wiara.pl

kościół

Instytucja

Ludzie

Powołanie

Działalność

Miejsca

Rozmaitości

Kontakt

Transseksualizm a prawo kanoniczne

dodane 2009-07-01 10:42

Piotr Podgórski

Za zgodą autora i wydawcy publikujemy fragment wydanej niedawno przez Księgarnię św. Jacka książki omawiającej problem transseksualizmu "Znudziłem się Bogu w połowie".

Transseksualizm a prawo kanoniczne   Księgarnia św. Jacka, 2009
Prawo kanoniczne podchodzi do zagadnienia transseksualizmu głównie z punktu widzenia zgody na zawarcie małżeństwa [230]. Transseksualizm sam w sobie nie godzi bowiem w jakiekolwiek przepisy tegoż prawa. Nie jest on także grzechem.

Zanim przejdę do omówienia meritum sprawy, przedstawię pokrótce sposób, w jaki doktryna kanoniczna podchodzi do problematyki transseksualizmu.

1.1. Przesłanki antropologiczne

Nie sposób przemilczeć przy tej okazji zagadnienia płciowości człowieka. Temat ten traktowany jest niezwykle poważnie, nie tylko wśród przedstawicieli świata medycyny (o czym miałem przyjemność pisać w części pierwszej), ale także (a może nawet i bardziej) przez wybitnych kanonistów i teologów. Stąd, przy okazji omawiania transseksualizmu, wysuwany jest on przez nich na plan pierwszy.

Ludzka płciowość jest darem Boga [231]. Ogarnia ona osobowość całego człowieka, wnika zarówno w jego sferę fizyczną, psychiczną, jak i duchową [232]. Stwierdza to jasno Kongregacja Nauki Wiary w deklaracji Persona humana z dn. 29.12.1975 r., gdzie czytamy: „Osoba ludzka, zdaniem współczesnych uczonych, jest tak dogłębnie przeniknięta płciowością, że należy ją uznać za jeden z głównych czynników kształtujących życie człowieka. Rzeczywiście, z płci wynikają cechy charakterystyczne, które w dziedzinie biologii, psychologii i duchowości czynią osobę mężczyzną i kobietą” [233]. Podobne stanowisko zawarte zostało w adhortacji apostolskiej Jana Pawła II: „(…) płciowość, poprzez którą mężczyzna i kobieta oddają się wzajemnie we właściwych i wyłącznych aktach małżeńskich, nie jest bynajmniej zjawiskiem czysto biologicznym, lecz dotyczy samej wewnętrznej istoty osoby ludzkiej jako takiej” [234]. Stąd dla J. Hubera płciowość wyciska swoiste znamię na egzystencji człowieka, w którym przenika się ciało z duszą [235].

1.2. Przesłanki biologiczne

Czytelnik może zarzucić mi w tym miejscu zbędne powtórzenia, z racji iż o powyższym była szeroko mowa w części pierwszej. Uważam jednak, że prawo kanoniczne kładzie nacisk na inne „czynniki”, aniżeli czyni to medycyna i z tego właśnie powodu uważam za konieczne krótkie zobrazowanie tego tematu.

J. Huber [236] wymienia następujące fazy różnicowania płciowego:

1. Zróżnicowanie chromosomalne (genetyczne). Jest ono obiektywnym skutkiem zapłodnienia. Nie wdając się w szczegółowe opisy, człowiek we wszystkich komórkach ciała ma po 46 chromosomów, tzn. po 23 pary, z których 22 są identyczne dla osobników obojga płci. Ostatnia, 23 para decyduje zaś o dyferencji płciowej – u mężczyzny składa się z chromosomów typu XY, natomiast u kobiety z chromosomów XX [237].

W chwili poczęcia stajemy się zatem – zdaniem J. Hubera – w sposób nieodwracalny mężczyzną lub kobietą. Nowonarodzone dziecko nie może wybrać sobie płci. Ukształtowała się ona (płeć chromosomalna) w fazie zapłodnienia i decyduje o dalszym rozwoju ludzkiej płciowości w innych sferach [238].
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

Wykop

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 2 | Dodaj swój komentarz »

Śledzenie dyskusji...

