Wszystko o Duchu Świętym

Symbolem najczęściej spotykanym jest gołębica. Taki bowiem symbol wybrał sobie sam Duch Święty, kiedy pojawił się nad Chrystusem w rzece Jordan.

Jakby uderzenie gwałtownego wichru

Magdalena Koc

Gdyby móc choć przez chwilę wyobrazić sobie jak to było... Wieczernik, w nim Dwunastu (Judasza zastąpił nowo wybrany Maciej) i Matka Jezusa.

”A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24,21). Pewnie przeżywali rozczarowanie i smutek. Tym większy, że porzucili wszystko, poszli za Jezusem. Tymczasem nic nie zostało z niedawnej Jego chwały. Zamiast spodziewanego triumfu Mistrza - Jego haniebna śmierć. A potem jeszcze to niezrozumiałe wydarzenie: zmartwychwstanie. Nie mogli mu odmówić realności, przecież widzieli Zmartwychwstałego na własne oczy. Ale jak się z tym uporać, jak to ogarnąć, połączyć w sensowną całość?

Otworzyli drzwi i wyszli

Święty Łukasz, opowiadając o przyjściu Ducha Świętego, pisze, że ukazały się ”jakby języki ognia”. Jest to zatem porównanie, z natury rzeczy niedoskonałe. Co w rzeczywistości zobaczyli Apostołowie, pozostanie ich tajemnicą. Jednak najistotniejsze jest nie to, co na zewnątrz towarzyszyło zstąpieniu zapowiedzianego Pocieszyciela, lecz przemiana, jakiej owo przyjście dokonało w uczniach Jezusa.

Otworzyli drzwi i wyszli. Do tej pory zamykający się trwożliwie, opłakujący zawiedzione nadzieje, wyszli na zewnątrz, mówiąc głośno o dziełach Bożych całemu światu, w całej wielości jego języków. Zdumiewająca metamorfoza, aż trudno uwierzyć, że to mogli być ci sami ludzie. Obrazu dopełnia stanowcze i odważne wystąpienie Piotra - tego samego, który wcześniej po trzykroć zaparł się Jezusa. Teraz Piotr w jasny sposób opowiada o Jezusie jako Mesjaszu i wypełnieniu proroctw starotestamentowych.

Istotę tej przemiany bardzo trafnie ujął wielki teolog XX wieku - Romano Guardini. Zauważył, że za życia Jezusa Apostołowie pojmowali Jego słowa przez pryzmat swojego starotestamentowego sposobu myślenia. Przyjmowali Go za Mistrza, jednak był On zawsze ”przed”, ”ponad” nimi, a oni pozostawali w jakimś oddaleniu od Niego i Jego słów. Kiedy zstąpił na nich Duch, dokonała się tajemnicza ”zmiana miejsca”: od tej pory, gdy Apostołowie mówią o Jezusie, On nie jest ”przed” nimi, lecz ”w” nich. Gdy oni mówią, mówi On, w najdosłowniejszym sensie. Dlatego też już pierwsza mowa Piotra odniosła piorunujący skutek - ludzie natychmiast nawracali się, przyjmowali chrzest i zmieniali swoje życie.

Ręka Boga

Gdyby nie Duch Święty, nic byśmy prawdopodobnie nie wiedzieli o Jezusie, o tym, że ”Bóg wypełnił, co był przyrzekł ojcom naszym”. Apostołowie być może po jakimś czasie wróciliby do zajęć, jakie zwykli wykonywać, zanim spotkali Jezusa, a my nie mielibyśmy dostępu do wydarzeń zbawczych. Bóg jednak doskonale zaplanował i przeprowadził swoje pełne miłości zamiary względem nas. W Jezusie rozpoczął, a w Duchu Świętym dopełnia dzieła naszego zbawienia.

Prawdę tę głęboko kontemplowali Ojcowie Kościoła i jest ona żywo obecna w ich pismach. Św. Ireneusz Syna i Ducha nazywa rękami Ojca. Twierdzi, że jak pierwszą ręką - Synem - Ojciec stwarza człowieka i zbawia go, tak drugą ręką - czyli Duchem Świętym - uświęca go i przebóstwia, nieustannie modelując na kształt i wzór Chrystusa. Duch jest sprawcą ”nowego stworzenia” (2 Kor 5,17) - zamieszkuje w człowieku, usynawia go, co oznacza, że czyni go synem Bożym i kształtuje w nim Chrystusa. W wyniku tego zamieszkiwania cały człowiek, nawet jego ciało, staje się żywą świątynią Ducha.

