Bóg nie porzucił miasta

Mieć odwagę zrobienia pierwszego kroku. Odezwania się, uśmiechu. Jeśli wytrwamy w tym wyborze, zaczną się dziać cuda.

 

W 2030 roku 9 proc. mieszkańców Ziemi zamieszka w zaledwie 41 „megamiastach”. Większe i mniejsze miasta już dziś zaludnia połowa ogólnej populacji, a zagęszczenie będzie rosnąć. – pisze dziś „Polityka”. W Londynie – dziś liczącym 8,5 mln. mieszkańców – brakuje już powierzchni, by mieszkać.

Jak żyje się w wielkich miastach? Specyficznie. Po pierwsze, w tłumie. Jeśli o obcych ludzi obijasz się na ulicy, ocierasz w środkach komunikacji miejskiej, jeśli nie możesz oddzielić się od nich przestrzenią tworzysz przestrzeń mentalną. Starasz się przynajmniej nie patrzeć. Nie nawiązywać kontaktu. Choć w ten sposób zachować przestrzeń intymną. To bardzo podstawowa potrzeba. Odruch.

Biegniesz. Nie ma czasu. Dzień coraz bardziej się wydłuża, 21-22 to jeszcze wczesny wieczór, jeszcze wiele można zrobić. Koniec dnia będzie po północy. Rano bieg zacznie się od nowa.

Kim jest mój sąsiad? Nie mam pojęcia. Nie, nie tylko dlatego, że jestem niezainteresowana. Jeśli liczba mieszkań na klatce sięga 200 a zwykle kilka osób jest w każdym mieszkaniu, w bloku mieszka mała wioska. Ilu z tych ludzi w ogóle widuję, wypadając rano do pracy i wracając po nocy? Ilu mogę spotykać wystarczająco często, by zapamiętać ich twarze? Ile słów można zamienić w windzie, zakładając że chce się je jeszcze zamieniać? I że nie włączy się obyczaj nabyty w środkach komunikacji miejskiej, który nakazuje w małych przestrzeniach nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z obcymi?

Jak mogę zauważyć starszą sąsiadkę, która wychodzi z domu w zupełnie innych porach, niż ja? Kiedy mam z nią zamienić te kilka słów i dowiedzieć się, że nie ma nikogo, kto by jej mógł pomóc? Dlaczego nagle wszystkich dziwi, że otwarte przez dwa lata okno, także w zimie, nie zaniepokoiło sąsiadów? Przecież nie patrzę ludziom w okna, po co miałabym to robić?

Jeśli kogoś widuję codziennie, zauważę tygodniową nieobecność. Ale jeśli kogoś spotykam raz na pół roku nie będzie dla mnie niczym dziwnym jeśli nie spotkam go przez rok. W końcu nie notuję sobie w kalendarzu, kiedy widziałam tę czy inną sąsiadkę. Umarła? Leżała w domu kilka miesięcy, aż ciało uległo mumifikacji? No, głupio… Ale niby skąd miałam wiedzieć?

W opisach prasowych to brzmi przerażająco, ale przecież tak wygląda rzeczywistość wielkich miast. Jeszcze nie tak wielkich zresztą – polskim miastom daleko do skali światowej. Czujesz się połamany po reportażu, który takich przypadków opisuje wiele? To dobrze. Ale same uczucia niczego nie zmienią ani o jotę. Coś zmienić może dopiero działanie. 

Bóg nadal jest obecny także w naszych miastach, tak zagonionych i roztargnionych! - mówił w sobotę papież Franciszek. Nie musi być tak, jak jest. Nie musi, ale od nas – wyłącznie od nas – to zależy. Wierni świeccy powołani są, by wychodzić bez lęku i iść na spotkanie ludzi miasta w ich codziennych czynnościach, w pracy. […] Chodzi o to, by znaleźć odwagę do zrobienia pierwszego kroku i zbliżenia się do innych, by być apostołami [swojej] dzielnicy” – mówił dalej Ojciec Święty.

Nic dodać, nic ująć. Mieć odwagę zrobienia pierwszego kroku. Odezwania się, uśmiechu. Przełamania muru. Poświęcenia chwili swojego czasu i odrobiny swojej uwagi. Jeśli wytrwamy w tym wyborze, zaczną się dziać cuda. Okaże się, że w mieście – na mojej klatce schodowej - też można spotkać Boga.  

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
28 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10