Abp Popowicz: nie pytamy o wyznanie, pomagamy wszystkim

Bez pomocy lokalnych struktur Kościoła rzymskokatolickiego w tej nowej rzeczywistości, nie moglibyśmy zrobić wiele – przyznaje abp Eugeniusz Popowicz, zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego w Polsce.

Tomasz Królak (KAI): Do Polski przybyło już ponad 2,5 miliona uchodźców z Ukrainy, a większość z nich u nas pozostaje. To nowe wyzwanie dla całego społeczeństwa, które okazało przybyszom niebywałą gościnność, ale także dla Kościoła greckokatolickiego w Polsce…

Abp Eugeniusz Popowicz: – Kiedy 24 lutego na Ukrainę spadły pierwsze rosyjskie bomby i zaczął się exodus ludności cywilnej, przede wszystkim kobiet, dzieci i osób starszych, nikt nie mógł przewidzieć, że liczba uciekinierów wojennych osiągnie takie rozmiary. Tak, do Polski przyjechało ponad dwa i pół miliona osób, ale nie możemy zapomnieć, że również do krajów sąsiadujących z Ukrainą wyjechała spora grupa osób. Do tego należy dodać tych, którzy opuścili swoje rodzinne miejscowości, szczególnie na wschodzie Ukrainy, i zatrzymali się w jej zachodnich regionach.

Mamy do czynienia z niewyobrażalną, sięgającą kilku milionów tragedią ludzi, którzy uciekając przed barbarzyństwem rosyjskich wojsk, zostawili wszystko, cały swój świat, i udali się na tułaczkę, ażeby uchronić życie swoje i życie tych najsłabszych, to znaczy dzieci. Jak mówią eksperci, jest to największy kryzys humanitarny w Europie po II wojnie światowej, kryzys wywołany przez imperialne ambicje Putina, jego nienawiści do wszystkiego, co jest ukraińskie, jak również ideologii tzw. „rosyjskiego miru”, za którą stoi lider rosyjskiego prawosławia Patriarcha Cyryl, którego cyniczne wypowiedzi napędzają spiralę nienawiści.

Bogu dzięki, iż w tej okrutnej i niesprawiedliwej wojnie Ukraina nie pozostała sama; że ci, którzy musieli opuścić swoje domostwa, znaleźli wsparcie u swoich sąsiadów, przede wszystkim w Polsce, która otworzyła swoje granice, domy i serca dla ukraińskich kobiet, dzieci, starców i wszystkich innych, którzy u nas znaleźli schronienie.

W historii wzajemnych relacji polsko-ukraińskich stała się rzecz niesamowita, której nawet najwięksi prorocy czy wizjonerzy nie byli w stanie przewidzieć! Na moje niejednokrotne pytania stawiane osobom pomagającym Ukraińcom w Polsce, dlaczego to robią, słyszę tą samą odpowiedź: „A czy można milczeć i udawać, że nie widzi się tragedii waszego narodu, który niewinnie cierpi?”. Pomoc Ukraińcom w Polsce płynie zewsząd, z dużych i małych miast, pomagają wolontariusze, instytucje państwowe i kościelne, ale przede wszystkim zwyczajni ludzie. Oczywiście, że w akację pomocy włączyli się również Ukraińcy – obywatele Polski, dla których ból i cierpienie braci i sióstr z Ukrainy jest również naszym cierpieniem.

Ja rezyduję w Przemyślu, mieście granicznym, które na co dzień jest świadkiem tej wielkiej tragedii, która naznacza swoim piętnem niewinnych ludzi, i widzę, jak cały Przemyśl, w tym moi wierni, a więc grekokatolicy, niosą pomoc uchodźcom wojennym. Żeby zrozumieć tragedię tych ludzi, trzeba być z nimi na dworcu kolejowym czy w Centrum Pomocy Humanitarnej, dokąd trafiają po przekroczeniu granicy. Są to obrazy, które ciężko opisać, zrozumieć. Pierwszą rzeczą, o którą proszą prawie wszyscy, to nie jedzenie czy odzież, ale możliwość odpoczynku, wytchnienia…. Najbardziej wkuwa się w pamięć obraz małych, smutnych dzieci wtulonych w ramiona swoich zatroskanych mam! A więc pierwszym i zasadniczym obowiązkiem nas wszystkich, w tym wiernych, duchowieństwa i całego Kościoła greckokatolickiego, jest zapewnienie tym ludziom poczucia bezpieczeństwa poprzez naszą obecność, życzliwość i pomoc w dotarciu do miejsc, które oferują naszym uciekinierom dach nad głową.

