Wspólnota Sól Ziemi z Opola już po raz czwarty na letnim obozie gościła w parafii św. Joachima i Anny w Dziewkowicach.
Gdy wchodzę do domu parafialnego w Dziewkowicach, już od progu widzę kilka pań krzątających się w kuchni. Natomiast z przestronnej sali po lewej stronie dobiega gwar rozmów i śmiechów. Popołudniowa kawa. A do niej kilka ciast do wyboru. Wszystkie apetyczne, wszystkie kuszą. Średnio cztery blaszki ciasta każdego dnia trafiają do kuchni obozowiczów. To miejscowe gospodynie pieką smakołyki i przynoszą do domu parafialnego.
Dla niepełnosprawnych przyjaciół
W Opolu 10 lat temu zawiązała się wspólnota Sól Ziemi należąca do ogólnoświatowego Ruchu Wiara i Światło. To ruch, w którego centrum są osoby niepełnosprawne umysłowo i ich rodziny. Raz w roku na rozpoczęcie wakacji wyjeżdżają na obóz. Już po raz czwarty do Dziewkowic. Wcześniej byli w Głębinowie, na Górze św. Anny czy w Miliardowicach.
– Często powtarzamy, że jeśli ktoś nie uczestniczył w obozie, to jeszcze oficjalnie nie należy do wspólnoty – przyznaje ks. kapelan Marian Kluczny. Dlaczego? – Kiedy przez kilka czy kilkanaście dni jesteśmy przez cały czas razem, doświadczamy głębszego bycia ze sobą. Co więcej, nie tylko mamy czas, by budować relacje, ale też musimy zadbać o to, by nasi przyjaciele o odpowiednich porach brali leki, trzeba pomagać im w ubieraniu się, w porannej i wieczornej toalecie, zaradzać tęsknotom za mamą – wylicza ks. Kluczny.
Jedno nie ulega wątpliwości – ci młodzi ludzie, którzy są we wspólnocie, nie boją się wziąć odpowiedzialności za niepełnosprawną osobę. Nie boją się z nią zaprzyjaźnić, zaprosić ją do swojego życia. – W zamian wiele otrzymują, bo z obozu nikt nie wyjeżdża taki sam – dopowiada ks. Norbert Wons, proboszcz dziewkowickiej parafii, z ruchem Wiara i Światło związany od czasów studiów w Lublinie.
Niezapomniane wakacje
– Najlepsza była dyskoteka! – bez chwili wahania mówi Dorota. I zaczyna śpiewać „Bałkanicę”. Po słowach refrenu: „Będzie, będzie zabawa” śmieje się promiennie. Łukasz też wspomina wspólne śpiewanie i tańce. Ta niezapomniana dyskoteka była częścią całodniowej zabawy w sali weselnej w Warmątowicach.
– Każdego roku, gdy jesteśmy w Dziewkowicach na obozie, właściciele na jeden dzień zamykają restaurację dla gości z zewnątrz i zapraszają nas do siebie na niesamowite przyjęcie. Był wystawny obiad, potem ogromne lody, były i osoby, które poprowadziły wspólną zabawę – opowiada Aneta Cichocka. W tym roku z ramienia Paszczaków, czyli pełnosprawnych przyjaciół osób niepełnosprawnych umysłowo, to właśnie Aneta, studentka pedagogiki, była odpowiedzialna za organizację wakacji. Wspierała ją Edyta Wieczorek, która w pierwszym wspólnotowym obozie uczestniczyła jako sześciolatka. Przyjechała wtedy razem ze starszą siostrą. I tak już zostało. Dziś jest świeżo upieczoną absolwentką gimnazjum. – Jesteśmy tu po to, by wakacje naszych Muminków były ciekawe, by byli szczęśliwi – mówi wprost Edyta. Nie ukrywa, że jest zmęczona, bo noce są ciężkie, ale mimo wszystko chce dawać z siebie jak najwięcej. – Ten wakacyjny czas jest dla mnie źródłem radości. Cieszy mnie zaufanie, jakim obdarzają mnie osoby niepełnosprawne – przyznaje Edyta.
Czas na bycie razem
W obozach Wiary i Światła, jak podkreślają ks. Marian Kluczny i ks. Norbert Wons, wcale nie chodzi o załadowanie planu dnia mnóstwem rozmaitych wycieczek. Najważniejsze jest bycie ze sobą, rozmawianie, wspólne świętowanie podczas sobotniej agapy wieńczącej obóz. – Nasze dzieci tutaj czują się swobodnie. Gdzie indziej ich zachowania są tępione i wyśmiewane, a we wspólnocie, na obozie są akceptowani – mówi Anna Kluz, mama Doroty.
W tym roku każdy z 9 dni to podróż do innego kraju. – „Arka” obchodzi 50-lecie, więc połączyliśmy obozowe zajęcia z poznawaniem krajów, w których są domy „Arki”. Zaczęliśmy od Polski. Były też Włochy, Francja, Wielka Brytania czy Brazylia – opowiada Aneta Cichocka.
– Lubię nasze obozy, zawsze na nie czekam – przyznaje Damian, który w czasie wspólnotowych Mszy św. jest ministrantem. Z kolei Michał na każdym kroku powtarza, że teraz trzeba z wszystkiego korzystać, bo na starość to już się na obozy nie jeździ. Jest też miejsce w pobliskich Strzelcach Opolskich, które koniecznie chcą odwiedzić. To grób Marysi, ich przyjaciółki ze wspólnoty.
Dziewkowice są z nimi
Mamie Marysi w kuchni pomagają mieszkanki Dziewkowic, panie Urszula Palus i Róża Kokoszka. – Przychodzimy, by pozmywać i posprzątać. Przynajmniej w taki sposób chcemy odciążyć uczestników obozu – mówią. – Najlepszą nagrodą jest uśmiech tych młodych ludzi, ich radość – podkreślają. – Z roku na rok parafianie coraz bardziej przekonują się do naszych gości – przyznaje ks. Norbert Wons. Już nie tylko przynoszą ciasta, warzywa czy jajka, ale też zostają na dłużej, by pobyć. Każdego dnia przychodzą dzieci i młodzież. Są też mieszkańcy, którzy zapraszają gości do siebie, np. do piekarni, gdzie jest możliwość własnoręcznego przygotowania wypieków. – Przyszedł do mnie pan, który chce przygotować obiad dla całej grupy – dodaje Aneta Cichocka, podkreślając, że ich wspólnota z różnych stron i pod różnymi postaciami doświadcza dobroci.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Powinno Jej się oddać honory królewskie, bo Ona prowadzi nas do swojego Syna.