Poznajcie Nereusza

– Po co ta Msza? Bezsens. Mama mi pozwala nie chodzić – mówili niektórzy młodzi, idąc przez Jurę. A jednak gdy ksiądz zaproponował spowiedź, stało się coś nieoczekiwanego. Ludzie z rudzkiego stowarzyszenia mówią, jak Bóg od 20 lat u nich działa.

Troje oazowiczów w 1999 r. poczuło pragnienie, żeby pracować zawodowo zgodnie z tym, w co wierzą – i robić coś dobrego. Poświęcili czas kilkunastu dzieciom z Rudy Śląskiej, które potrzebowały opieki. W każdą sobotę w salkach parafii Bożego Narodzenia na Halembie razem jedli śniadanie, bawili się, odrabiali lekcje. Dzieci przebywały z dorosłymi i chłonęły dobre wzorce. Po kilku miesiącach ówczesny wikary, ksiądz Waldemar Pawlik, stwierdził: „Soboty to za mało, tym dzieciom potrzebna jest pomoc codziennie”. W ten sposób powstało Stowarzyszenie św. Filipa Nereusza. Dziś świętuje 20-lecie.

To niesamowite, że w tym czasie „Nereusz” zaczął pomagać na taką skalę. Było troje pracowników, teraz jest aż 41 na etatach i 35 na innych umowach. Do tego setki wolontariuszy, w tym 20 stałych. – Jestem przekonany, że ten rozwój dokonał się dzięki Panu Bogu, natchnieniom Ducha Świętego i opiece św. Filipa Nereusza – naszego patrona. Jesteśmy szczęśliwi – mówi ks. Piotr Wenzel, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli na Wirku i od 18 lat kapelan stowarzyszenia.

15-letni ateiści

– Taki rozwój, otwarcie się na łaskę Bożą i dzielenie się nią w mojej ocenie były możliwe, bo spotkania zarządu, koordynatorów projektów i zespołów pracowników zawsze zaczynają się od modlitwy. Dowodzi to, że świadome łączenie życia zawodowego z Bogiem zawsze przynosi niezwykłe owoce! – stwierdza kapelan. Jakie? Choćby ludzie przyprowadzani przez świeckich do spowiedzi. Chodzi już nie tylko o dzieci. Dzisiaj rudzki „Nereusz” ma pod opieką też 90 młodych, 120 seniorów, 70 rodzin oraz setkę ubogich i bezdomnych. – Duża część mojej młodzieży to są zdeklarowani „ateiści”, mówią, że „nie ma Boga”, nie chodzą do kościoła. Potem jedziemy razem na rekolekcje i nikt im tam nie wypomina, że przecież wcześniej mówili, że są ateistami... – mówi Dariusz Kowalski, kierownik klubów młodzieżowych w „Nereuszu”. – Pan Bóg też nie działa nachalnie. Daje czas – dodaje.

Kiedyś Dariusz był z młodymi na obozie na Jurze. – W niedzielę chcieliśmy im zaproponować Mszę Świętą. Mamy zasadę, że nawet gdy ktoś bardzo nie chce, to mówimy mu: „Zostań, siądź gdzieś z tyłu. Jak moi przyjaciele by mnie poprosili, żebym poszedł z nimi do synagogi, tobym nałożył jarmułkę i poszedł”. Namawiamy ich do bycia razem ze względu na solidarność – mówi.

Do miejsca sprawowania Eucharystii szli przez kilka kilometrów, czasem przedzierając się przez krzaki. Wśród młodych narastało niezadowolenie, bo można było ten czas wykorzystać na przykład na grę w siatkówkę... – Szedłem z przodu tej grupy i słyszałem rozmowy niektórych młodych: „Po co ta Msza? Bezsens. Moja mama mi pozwala nie chodzić, a oni mnie zmuszają”. Mówię: „Święty Filipie, zrób z tego coś dobrego, bo ksiądz zostanie zbojkotowany!”. Doszli na miejsce, pod skałę Okiennik. Napięcie wciąż rosło. – Myślę: „Zaczynajmy już tę Mszę... Miejmy to za sobą” – śmieje się Darek. – A ksiądz nagle mówi: „A może by ktoś chciał pójść do spowiedzi? To jest fajna okazja, macie obóz, pewnie wielu z was dawno nie było w spowiedzi”. To była prawda, bo wielu z nich nie było w konfesjonale bardzo, bardzo długo. Proszę sobie wyobrazić, że Msza zaczęła się ponad godzinę później, bo ponad 30 chłopaków i dziewcząt się wyspowiadało. Śpiewali, modlili się. A kiedy wracali, mówili: „Doświadczyliśmy czegoś dobrego. Dawno nie byłem w spowiedzi”. Pan Bóg działa. Ważne, żebyśmy przekazywali wiarę w duchu miłości i wolności – podkreśla.