Większość osób wjeżdżających do Polski, szuka możliwości zamieszkania w dużych miastach, gdzie już przebywa duża grupa Ukraińców, która osiedliła się w Polsce przed wybuchem wojny. Akurat w tych ośrodkach istnieją już struktury parafialne i ośrodki duszpasterskie, które w miarę swoich możliwości niosą pomoc uchodźcom.

Podsumowując: na dzień dzisiejszy każda parafia greckokatolicka w Polsce, usytuowana w dużym mieście czy na wsi, stała się jednocześnie takim lokalnym „centrum pomocy uchodźcom”, gdzie każdy, kto zapuka do drzwi parafii, otrzyma niezbędną pomoc, tak w wymiarze materialnym, jak i duchowym. Wierni sami się organizują, nie czekają na żadne dyrektywy czy rozporządzenia i wychodzą na spotkanie tym, których wojna wygnała z domu. Oczywiście, mamy świadomość, że nasza pomoc nie dociera do wszystkich, bo nie wszędzie mamy własne struktury kościelne i nasze możliwości są ograniczone. Przy takiej liczbie uchodźców nikt tak naprawdę nie jest w stanie samodzielnie pomóc potrzebującym. Stąd wypływa konieczność zaangażowania wszystkich sił i struktur w Polsce, ażeby pomóc każdemu, kto w naszym domu pragnie zamieszkać.

Mimo wojny przygotowujemy się do Świąt Wielkanocnych, tych według kalendarza gregoriańskiego,jak i juliańskiego. W tym roku mamy tyko jeden tydzień różnicy w dacie świąt wielkanocnych i już dzisiaj urywają się telefony do wszystkich naszych parafii i kurii od osób prywatnych i różnych instytucji niosących pomoc uchodźcom z prośbą, ażeby w święta wielkanocne w tych różnych ośrodkach rozsianych po całej Polsce był obecny nasz kapłan, który pobłogosławi potrawy paschalne i pomodli się z wiernymi. Dla nich bowiem, bez względu na wyznanie, udział w modlitwie wielkanocnej i pobłogosławienie pokarmów wielkanocnych jest rzeczą świętą. Niestety, nie wszędzie będziemy mogli być obecni…

KAI: Jakie wyzwania dla Kościoła greckokatolickiego w Polsce stwarza ta fala ukraińskich uchodźców? Co jest obecnie najważniejsze?

– Jednym z największym wyzwań jest dotarcie do w miarę jak największej liczby uchodźców wojennych w Polsce. Ale żeby to uczynić, potrzebujemy wsparcia, przede wszystkim w uformowanych już kapłanach, którzy byliby wstanie podjąć to wyzwanie. Ale niestety na dzień dzisiejszy możemy tylko liczyć na własne siły, bowiem duchowni z Ukrainy, którzy mogliby przyjechać do nas z pomocą duszpasterską, nie mogą przekroczyć granicy poprzez wprowadzeniu prawa wojennego, które ogranicza wyjazd z Ukrainy dla mężczyzn w wieku 18-60 lat, co zresztą jest całkowicie zrozumiałe w obliczu rosyjskiej agresji.

KAI: Czy wobec tego tworzycie jakąś strategię w tym zakresie tak, by jednak objąć posługą wszystkich potrzebujących? Trzeba też pamiętać, że uchodźców wciąż przybywa…

– Żaden Kościół, tym bardziej mniejszościowy, nie jest wstanie tak od razu sprostać tej nowej rzeczywistości, w której się znalazł! W tej chwili jesteśmy na etapie „wędrówki ludów”. Bowiem bardzo dużo osób spośród uchodźców szuka swego miejsca w Polsce, co związane jest przede wszystkim z możliwością znalezienia pracy, jako takiego lokum i przede wszystkim bezpiecznego miejsca dla swoich dzieci. Jeżeli weźmiemy pod uwagę , iż większość osób, które w ostatnim miesiącu przybyły do Polski, to kobiety, dzieci i osoby starsze, to problem tylko się nawarstwia.

