Arcybiskup renesansu…

Abp Henryk Hoser odszedł do domu Ojca.

Trudno napisać: „Zmarł arcybiskup Henryk Hoser”. Trudno przyjąć czas przeszły, by w zaledwie kilku zdaniach nakreślić zupełnie niezwykłe życie niezwykłego człowieka. Mądrego kapłana, oddanego ludziom misjonarza, erudyty, osoby ciepłej i otwartej, a umiejącej stać na straży nauczania moralnego Kościoła. I wyjątkowego hierarchy, którego dorobek i wielkość będziemy dopiero zgłębiać. I którego w pełni zaczniemy zapewne doceniać dopiero teraz, stopniowo i wielopłaszczyznowo.

Dom rodzinny

Henryk Hoser urodził się 27 listopada 1942 roku w Warszawie. Był synem Janusza i Haliny z Zabłońskich. Rodzina Hoserów była znana w Warszawie i na całym Mazowszu – zajmowała się od pokoleń ogrodnictwem. Gdy wybuchło powstanie warszawskie, w ogrodzie przy willi Hoserów urządzono magazyn broni powstańczej. Hoserowie wspierali walczących. Na początku sierpnia 1944 r. jednak ojciec i dziadek Henryka Hosera zginęli w czasie rzezi Woli. Po kapitulacji Warszawy rodzina wspierała ludność cywilną i żołnierzy polskich opuszczających zniszczone miasto, wynosząc im warzywa, owoce i – wbrew Niemcom – karmiąc wycieńczonych, nieomal umierających z głodu warszawian. Postawa rodziny, ale i dramatyczna śmierć bliskich były dla małego Henryka ważnym elementem formowania i dorastania. Zapewne kształtowały późniejsze wybory i życie.

Matka Henryka, wraz z niespełna dwuletnim synem, przeniosła się wcześniej do Pruszkowa. Była osobą bardzo wykształconą, kulturalną i elegancką, znała kilka języków obcych. W takiej atmosferze wychowywała syna. Po wojnie Henryk ukończył w Pruszkowie szkołę podstawową, a później liceum. Po maturze zdał na Akademię Medyczną w Warszawie. Studia skończył w 1966 roku. Rozpoczął pracę zawodową i był świetnie zapowiadającym się lekarzem, który łączył wiedzę z doskonałą intuicją lekarską. Do 1968 r. pracował w Zakładzie Anatomii Prawidłowej Akademii Medycznej na stanowisku asystenta. Później kierował oddziałem internistycznym w szpitalu rejonowym w Ziębicach.

Powołanie

Młody doktor karierę naukową i zawodową porzucił jednak dla powołania kapłańskiego. W wywiadach mówił, że to powołanie było nagłym odkryciem, niemalże olśnieniem. Przyszło z góry, a on postanowił je wypełnić. Pod koniec 1969 roku wstąpił więc do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego – został pallotynem. Do 1974 roku studiował teologię i filozofię w Wyższym Seminarium Duchownym Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (SAC) w Ołtarzewie. W czasie studiów współtworzył Koło Misyjne, przewodniczył Radzie Alumnów – był aktywny, bardzo lubiany przez innych studentów, również za swoje słynne poczucie humoru i dystans do samego siebie i świata. Jednocześnie nie porzucił pierwszego zawodu i powołania: za zgodą przełożonych pracował w szpitalu jako lekarz. I już wiedział, że kiedyś wyjedzie na misje. Po święceniach prezbiteratu wyjechał do Paryża, by przygotowywać się do misji: uczył się francuskiego (język poznał perfekcyjnie), ukończył kurs medycyny tropikalnej.

Wyjechał do Rwandy i Zairu. Najpierw pracował w Kigali, leczył ludzi w szpitalu rejonowym i w szpitalu uniwersyteckim. Ewangelizował i niósł ludziom Chrystusa. Jednocześnie leczył tych, których nikt nie chciał leczyć. Po latach pracy stał się doskonałym diagnostą w trudnych afrykańskich warunkach. By móc coraz lepiej pomagać tubylcom, stale się szkolił; jako jeden z pierwszych lekarzy w Polsce nauczył się profesjonalnej diagnostyki metodą USG. W jednym z wywiadów mówił: „Nigdy nie żałowałem, że zostałem lekarzem, i nigdy nie miałem wątpliwości co do mojego powołania kapłańskiego i do życia konsekrowanego (…). Mimo że obydwie te dziedziny są »zachłanne« i »zazdrosne«, domagają się wyłączności i nie sposób im się oddawać we wzajemnej separacji”.

