W górę

W tej wyprawie nie chodziło o zdobycie Granatów. Ważniejszym było pokonanie siebie i swoich ograniczeń.

Kilka miesięcy po wypadku i operacji wylądowałem w Ciechocinku, gdzie spotkałem Tomka. O ludziach w takim stanie, w jakim go poznałem, do dziś mówi się „kwiatek”. Przy nim byłem okazem zdrowia. Tomek zaimponował mi niesamowitym wręcz uporem. Widziałem jego pierwsze pionizacje, potem wózek, wreszcie pamiętam dzień, kiedy w aparatach przeszedł samodzielnie pierwszych pięć metrów. Świętowaliśmy to wydarzenie kilka dni. Zwyciężył w nim duch sportowca. A mogło być inaczej.

Po drugiej operacji pojechałem w Tatry. Koledzy zaproponowali Granaty. Poszliśmy żółtym szlakiem znad Czarnego Stawu Gąsienicowego. Im wyżej, tym trudniej. Nie do końca sprawna noga i dotkliwy ból zachęcały do rezygnacji. Wtedy pomyślałem o Tomku, jego uporze, morderczej walce by odzyskać maksimum sprawności. Przeszedłem, choć były dwa momenty krytyczne. Na Zadnim Granacie i w Żlebie Kulczyńskiego. W tej wyprawie nie chodziło o zdobycie Granatów. Ważniejszym było pokonanie siebie i swoich ograniczeń. Udało się. Dzięki Tomkowi i przyjaciołom.

Na Twitterze znalazłem zdjęcie. Podopieczni fundacji Poza Horyzonty zdobywają Śnieżkę. Wspólnota losów sprawiła, że śledziłem losy Jaśka jeszcze przed wyruszeniem na biegun. I wiem, że dziś by nie było całego programu protezowania, tych wszystkich na pozór szalonych pomysłów, gdyby nie Marek Kamiński. On był dla Jaśka tym, kim dla mnie Tomek.

Myśli powtarzające się w wywiadach ze znanymi himalaistami. Góry (niekoniecznie himalaizm) to przede wszystkim pewien styl życia, nastawiony na wytyczanie nowych celów, przekraczanie samego siebie i swoich ograniczeń, kontakt z naturą i próba jej zrozumienia. Wreszcie wejście w głąb siebie. Pięknie ktoś powiedział. Nie chodzi o to, żeby zdobyć górę. Chodzi o to, by góra zdobyła człowieka. Marek Kamiński nazywa to dotykaniem świata. „To nie tylko dalekie niebezpieczne podróże, to także podróż duchowa i intelektualna w głąb siebie, życie zgodne ze swoimi pragnieniami.” Podobnie wypowiada się Kinga Baranowska. „Bo czym są góry? Tu niżej - przepiękną pasją i bardzo cudownym spędzaniem wolnego czasu, który polecam wszystkim, choćby poprzez klub wysokogórski, w którym działam. W Himalajach – owszem, bardzo ważne są dla nas cele sportowe, o których jednak rzadko się mówi, jeśli nie ma w tym sensacji. Ale te wszystkie rzeczy okołogórskie są równie istotne. Dla wielu ludzi góry to przełamywanie własnych słabości, stawanie się lepszym człowiekiem, pomoc drugiej osobie. Sama idea związania się z kimś drugim liną jest czymś, co świadczy o zaufaniu do drugiej osoby, powierzeniu własnego bezpieczeństwa w czyjeś ręce. O tym się rzadko słyszy, a szkoda, bo to są właśnie fundamentalne motywy ludzi wspinających się w górach.”

W programie "Mam talent" wystąpił kiedyś Łukasz Żelechowski. Podopieczny fundacji Jaśka Meli. Wszedł na Kilimandżaro, potem na Elbrusa, wreszcie na Aconcaguę. Niewidomy. Zachwycił publiczność głębokim barytonem i grą na badurze. To ukraiński instrument, przypominający nieco harfę.  Łukaszowi w drodze na szczyty towarzyszył Piotr Pogon, człowiek, który ze swojego słownika wykreślił „nie da się”. Mimo ciężkiej choroby i trzykrotnego otarcia się o śmierć.

Czemu dziś tak nietypowo? A jest inny sposób, by podziękować tym, którzy zdobywając szczyty inspirowali mających pod górkę, tylko inaczej?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7