Siostra Barbara (pierwsza z lewej) była bardzo wdzięczna za dary
Siostra Barbara (pierwsza z lewej) była bardzo wdzięczna za dary
Andrzej Capiga /Foto Gość

Chrystus ze złamaną ręką

Brak komentarzy: 0

Andrzej Capiga


GOSC.PL

publikacja 06.07.2015 06:00

– Nasza wspólnota gromadziła się wówczas na miejscowym cmentarzu. Kamienny pomnik służył nam za ołtarz, a Eucharystię odprawiano przy lampach naftowych i świecach. Zabytkowy kościół z 1645 r. był w tym czasie wojskową fabryką – wspomina ze smutkiem ks. Piotr Smolka.


Możemy liczyć tylko na was


W Przemyślanach z otwartymi rękami i nieukrywaną radością wita nas proboszcz ks. Piotr Smolka (salezjanin), który w tej parafii pracuje już 22 lata. Pomagają mu ks. Edward Mackiewicz i ks. Cezary Czerwiński. Miasteczko liczy ponad 7 tys. mieszkańców, z czego 5 tys. to grekokatolicy, 2 tys. prawosławni, a reszta to osoby wyznania rzymskokatolickiego. Wraz z okolicznymi wioskami parafia liczy ok. 500 wiernych. W niedzielę na polską Mszę św. przychodzi 100 osób.

– Największe problemy były w latach 1993–1997. Nasza wspólnota gromadziła się wówczas na miejscowym cmentarzu. Kamienny pomnik służył nam za ołtarz, a Eucharystię odprawiano przy lampach naftowych i świecach. Zabytkowy kościół z 1645 r. był w tym czasie wojskową fabryką! Z kościoła wierni zdołali uratować tylko 9 stacji drogi krzyżowej i Chrystusa Zmartwychwstałego ze złamaną ręką – opowiada z przejęciem ks. Piotr. – Na papierze kościół, najstarszy zabytek w mieście, przekazano nam dopiero w 1996 r. Udało się go odbudować. W ubiegłym roku zaś, po 44 latach, postawiliśmy kościelną wieżę. W tym roku zamontujemy zegar. I wtedy świątynia będzie wyglądać tak, jak przed wojną. W przyszłości chcielibyśmy odnowić piękny kościół pw. św. Stanisława Kostki w Ciemierzyńcach. W 2010 r. trzymano w nim jeszcze krowy i barany. Walczę o niego już 7 lat, ale nie widzę dobrej woli u ukraińskich władz – kapłan rozkłada ręce.


Parafianie w Przemyślanach są bardzo biedni. Trzeba im pomagać. Średnia pensja to w przeliczeniu 150 zł. Brakuje im nie tylko pieniędzy na jedzenie, ale też ubrań i lekarstw. Przychodzą więc po pomoc do polskiego kościoła.

Jednym z najstarszych parafian jest 85-letni Stanisław Krutnik. W Przemyślanach mieszka od 1958 r. Przyjechał tutaj wprost po szkole z nakazem pracy. – Żyje mi się bardzo ciężko, głównie ze względów ekonomicznych. Polacy mieszkający tutaj nie mogą liczyć na pomoc od nikogo z wyjątkiem was – turystów i pielgrzymów z Polski. Władza nic nie pomaga. Mnie na przykład, w związku ze złym stanem zdrowia, zawsze potrzebne są pieniądze na leczenie i lekarstwa. Odkładam też na operację na oczy. Potrzeba aż 4 tys. zł – zwierza się zmartwiony pan Stanisław.


W grupie wiernych spotykamy też młodą polsko-ukraińską rodzinę w dwoma chłopcami – sześcioletnim Ernestem i o rok młodszym Maksymilianem. Mama zaznacza, że jest wychowanką ks. Piotra Smolki. – Pochodzę z polskiej rodziny. Przychodzimy tutaj, ponieważ bardzo dobrze się tutaj czujemy. Chcę, by moje dzieci też tutaj dorastały i miały katolickie wychowanie. Mąż jest wprawdzie Ukraińcem, ale z polskiego kościoła. Razem chodziliśmy na lekcję religii i w tym kościele braliśmy ślub. Teraz w każde święta jesteśmy całą rodziną na Mszy św. – mówi Oksana Frączyńska (Korło po mężu).

Pierwsza strona Poprzednia strona strona 2 z 2 Następna strona Ostatnia strona
oceń artykuł Pobieranie..