Najwyżej oceniane:

Ocena: 5 Głosów: 7 osoba transseksualna 2010-07-05 23:55
Niezalogowany użytkownik Problem kościoła katolickiego tkwi w tym iż choć nauka o problemie identyfikacji płci (Transseksualizm) jest dość młoda,to kościół stara się to zagadnienie sprowadzić w tryb myślenia średnio-wiecznego!
Nie bierze pod uwagę nowoczesnej medycyny oraz związanej z nią psychiatrii i psychologii,które w oczywisty sposób traktują o tym zaburzeniu,niestety z przykrością stwierdzam iż zatem według kkk genetyczna kobieta lub mężczyzna którzy z powodu jakiegoś zaburzenia chorobowego nie mogą mieć potomstwa również te osoby powinny być odsunięte od możliwości pobrania sakramentu małżeństwa!Absurd!Czy namiestnicy kościoła nie mają sumienia,litości, nie mogą zrozumieć takich osób?Ich problemów?Kiedy kościół zrozumie ze nie w genitaliach ukryta jest seksualność człowieka tylko w mózgu człowieka?Nauka i medycyna już to udowodniła!
Wystarczy nadmienić choćby osobę sparaliżowaną od pasa w dół-nie czuje fizycznego popędu płciowego,ale popęd płciowy przeżywany w snach,myślach-wskazuje to jednoznacznie iż płeć,popęd płciowy i związane z nim przeżycia są ukryte właśnie w mózgu!
Mam nadzieję iż jako Katoliczka,chsześcijanka osoba transseksualna doczekam się MĄDROŚCI ze strony władz kościelnych które kiedyś zgodzą się z wiedzą jaką medycyna i nauka juz dziś chociażby posiada-jak już z historii wiadomo czasem kościół potrafi to uczynić,bo wszyscy doskonale wiemy!A to BÓG jest MIŁOŚCIĄ.
Pozdrawiam wszystkich.
Ocena: 4 Głosów: 4 Natalia 2010-08-21 20:50
Niezalogowany użytkownik Cóż, nie jest to pierwszy tekst o próbie ulokowania transseksualizmu i osób transseksualnych w kontekście prawa kanonicznego, który czytałam. Ten jednak jest dość przyjazny, choć nic nowego nie wnosi w sytuację osób transseksualnych. I nie jest to bynajmniej kwestia braku najnowszych badań – bo te są dostępne, jak na przykład opis badań nad budową mózgu u osób transseksualnych typu m/k przy pomocy rezonansu magnetycznego (MRI), który wykrył inne ukształtowanie mózgu niż u mężczyzn nie mających problemu z identyfikacją płciową. To, co ciągle mnie zaskakuje, to powoływanie się na stare źródła (lata 80-te, 90-te czy nawet z przełomu wieku), po lekturze których ma się wrażenie, że ich autorzy nigdy nie mieli kontaktu z osobami transseksualnymi, a ich stwierdzenia to czysta teoria pozbawiająca do tego osoby transseksualne zwyczajnej, ludzkiej godności. Zatem, jeśli już u podstaw rozważań leżą błędne, nieaktualne, a niekiedy stronnicze założenia, to siłą rzeczy konkluzje również będą nieprawdziwe.

Pytając o osoby transseksualne w Kościele – Kościół najpierw powinien sam sobie postawić pytanie: czy i na ile chce zmienić swoje myślenie o człowieku, że oprócz aktu stwórczego dającego życie, a do momentu narodzin jest jeszcze dziewięć miesięcy podczas których, między innymi kształtuje się nie tylko płeć biologiczna, ale także płeć psychologiczna, że człowiek, to nie tylko fizyczność, ale także (albo przede wszystkim) jego psyche.

Władza kościelna na przestrzeni wieków wielokrotnie już zmieniał zdanie (prawo!) w różnych kwestiach, więc wierzę, że i w tej sprawie będzie potrafiła pochylić się nad osobami transseksualnymi z całą wrażliwością o której mówi.

To, że czasem trudno jest zrozumieć zjawisko transseksualizmu nie oznacza, że już na starcie należy dyskwalifikować osoby transseksualne. Kryteria prawne, które powinni spełniać
„nie-transseksualni” małżonkowie dawno dla wielu par znalazło się poza „zasięgiem”, a jednak Kościół błogosławi się ich małżeństwom. Czy zatem postawa taka jest uczciwa wobec… prawa? Może więc czas, aby hierarchowie pochylili się nad prawem i przy okazji nie zapomnieli o osobach transseksualnych, które są takimi samymi kobietami i mężczyznami jak inni… no może w wyjątkiem takim, że własną płeć przeżywają intensywniej i wyjątkowo świadomie.

wszystkie komentarze >