ciąg rekolekcji, trafiłem do szpitala. Operacja przepukliny. Co teraz? Odwołać wszystko? Pan Bóg poukładał to tak, że szybko zostałem zoperowany i mogłem pojechać na wszystkie rekolekcje. W szpitalu opiekował się mną lekarz. Świetny człowiek, uformowany w Kościele. Dużo rozmawialiśmy o wierze. Był cztery lata po ślubie. Opowiadał, że jego wiara zaczęła słabnąć, bo z żoną nie mają wciąż dzieci. Oboje są lekarzami, mają dostęp do wszystkich badań, znają wielu profesorów i specjalistów… Gdy wyszedłem ze szpitala, chciałem odwdzięczyć się za jego troskę. Pod natchnieniem Ducha Świętego wziąłem w parafii księgę intencji i wpisałem na dziewięć kolejnych tygodni intencję za wstawiennictwem Matki Bożej Chełmskiej o dar poczęcia. Na końcu, jako dziesiątą, wpisałem intencję dziękczynną – za dar poczęcia.

Ręka drżała?

To był krok wiary, gest zaufania, rzucenie się w przepaść w nadziei, że Bóg nad wszystkim czuwa. Wręczyłem mu kartkę z datami Mszy i powiedziałem, uśmiechając się, że teraz musi mieć naprawdę dużą wiarę, ponieważ za kilka tygodni jego żona będzie w ciąży. On również się uśmiechnął. Msza święta dziękczynna była wyznaczona na 17 lipca. Zbliżała się ta data, a lekarz nie dawał żadnego znaku życia. Obraził się? – zastanawiałem się. W końcu nadszedł 17 lipca. I nic. Kolejnego dnia było mi ogromnie głupio, byłem przekonany, że postąpiłem bardzo nieroztropnie. Po co składałem jakieś deklaracje? Kombinowałem, co powiedzieć. Że Pan Bóg działa, jak chce? 5 sierpnia dostałem wiadomość. Lekarz napisał, że chce mnie odwiedzić. Bałem się tego spotkania. Przyjechał po dwóch dniach. Powiedział: „Moja żona jest w dwunastym tygodniu ciąży”. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Łzy napłynęły mi do oczu. Zdałem sobie sprawę z tego, jak mała jest moja wiara, a zarazem – jak wielki jest Bóg.

Zastanawiam się, co mógł czuć Naaman, który zgodnie ze wskazówkami proroka zanurzał się w rzece raz za razem. Czwarty raz. Nic. Piąty, szósty… Nie działa! Wycofać się? Zrezygnować?

Znam to uczucie. Czasownik określający w Piśmie Świętym wytrwałe oczekiwanie to hypomeno. Jego charakter wskazuje na: stanie w miejscu, brak cofania (Ps 32,20; Mi 7,7), wypatrywanie obrońcy (Ha 2,3), oczekiwanie w ciszy (Lb 22,19; Lm 3,25), cierpliwość (2 Tm 2,12), wytrwanie do końca (Mt 10,22; 24,13). To nasze „oczekiwanie w ciszy” nie jest jałowe, bezowocne. To nie jest zmarnowany czas!

Co robił Jezus przez pierwsze 30 lat?

Czekał. Żył wśród ludzi, stał z nimi w jednym szeregu, jako jeden z nich. Dlatego tak trafiały do nich przypowieści, które potem opowiadał. Był ukryty. To niezwykle ważny czas! Niedawno dotknęło mnie, że gdy bracia dowiedzieli się o spektakularnym nawróceniu Szawła, o cudzie przemiany pod Damaszkiem, „odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu”. Paweł został wysłany do domu!

Namaszczony na króla Dawid wrócił do pasienia owiec…

Gdyby nie czas ukrycia i walki stoczone z lwami i niedźwiedziami poza światłami reflektorów, nie stanąłby oko w oko z Goliatem. To właśnie przez to, że miał na koncie wiele ukrytych bitew, mógł stanąć oko w oko z olbrzymem. I zwyciężył. •

Ks. Paweł Gołofit

kapłan archidiecezji lubelskiej, pasterz wspólnoty Przyjaciele Oblubieńca, ewangelizator związany z Pallotyńską Szkołą Nowej Ewangelizacji, lider zespołu Good God. Lada chwila ukaże się jego książka „W oczekiwaniu na przełom”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10