Jak już wspominałem, większość uchodźców szuka miejsca do życia w dużych aglomeracjach miejskich. Akurat w tych miejscach w metropolii, która składa się z trzech eparchii i obejmuje swoim zasięgiem całą Polskę, mamy rozbudowane na dosyć dobrym poziomie struktury parafialne i ośrodki duszpasterskie, które już dzisiaj niosą posługę duszpasterską nowym wiernym. Ale również na mapie Polski mamy białe plamy, gdzie dotychczas nie były tworzone parafie czy ośrodki duszpasterskie, bo do tej pory nie było takiej potrzeby. Przykładem są ośrodki turystyczne, takie jak Rabka i Zakopane czy inne miejscowości, gdzie raptem osiedlono tysiące uchodźców, do których należałoby pójść z posługą duszpasterską, ale niestety nie mamy kogo posłać! Co do strategii, to powiem krótko, każdy z naszych biskupów objeżdża swoje eparchie i realnie ocenia, jakie są potrzeby, co można zrobić i jak zaradzić potrzebom duchowym wiernych, którzy o to proszą. Musimy zrozumieć również, że nie wszystkie osoby przybyłe w ostatnim okresie z Ukrainy są grekokatolikami, prawosławnymi czy łacinnikami. Gros z tych osób to wyznawcy innych religii i osoby obojętne religijnie. Na pewno tam, gdzie będzie taka potrzeba i będzie kogo posłać, będą tworzone nowe ośrodku duszpasterskie.

KAI: Czy i jak mogą pomóc w tym zakresie biskupi i proboszczowie rzymskokatoliccy?

– Prawdę mówiąc, bez pomocy lokalnych struktur Kościoła rzymskokatolickiego, tak na poziomie diecezji jak i parafii, w tej nowej rzeczywistości nie moglibyśmy zrobić wiele. Bo tam, gdzie jest taka potrzeba duszpasterska, każdy z biskupów Kościoła rzymskokatolickiego daje nam możliwość organizowania własnego duszpasterstwa z wykorzystaniem świątyń i kaplic miejscowych parafii. Często na moją prośbę skierowaną do miejscowego biskupa o możliwość sprawowania liturgii greckokatolickiej dla nowych wiernych w świątyniach łacińskich słyszę odpowiedź: wszędzie, gdzie tylko jest taka potrzeba, nasze kościoły są dla was otwarte! Czy taka odpowiedź jednego czy drugiego biskupa wymaga komentarza?

KAI: Jednym z wyzwań pozostaje na pewno kwestia edukacji religijnej ukraińskich dzieci. Jak to wygląda w tej chwili i czy podejmowane są działania na rzecz zapewnienia takiej edukacji wszystkim dzieciom?

– Edukacja religijna dzieci i młodzieży w Kościele greckokatolickim w Polsce wygląda tak samo jak edukacja dzieci w Kościele rzymskokatolickim czy w innych Kościołach w Polsce. Nauka religii ma miejsce w szkołach, gdzie nauczycielami religii greckokatolickiej są księża, siostry zakonne i katecheci świeccy. Praktycznie wszędzie tam, gdzie mamy zarejestrowane parafie, nauka religii odbywa się w miejscowych szkołach i religia greckokatolicka jest umieszczona w siatce godzin lekcyjnych. W innych punktach duszpasterskich, jeżeli liczba uczniów jest niewystarczająca do utworzenia oddzielnej klasy w danej szkole, tworzy się grupy międzyszkolne, tak ażeby każde dziecko, jeżeli jest taka wola rodziców, mogło być formowane religijnie zgodnie z tradycją Kościoła greckokatolickiego.

Co do nowej rzeczywistości, to na pewno nie pozostaniemy obojętni wobec potrzeb dzieci uchodźców wojennych. Tak jak już wspomniałem, w tej chwili jesteśmy na etapie rozeznania, jakie będą realne potrzeby w tworzeniu nowych punktów duszpasterskich i, co za tym idzie, prowadzenia nauki religii greckokatolickiej w tych ośrodkach. Jeżeli chodzi o katechetów, którzy mogliby podjąć się tego zadania, to tutaj nie widzę większych problemów, bowiem wśród osób, które do nas przyjechały w ostatnim okresie, jest sporo nauczycieli z odpowiednim wykształceniem, przygotowaniem pedagogicznym i katechetycznym. Już otrzymuję pojedyncze sygnały od księży proboszczów o gotowości takich osób do podjęcia pracy nauczyciela religii greckokatolickiej.

KAI: Wśród uchodźców są także prawosławni i to zarówno z Prawosławnego Kościoła Ukrainy, jak i ci z parafii podległych Patriarchatowi Moskiewskiemu. Jak Ksiądz Arcybiskup sądzi, czy wspólna uchodźcza niedola ich połączyła, czy różnice wciąż będą widoczne? Może odbiera Ksiądz Arcybiskup jakieś sygnały co do tej kwestii?

