– Podczas styczniowego rejsu poczuliśmy dotyk Boga. Jeden z naszych synów został uzdrowiony. Chwała Panu! – mówi, nie kryjąc wzruszenia, Wiesław Kaim.
Płynie z nami Pan
Na rejsy ewangelizacyjne, w sezonie jesienno-zimowym odbywające się na pokładzie barki „Aquarius”, zacumowanej nieopodal Mostu Dębnickiego, a wiosną i latem (gdy kapryśna pogoda pozwala) – na pływającej wzdłuż i wszerz Wisły barce „Nimfa”, co miesiąc zapisuje się komplet (czyli ok. 200 osób) chętnych. Gdy w maju gościem (po raz drugi) był ks. Michał Olszewski SCJ, na rejs zgłosiło się prawie 400 osób. Za każdym razem na barce zjawiają się zarówno stali bywalcy, jak i osoby nowe, które ktoś przyprowadził albo które dopiero co o rejsach się dowiedziały. Przyjeżdżają z całego Krakowa, pobliskich miejscowości, a nawet z Chrzanowa, Sosnowca, Katowic. – Myślałem, że rejsów będzie kilka, bo przecież z czasem emocje opadają, a formuła się wyczerpuje... Pomysł przetrwał jednak próbę czasu, a od wielu osób słyszałem, że to nie jest zwykły rejs, ale doświadczenie bliskości Jezusa i Jego miłości, które coś w życiu zmienia. Wiemy też o dwóch przypadkach uzdrowienia z dolegliwości fizycznych – syna Wiesława Kaima i pewnej starszej kobiety – opowiada ks. Łukasz. – Bóg dotknął ją podczas rejsu w sierpniu ub. roku, gdy gościem po raz pierwszy był ks. Olszewski. Miała problemy z poruszaniem się. W czasie modlitwy oddania życia Jezusowi poczuła niezwykłe ciepło. Od tego momentu jest sprawna, może nawet szybko chodzić.
– Dopóki starczy nam sił, będziemy więc organizować kolejne barki, bo Bóg płynie razem z nami. Duch Święty działa bardzo mocno – przekonuje kapłan, a M. Morawiec dodaje, że oprócz uzdrowień fizycznych podczas rejsów dokonuje się też mnóstwo uzdrowień duchowych. – Za każdym razem zachwyca mnie obfitość Bożej łaski, jaka na nas się wylewa. Dla mnie to było oczywiste, że Jezusa trzeba było w to miejsce zaprosić, a On to zaproszenie przyjął i teraz spaceruje po barkach. Czuję wręcz Jego namacalną obecność. To On, w całym naszym zagmatwanym i pełnym problemów życiu, zaprasza i gromadzi nas na barce, jest gospodarzem spotkań. Oddałam Mu całą sprawę i On to wszystko organizuje, uzdrawia i działa w sercach. Ja jestem tylko narzędziem, sługą niegodną – mówi pani Małgorzata.
Moc płynie z krzyża
Scenariusz każdego rejsu jest podobny. Najpierw jedna z osób z Pallotyńskiej Wspólnoty Ewangelizacyjnej dzieli się świadectwem swojej wiary. Potem gość specjalny (m.in. bp Damian Muskus, o. Donat Wypchło OFMConv, o. Michał Legan OSPPE, Jan Budziaszek, Beata i Marcin Mądrzy) głosi kerygmat. W planie wieczoru nie może też zabraknąć uwielbienia, modlitwy wstawienniczej czy świadomego i uroczystego momentu oddania życia Jezusowi jako swemu Panu i Zbawicielowi. Dla osób robiących to po raz pierwszy to chwila pełna emocji i wzruszeń. – Na pierwszą barkę zapisałam się z ciekawości. Gdy przyszedł moment oddania życia Jezusowi, nie bardzo wiedziałam, po co mam to zrobić. Przecież jestem wierząca, praktykująca... Najpierw obserwowałam więc, jak ludzie podchodzą do krzyża, zapalają świecę i modlą się w skupieniu. W końcu i ja podeszłam i zaczęłam szeptać to, co słyszałam w sercu. Czułam też w nim ciepło. Wiem, że od tego momentu Pan jest o wiele bliżej mnie niż wcześniej, bo ja bardziej otworzyłam swoje serce. Czuję też Jego niesamowitą opiekę. W ciągu tego roku wiele razy dziwiłam się, jak to możliwe, że ja, słaba, grzeszna, niegodna, dostaję to, o co Boga proszę – wyznaje Marysia, która w maju na barce zjawiła się po raz trzeci.
– Poprzez barkę Kościół wychodzi do swoich owieczek – także tych, które stoją gdzieś na obrzeżach – z niezwykłą propozycją – zauważa z kolei pani Emilia, stała bywalczyni barki, i pełna radosnej wiary tłumaczy, że w czasie rejsu Bóg schodzi do poziomu człowieka – jest na wyciagnięcie ręki, patrzy z krzyża ustawionego w najważniejszym miejscu barki. – Z tego krzyża płynie moc, która spływa na każdego uczestnika rejsu. Tu można spotkać żywego Jezusa, który poprzez gości mówi, że nas kocha, że pragnie żyć w tych, którzy zaproszą Go do swojego życia. Na siłę nigdy nie działa, ale stoi, puka, czeka... Ode mnie zależy, czy otworzę Mu drzwi – podkreśla pani Emilia, na co dzień związana ze Wspólnotą Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea”.
Joasia Ostowska-Oczak z Radia Nowohuckie.pl na barce odkryła natomiast uniwersalny wymiar kerygmatu. – Wydawało mi się, że to jest temat dla tych, którzy przychodzą po raz pierwszy, a jednak i ja za każdym razem odkrywam coś nowego i coś zachowuję w sercu. To się nie nudzi, ale przemienia. Przyjmowanie kerygmatu jest jak robienie małych kroczków w stronę poznania Boga. Rejsy są dla mnie comiesięcznymi rekolekcjami, odnową wiary – mówi i zachęca, by każdy choć raz wszedł na barkę, zostawił wszystkie problemy na brzegu i oddał je Jezusowi. A na pewno z rejsu wróci jako nowy człowiek.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Powinno Jej się oddać honory królewskie, bo Ona prowadzi nas do swojego Syna.