Jestem ja i jest Jezus

To takie miejsce, w którym wszystko jest jakby zanurzone w świetle.

Wchodzisz i widzisz Pana Jezusa. Stoi tu wystawiony w monstrancji już 111 lat. Nieprzerwanie. I zawsze ktoś z Nim jest. Zawsze ktoś się przed Nim modli. Każdego dnia i każdej nocy, godzina po godzinie ktoś wpatruje się w biały opłatek otoczony glorią złoceń. I panuje tu cisza, inna niż ta, która wynika z braku dźwięku. Ta bierze się z obecności Boga. Wszystko tu jest nią przesiąknięte.

dziękujemy

Do kościoła sióstr klarysek od Wieczystej Adoracji w Kętach wchodzi się wprost z ulicy. I w ciągu dnia zawsze są ludzie, którzy wstępują tu na modlitwę. Ale nawet jeśli nie ma nikogo takiego, możemy mieć pewność, że z drugiej strony ołtarza klęczą przed Jezusem zakonnice w brązowych habitach. Nie widać ich, ale czasem je słychać. „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim” – zza ołtarza rozbrzmiewają łagodne głosy. To znak, że zaczęła się kolejna „zmiana”. – Ta adoracja wyróżnia nas spośród wielu innych zakonów, również klauzurowych. Adorujemy Najświętszy Sakrament wieczyście, to jest charakterystyczny rys naszego zakonu – uśmiecha się zza krat rozmównicy s. Bonawentura. – Są też benedyktynki sakramentki czy służebnice Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji. One również adorują, ale raczej w duchu wynagrodzenia. Natomiast u nas jest położony nacisk na dziękczynienie – dopowiada siedząca obok s. Rafaela. – Można powiedzieć, że my tak dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy 24 godziny na dobę – śmieje się.

Dziękczynny charakter modlitwy podkreśla hymn Magnificat, który rozpoczyna każdą godzinę adoracji. Później następuje krótka modlitwa przeproszenia, a po niej akt uwielbienia Boga w Trójcy Świętej. A potem zapada pełne treści milczenie. I płyną modlitwy pełne wdzięczności, ale też ciężkie od intencji, które nadsyłają ludzie. Nieraz przychodzą osobiście, żeby powiedzieć: „Siostry, dobrze, że jesteście”. Albo: „O jak wspaniale, że możemy poprosić o modlitwę”.

– Czujemy, że te osoby nam ufają. Nieraz mówią nam najskrytsze rzeczy, które ich bolą. Dzieci nie żyją jak trzeba, matka się martwi. Nie poskarży się komuś z rodziny, ale siostrze zakonnej powie. Często ludzie też dzwonią. Ktoś chce coś krótko powiedzieć, ale się otwiera i ta rozmowa trwa 45 minut albo dłużej – opowiada s. Rafaela.

Siostro, źle się czuję

Na adres klasztoru płyną tysiące mejli, dziennie po kilkadziesiąt. Często o bardzo dramatycznej treści. Ludzie proszą o cud. Ktoś dowiedział się o ciężkiej chorobie swojego dziecka, ktoś inny został bez środków do życia, jeszcze ktoś jest przerażony własnym stanem zdrowia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9