– Mamy świadomość, iż w tej dużej grupie uchodźców, szczególnie z regionów wschodnich Ukrainy, mogą przeważać osoby wyznania prawosławnego. Chociaż zaryzykuję twierdzenia, że w tej ogromnej masie widzimy całą mozaikę wyznaniową współczesnego świata. W Przemyślu w Centrum Pomocy Humanitarnej, które jest usytuowane przy ulicy Lwowskiej, są widoczni wolontariusze z różnych krajów i kontynentów z napisami określającymi przynależność do jakiegoś Kościoła czy wspólnoty religijnej, zapewne dla rozpoznania przez swoich wiernych, którym chcą nieść pomoc w pierwszej kolejności. Tam również możemy zobaczyć Świadków Jehowy trzymających transparenty z odpowiednią informacją, jak i punkt pomocy dla ukraińskich Żydów zorganizowany przez organizację żydowską z Izraela, widzimy muzułmanów i buddystów.

Co do samych prawosławnych, to my nie pytamy się nikogo o przynależność jurysdykcyjną, pomagamy wszystkim, kto potrzebuje naszej pomocy. Nie zauważyłem również, ażeby sami prawosławni wymieniali się informacją, kto do jakiego Kościoła przynależy. Problem jurysdykcyjny Kościołów prawosławnych w Ukrainie, według mnie, nie ma odzwierciedlenia w życiu i trudach dnia codziennego przeciętnego Ukraińca. Ludzie są związani ze swoją świątynią, którą wybudowali, a nie z jakąś tam jurysdykcją. Chociaż ostanie wydarzenia uzmysłowiły większości, iż dalsze „trwanie przy Cyrylu, który błogosławi wojnę przeciwko Ukrainie”, jest absurdem. Widzimy to na przykładzie wielu biskupów i duchownych prawosławnych, którzy przestali wspominać imienia patriarchy Cyryla w Liturgii, co w Kościele prawosławnym jest jednoznaczne z zerwaniem jedności kościelnej.

KAI: No właśnie, jak widzi Ksiądz Arcybiskup przyszłość dialogu ekumenicznego po tym, jak patriarcha Moskwy i Wszechrusi oficjalnie wsparł agresję Putina na Ukrainę? Co to oznacza dla takiego dialogu w świecie, jak to będzie wyglądało w Polsce?

– Jeżeli chodzi o przyszłość dialogu ekumenicznego, to po pierwsze, ja nie rozumiem, dlaczego dialog ekumeniczny miałby zależeć od pozycji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który otwarcie popiera wojnę Rosji przeciwko Ukrainie. Rosyjski Kościół Prawosławny stracił swoją wiarygodność i musi przejść przez etap samooczyszczenia i wewnętrznej refleksji. Bo jak można mówić o przyszłości w perspektywie jedności całego Kościoła Chrystusowego, kiedy ten odłam Kościoła zaprzecza prawa do istnienia innym narodom, innym wspólnotom chrześcijańskim, jak i innym Kościołom prawosławnym.

Należy pamiętać, iż cały świat prawosławny to nie tylko Rosyjski Kościół prawosławny, to również inne Kościoły Prawosławne na czele z Konstantynopolem i Patriarchą Bartłomiejem, to Kościoły Prawosławne Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, otwarte i szukające wspólnego mianownika w tym co może nas na nowo połączyć.

KAI – A w jaki sposób tak liczna obecność Ukraińców w Polsce może wpłynąć na religijną i kulturową przyszłość polskiego społeczeństwa?

– Jeżeli spojrzymy wstecz, to zobaczymy, iż do drugiej wojny światowej w Polsce mieszkała nie mniejsza grupa Ukraińców i świat się nie zawalił. Od naszej mądrości, otwartości, akceptacji wielokulturowości będzie zależała nasza przyszłość. Jeżeli pomożemy uchodźcom wojennym , którzy na stałe pozostaną w Polsce, w normalnej integracji, a nie asymilacji, jeżeli wesprzemy ich aspiracje i prawo do samorealizacji, to tylko może przynieść korzyść Polsce. Zarówno bowiem wśród emigrantów zarobkowych, jak współczesnych uchodźców wojennych nie ma „ludzi roszczeniowych”, w większości wszyscy chcą uczciwie pracować i tym samym dokładać swoją cegiełkę w budowie naszego wspólnego domu, jakim jest Polska.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11