W 1978 roku założył Centrum Zdrowia Gikondo w Kigali i Rwandyjską Akcję Rodzinną. Upowszechniał wśród Afrykanek naturalne metody planowania rodziny. Stał też na czele Stowarzyszenia Ośrodków Lekarskich w Kigali i kierował ośrodkiem monitoringu epidemiologicznego AIDS. Łączył te funkcje z zadaniami proboszcza, tworząc świetne duszpasterstwo rodzin. Przez kilka lat był sekretarzem komisji ds. zdrowia tamtejszego episkopatu, a także komisji ds. rodziny. W 1981 ks. Hoser został przełożonym Delegatury Misyjnej Księży Pallotynów w Rwandzie. Był także przewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonnych w Rwandzie.

Kłamstwo o Rwandzie

W 2013 r. w tygodniku „Newsweek” ukazał się tekst na temat ks. Hosera, a w nim zarzuty, z których wynikało, że polski pallotyn był niemalże odpowiedzialny za ludobójstwo w Rwandzie, bo „pełniąc rolę nuncjusza apostolskiego w Rwandzie, milczał wobec dokonywanego tam na masową skalę ludobójstwa w 1994 r.”. Te zarzuty, chociaż bezpodstawne i wielokrotnie dementowane, bolesne dla oddanego Afryce misjonarza, dawały i dają niektórym środowiskom przyczynek do bezprecedensowego atakowania Hosera. Zarówno za życia, jak i, co gorsza, obecnie, po śmierci, gdy już nie może sam się bronić.

Tymczasem w okresie strasznej wojny domowej w Rwandzie między plemionami Hutu i Tutsi abp. Hosera po prostu w Afryce nie było! We wrześniu 1993 r. wyjechał z Rwandy, aby odbyć rok formacyjny. Przebywał w Jerozolimie, szkolił się w Warszawie, potem w Rzymie uczestniczył w Synodzie Specjalnym dla Afryki. W czasie gdy w Rwandzie trwała wojna, Hoser był na synodzie jedynym przedstawicielem tego kraju.

Do Rwandy ks. Hoser powrócił na początku sierpnia 1994 r., kiedy fala ludobójstwa już wygasła. Robił wszystko, by odbudować społeczność i tamtejszy Kościół: wizytował diecezje, mianował tam administratorów apostolskich, pomagał biskupom i klerowi organizować pracę duszpasterską w zniszczonym moralnie kraju. Był też przez chwilę chargé d’affaire nuncjatury. W 1996 roku został mianowany nuncjusz apostolski abp Juliusz Janusz. Niedługo potem ks. Hoser wrócił do Europy. Nigdy jednak o Afryce nie zapomniał: kochał ten kontynent, wracał tam wielokrotnie w prywatnych podróżach.

Europa i Polska

W Europie był m.in. przełożonym Regii Miłosierdzia Bożego księży pallotynów we Francji i członkiem Rady Misyjnej Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonnych. W Paryżu współprowadził pallotyńskie Centre du Dialogue i wspierał polską emigrację. Nie zapomniał jednak o Afryce – współzałożył w 2001 r. Afrykańską Federację Akcji Rodzinnej. Nie zapomniał o powołaniu lekarza i służbie rodzinie: we współpracy z Georgetown University w Waszyngtonie zajmował się propagowaniem karmienia piersią.

W styczniu 2005 r. Jan Paweł II mianował ks. Henryka Hosera sekretarzem pomocniczym Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Nadał mu również godność arcybiskupa tytularnego Tepelte. Ksiądz Hoser przyjął sakrę biskupią w Rzymie 19 marca 2005 r. Jako dewizę biskupią obrał słowa z pierwszego listu św. Jana: „Maior est Deus”, czyli „Bóg jest większy”. W wywiadach, ale i rozmowach prywatnych wielokrotnie używał dewizy jako swoistego motta. Po prostu głęboko w te słowa wierzył i nimi żył.

W maju 2008 r. papież Benedykt XVI mianował abp. Henryka Hosera biskupem warszawsko-praskim. Przyjechał więc do Warszawy doświadczony misjonarz, a jednocześnie sprawny urzędnik watykański, erudyta i człowiek ogromnej kultury. Hierarcha znający Kościół powszechny jak mało kto. W polskim episkopacie abp Hoser wszedł w skład Komisji Duszpasterstwa, Komisji ds. Misji i Rady ds. Rodziny. W 2014 roku jako biskup diecezjalny został wybrany do Rady Stałej KEP. Objął też funkcję członka Rady Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Był też przewodniczącym Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych. Słynął z bezkompromisowej, merytorycznej obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wielokrotnie wypowiadał się na temat zapłodnienia in vitro, transplantacji organów, eutanazji czy klauzuli sumienia lekarzy. Mówił i pisał w oparciu o naukowe badania, z szacunkiem jednak do adwersarzy, czym narażał się wielu środowiskom.