Cygarety w ognisku

„Nereusz” pomaga też ludziom skrajnie ubogim. Ciekawe, że i tutaj wiedza oraz doświadczenie zawodowe nieraz ustępują przed rozeznaniem duchowym. – Czasem nam się wydaje, że komuś pomoc już się nie należy, bo pięć razy pomogliśmy i pięć razy ta osoba wracała do punktu wyjścia. Że zmarnowała swoją szansę, a my posiadane środki powinniśmy przeznaczyć na pomoc komu innemu – mówi Alina Szulirz. – Ksiądz komentuje wtedy: „A Pan Jezus mówił tak... A papież Franciszek mówi tak... A wy jak się chcecie zachować? Trzeba pomóc jeszcze raz”. To jest niesamowite, ale wtedy okazuje się, że właśnie za tym szóstym razem ten człowiek się dźwiga! Nam bardzo potrzebni są księża – dodaje.

Choć w „Nereuszu” pracują profesjonaliści – ludzie z wykształceniem pedagogicznym i psychologicznym – to jednak bez Boga ani rusz. – Mam takie doświadczenie, że Pan Jezus w czasie adoracji czasem czyni więcej niż specjalista przez lata – mówi Alina Szulirz. I jeszcze jedna ważna dla „Nereusza” sprawa: świadectwo. Darek Kowalski pojechał kiedyś do Srebrnej Góry z grupą młodych, w której było wielu nieletnich odebranych rodzicom. Już na postoju w Gliwicach za toaletą unosiły się kłęby dymu z papierosów... W czasie interwencji wychowawców o mało nie doszło do szarpaniny. Jeden z 16-letnich chłopaków z agresją rzucił: „Pan pewnie wcale nie kurzy! Pan nie wie, jak to jest nie kurzyć, jak ktoś jest nałogowcem!”.

– Mnie przytkało, ale wtedy Marcin, nasz ratownik medyczny, powiedział: „Ja palę na co dzień, ale obiecałem Darkowi – kierownikowi, że na obozie nie będzie palenia”. Wtedy z kolei tych chłopaków zatkało. Na obozie ratownik Marcin spotykał się z chłopakami i mówił: „Jo mom rano takie ssanie – jo by zakurzył, ale nie zakurza”. A oni: „Rozumiymy pana. Trzymiymy sie. Spróbujymy”. Pewnego dnia Marcin pojechał do szpitala z podopiecznym, który doznał urazu. Ratownicy w tym szpitalu palili... Miał wielką pokusę, żeby poprosić o papierosa, ale ją opanował – bo gdyby zapalił, to okłamałby tę młodzież. Młodzi jego postawę wyczuwali. – Oni się z Marcinem rozumieli, bo byli z tego samego świata palaczy. Dzięki temu, że ratownik konsekwentnie nie palił przez te dwa tygodnie, oni też wytrzymali. Przynieśli nawet swoje zapasy papierosów i spalili je w ognisku – wspomina Darek.

Na zakończenie obozu wychowawcy powiedzieli młodym: „Nawet jeśli w domu wrócisz do palenia, to masz doświadczenie, że udało ci się uszanować wartości. Jak będziesz w kryzysie, przypomnij sobie, że dwa tygodnie wytrzymałeś, że masz szansę wyjść z różnych dołków, czy to będą papierosy, czy inne sprawy”. – Młodzi zobaczyli, że są ludzie, którzy żyją wartościami na serio. Którzy nie mówią: „Jak chcecie kurzyć, to się schowajcie, bylebyśmy was nie widzieli”. Postawa jest ważniejsza niż słowa – ocenia Dariusz Kowalski.

– Jeśli ktoś chce dołączyć do „Nereusza” przez modlitwę, wsparcie materialne albo pomoc raz w roku, raz w miesiącu, raz w tygodniu, niech wyśle nam list na biuro@nereusz.pl albo zadzwoni na 32 244 56 29. Wtedy kolejne 20 lat będziemy pomagać z Bogiem, św. Filipem i z tymi, którzy chcą się włączyć w to katolickie stowarzyszenie – mówi ks. Piotr Wenzel.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9