Może dlatego...?

xwl

Dobro i zło nie są związane z narodowością, ale z człowieczeństwem lub jego brakiem…

Gdy małym dzieckiem byłem zamiast wieczorynki mieliśmy babcine opowieści. Także wojenne. A że babcia dwie wojny przeżyła, a w swojej pamięci przechowywała pamięć o innych, zaprzeszłych zawirowaniach losu Polski i rodziny, miała co wspominać.

Szłam kiedyś z Zakrzewa do Błonia. Jak to – przerywam – szłam? Czym miałam jechać? Wojna przecież była. Brało się tobołek z najpotrzebniejszymi rzeczami i w drogę. Cztery, pięć dni i byłam na miejscu. Babciu, a gdzie spałaś, co jadłaś? Normalnie, wchodziło się do pierwszej z brzegu chaty i prosiło o wodę, kawałek chleba, nocleg. Choć wojna nie było problemu. Ludziska dzielili się, czym mieli. Pamiętali, że gość w dom, Bóg w dom. Dlatego podróżnych przyjmować…

Może dlatego – zastanawiam się po latach – że łatwiej dzielić się biednemu niż sytemu…

Wiesz, ciągnie innym razem swoją opowieść babcia, w czterdziestym czwartym musieliśmy z Zakrzewa uciekać. Bo przechowywaliśmy w domu kleryka. I ktoś na nas doniósł. Wpadł do sieni Niemiec rządca i zawołał: uciekajcie bo jedzie po was gestapo. Więc jak staliśmy, tak w pole. Kilka dni szliśmy, zanim znaleźliśmy kolejne schronienie. Ten Niemiec był dobrym człowiekiem. Gdyby nie on…

Może dlatego – zastanawiam się po latach – babcia i kleryk przeżyli, gdyż dobro i zło nie są związane z narodowością, ale z człowieczeństwem lub jego brakiem…

We wrześniu 1939 roku ksiądz Ślesiński (to już nie jest opowieść babci) wracał bryczką z Konina do Sompolna. Gdy był w okolicy Kramska Polacy zestrzelili niemiecki samolot. Okoliczna ludność chciała na pilocie dokonać samosądu. Krewki proboszcz wkroczył do akcji. To jeniec wojenny, należy mu się ochrona, trzeba przekazać go wojsku. Kilka miesięcy później kościół w Sompolnie był jedynym czynnym w promieniu stu kilometrów. Do dziś księgi metrykalne z czasu okupacji stanowią największą część parafialnego zbioru.

Może dlatego – zastanawiam się po latach – że nawet wróg szanuje kogoś, kto w obliczu agresji i nienawiści potrafi zachować twarz człowieka…

W ubiegłym roku wspominaliśmy osiemsetlecie spotkania świętego Franciszka z sułtanem Malikiem-al-Kamilem. Święty Bonawentura przekazał potomnym płomienną mowę Biedaczyny z Asyżu. Sułtan miał być  pod jej wrażeniem. Ale – rozszerza tę historię Zofia Kossak-Szczucka – postanowił go przetestować. Do granicy miał odprowadzić Franciszka brat wzięty uprzednio do niewoli. Mógł powędrować z Franciszkiem dalej. Nikt ich nie gonił, nie sprawdzał. Ale Franciszek wiedział, że powrót brata do niewoli jest potwierdzeniem wiarygodności jego słów. Brat wrócił, a sułtan dał Franciszkanom przywilej do dziś przechowywany w Jerozolimie.

Może dlatego – wracam do lektury po latach – że bardziej niż płomienne deklaracje, ludzi przekonuje zgodność tego, co mówimy, z tym, co robimy.

Jest rok 2021. Obrazy przeszłości nakładają się na wydarzenia bieżące. Wiem, potrzebny jest dystans. Czasem o niego trudno. Ale jeśli jest się człowiekiem nie łatwo wyciszyć emocje. Tak było, gdy trafiłem na tekst, opublikowany wczoraj wieczorem na stronie włoskiego Avvenire. Sielanka przeradzająca się dramat. Nello Scavo pisze: „Gdy nadchodzi jesień władze białoruskie przygotowują w Puszczy Białowieskiej dom dla zwiastującego zimę „Dziadka Mroza” i wysyłają dzieci, by szukały słowiańskiego „Świętego Mikołaja”. Nieco dalej inne rodziny doliczyły się już pięciu zgonów. Wszyscy są uchodźcami…”  Autorowi trudno zarzucić brat obiektywizmu. Dobrze przygotowany materiał, opisujący sytuację z perspektywy polskiej i litewskiej granicy, działania polskich organizacji humanitarnych i władz Litwy.

Czytam przerażony i zastanawiam się dlaczego wielu z nas bardziej przekonują prężący – nawet za cenę cierpienia niewinnych – muskuły, niż potwierdzający słowa czynami, zachowujący twarz człowieka bez względu na poplątane okoliczności miejsca i czasu. Być może wielu z nas już dawno uwierzyło, że aby być człowiekiem wystarczy być Polakiem.

Nello Scavo opisał fakty. Nie moralizował. Nie apelował. Nie oceniał. Być może miał nadzieję, że wołanie: „nie mamy już chleba, umieramy”, obudzi w nas najpierw człowieka, później chrześcijanina.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6