Był jednocześnie biskupem bardzo otwartym na wiernych: po prostu lubił ludzi, chętnie poznawał diecezjan, spotykał się z nimi. Szybko zjednał sobie ogromną życzliwość starszych i młodych. Chętnie rozmawiał i spotykał się z lekarzami, ważne było dla niego duszpasterstwo służby zdrowia, formował kapelanów szpitalnych. Stworzył sieć poradni rodzinnych, formował doradców życia rodzinnego. Był bardzo otwarty na media i uważał, że dobre media, których misją jest głoszenie prawdy, mogą dobrze wpływać na społeczeństwo i prowadzić preewangelizację. Dlatego m.in. powołał do życia telewizję internetową Salve TV, ale ważne były też dla niego rozgłośna regionalna Radio Warszawa i tygodnik „Idziemy”. Chętnie rozmawiał z przedstawicielami innych mediów, nie tylko katolickich.

Medjugorje

W 2017 r., gdy abp Hoser przeszedł na emeryturę, wyjechał do Medjugorja jako specjalny wysłannik Stolicy Apostolskiej. Obserwował sytuację duszpasterską miejsca, spotykał się z pielgrzymami. Po swoim pierwszym pobycie sporządził obszerny raport dla Stolicy Apostolskiej na temat sytuacji duszpasterskiej w miejscu odwiedzanym co roku przez miliony pielgrzymów, a dotychczas mocno zaniedbywanym. W lipcu 2018 roku objął funkcję wizytatora apostolskiego o charakterze specjalnym dla parafii w Medjugorju, na czas nieokreślony i ad nutum Sanctae Sedis, na mocy dekretu podpisanego przez papieża Franciszka. Z powodzeniem, ciesząc się ogromnym szacunkiem mieszkańców i pielgrzymów, nadzorował duszpasterstwo prowadzone tam przez franciszkanów.

Wielokrotnie w rozmowach z „Gościem Niedzielnym” opowiadał o swojej posłudze w Medjugorju. Mówił m.in: „Dotychczasowa obserwacja potwierdza, że istniejący w Medjugorju kult Maryi Królowej Pokoju jest poprawny. Kult ten jest właściwie przedstawiony, ustawiony w perspektywie poprawnej teologicznie, tj. chrystocentrycznej. Wobec tego otwarto możliwość organizowania przez diecezje i parafie pielgrzymek”. Opowiadał też o fenomenie miejsca i pielgrzymach: „Pielgrzymi uczestniczą we Mszach św., przyjmują Komunię św., sakramenty. To najważniejsze. Inne działania i zachowania to sprawy drugorzędne. Fenomen pielgrzymowania do Medjugorja trwa już 38 lat i utrwalił się pewien model zachowań pielgrzymów. W moim odczuciu są to zachowania bardzo godne, ludzie są rozmodleni i szukają tu po prostu Pana Boga. Naszym zadaniem jest też kontrola przyjeżdżających tu i posługujących pasterzy, w tym spowiedników”.

W kwietniu tego roku abp Hoser przebywał w Polsce. Zaraził się koronawirusem, chorobę przeszedł dość ciężko. Pozostawiła spore spustoszenie w organizmie. Arcybiskup wracał do zdrowia powoli, powikłania po chorobie komplikowały rekonwalescencję. Zmarł w Warszawie 13 sierpnia 2021 roku.

Bóg jest większy

Poznałam arcybiskupa Hosera wiele lat temu. Jedna rozmowa, druga. Potem kolejne. Zawsze merytoryczne, zawsze na najwyższym poziomie, zawsze z ogromnym szacunkiem do rozmówcy. Przepiękna polszczyzna z głębi przepięknego serca. Po pewnym czasie, może również dlatego, że byłam jego diecezjanką, abp Hoser stał się osobą bliską zarówno mnie, jak i mojej rodzinie. Lubił ludzi, kochał Boga. Tak bez wielkich słów, po prostu był świadectwem Ewangelii. Otwarty, obdarzony niesamowitym poczuciem humoru, był człowiekiem wielkiej skromności, klasy i kultury, którego nie dało się nie lubić. Dla niego drugi człowiek był po prostu ważny. Pomagał wielu osobom w sytuacjach trudnych – jak choroba bliskiej osoby, śmierć w rodzinie. Do końca pozostał lekarzem: nie tylko ciała, ale przede wszystkim duszy. Wiele osobiście mu zawdzięczam.

Kochał Polskę, kochał Kościół. Zależało mu na ojczyźnie. Lecz kiedy zbyt mocno przy nim się narzekało, że zła polityka, źli ludzie, zły świat, z błyskiem w oku acz delikatnie przerywał, lekko uśmiechał się i mówił: „Pani Agato droga, przecież Bóg jest większy! W górę serca!”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11