Dzięki Duchowi dokonuje się przedziwne, ale rzeczywiste ”uwewnętrznienie” Chrystusa w człowieku. Przez łaskę Duch daje nam to synostwo, które Syn Boży ma z natury. Chrystus przez wcielenie i odkupienie potencjalnie przebóstwił całą naturę ludzką. Zadaniem zaś Ducha Świętego jest przeprowadzenie każdego człowieka z osobna do przebóstwienia konkretnego, dotyczącego człowieka jako jednostki.

Mądrość Ojców Kościoła widziała w zesłaniu Ducha Świętego nie tylko kontynuację Wcielenia i jego dopełnienie, ale także odrębne wydarzenie zbawcze, koronujące historię zbawienia. Choć trudno to sobie wyobrazić (bo przyzwyczajeni jesteśmy do stawiania Chrystusa w centrum), to nazywali Jezusa ”Wielkim Poprzednikiem Ducha Świętego”. Bez Niego bowiem realizacja Bożych planów jak gdyby stanęła w pół drogi, a Wcielenie i Odkupienie byłyby podobne do drzewa, które zakwitło, a nie wydało owoców.

Przyjście Ducha Świętego to wypełnienie obietnicy Jezusa: ”A oto Ja jestem z wami, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Duch jest niewidzialny, pozostaje w ukryciu, działa jak wicher. W swoim działaniu nie objawia samego siebie, lecz Chrystusa, bo jest Miłością, a miłość zawsze jest nastawiona na drugiego. Papież Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem mówi, że Duch Święty jest wymianą wzajemnej miłości pomiędzy Osobami Boskimi; przez Niego Bóg bytuje ”na sposób” daru. Duch Święty jest Osobą-Miłością, Osobą-Darem. Miłość między Bogiem Ojcem i Bogiem Synem jest tak silna i intensywna, że sama jest Osobą.

Owa miłość, skoro niewidzialna ”rozlana jest w sercach naszych - właśnie (M. K.) - przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). Cokolwiek dobrego jest w nas, możemy być pewni - pochodzi od Ducha Świętego. Św. Paweł (1Kor 12,3) stwierdza, że bez pomocy Ducha Świętego nikt nie może nawet powiedzieć ”Panem jest Jezus”. Jego działanie odkryć można w najprostszych gestach codziennej dobroci, w przeciwieństwie do wydarzeń zielonoświątkowych - zupełnie niespektakularnych.

Nadprzyrodzona organizacja miłości

Tamto wydarzenie sprzed około dwóch tysięcy lat nie miało precedensu ani powtórzenia, było jedyne w swoim rodzaju. Dało początek Kościołowi, który - jak to określa wspomniany już Guardini - jest istotą żywą. W dzień Pięćdziesiątnicy Apostołowie przemówili w obcych językach, głosząc zbawienie w Jezusie całemu światu. Św. Augustyn tłumaczy to jako znak uniwersalnego posłania Kościoła na cały świat, do wszystkich ludów i narodów; zapowiedź tego, co dzieje się z ogromną dynamiką w czasie całej historii Kościoła: przepowiadania Dobrej Nowiny wszystkim ludziom, do których tylko da się dotrzeć. W zalążku więc, w małym ”ziarnie” złożonym z Dwunastu, już był obecny Kościół, jakim go znamy i widzimy teraz. Jako żywy organizm rozwijał się, rósł i zmieniał. Nie jest to proces zakończony i będzie trwał do momentu, gdy nadejdzie ”niebo nowe i ziemia nowa” (Ap 21,1).

Dopóki to się nie stanie, Bóg szuka sposobu, by dotrzeć do człowieka ze swoją niedotykalną miłością. Posługuje się w tym celu ludzkim sercem, ludzką miłością. Kardynał Wyszyński mówił o Kościele, że jest on nadprzyrodzoną organizacją miłości. Powołany jest do tego, by ludziom miłość głosić, a przede wszystkim, by ją czynić. Tu obecny jest bowiem Duch Jezusa, który nas do tej miłości uzdalnia. To dzięki Niemu, tak jak w dzień Zesłania, rozumieć możemy język każdego człowieka, bo w miłości komunikacja odbywa się na poziomie serca, nie samych słów.

«« | « | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6