Ojców założycieli Bractwa Henryka II Pobożnego jest około 20, ale są oni otwarci na nowych członków.
Ojców założycieli Bractwa Henryka II Pobożnego jest około 20, ale są oni otwarci na nowych członków.
Zdjęcia Jędrzej Rams /Foto Gość

Klucz jest w Watykanie

Brak komentarzy: 0

Jędrzej Rams

GOSC.PL

publikacja 14.05.2015 06:00

W 774. rocznicę bitwy pod Legnicą oficjalnie zainaugurowano Bractwo Henryka II Pobożnego.

Anna, Jadwiga i Benedykt

Duchowość Henryka i Anny wzrastała w blasku głębokiej wiary i miłości św. Jadwigi Śląskiej. Dlatego siostry i bracia bractwa oddają szczególną cześć tej śląskiej świętej. Na Henryka Pobożnego i Annę wywarła wpływ również postać św. Franciszka z Asyżu. Troska o ubogich, jałmużna, dbałość o chorych i słabych, ewangeliczna opoka przykazania miłości, a także cnót – odwagi, roztropności, umiarkowania i sprawiedliwości – stały się ich celami życia. Fundacje franciszkańskich klasztorów i kościołów były widocznymi znakami głębokiej wiary i przywiązania książęcej pary do wartości niesionych przez duchowych synów św. Franciszka. Dlatego franciszkańska reguła oraz przykład życia Biedaczyny z Asyżu stanowią dla sióstr i braci bractwa jeden z zasadniczych wzorców własnego dążenia ku świętości. Podczas jednego ze spotkań założycielskich o. Józef Szańca OFMConv, dyrektor szkół katolickich im. św. Franciszka z Asyżu, przypomniał, że to z nakazu księcia w południe biły dzwony na „Anioł Pański”. – To franciszkanie propagowali ten zwyczaj. Książę był z tym klasztorem mocno związany – mówił ojciec. W statucie wymieniona jest jeszcze jedna ważna osoba dla Kościoła. Chodzi o św. Benedykta z Nursji, patrona Europy. Według zapisów statutowych, jego reguła, kreśląca kierunek osobistego rozwoju i przemiany duchowej, jest dla sióstr i braci bractwa ideałem oraz kolejnym wzorem do naśladowania. Stanowi ona przewodnik do realizowania w codziennym życiu wyzwań, wobec których staje we współczesnym świecie chrześcijanin. Skąd kult św. Benedykta na Dolnym Śląsku i w statutach tutejszego bractwa? Na szczególną więź z benedyktyńską wspólnotą wskazuje księżna Anna, która w 1242 r., jako wdowa po Henryku II, będąc wierna duchowemu testamentowi zmarłego męża, sprowadziła do Krzeszowa z czeskich Opatowic benedyktynów, nadając im także dobra w Legnickim Polu. Według istniejącej tradycji w miejscu odnalezienia ciała Henryka II Pobożnego, jego matka, św. Jadwiga, wzniosła kościół, a opiekę nad tym miejscem powierzyła właśnie benedyktynom.

To tylko kwestia czasu

Pozytywna ocena życia książęcej pary nie była kwestionowana podczas spotkania w bazylice. – Sprzyjam tym pomysłom promocji postaci z tego rodu. To są postacie wiodące w historii legnickiego Śląska. A sam Henryk jak najbardziej zasługuje na wyniesienie na ołtarze. Na tle jego czasów był postacią wyróżniającą się. To były czasy walk rodowych, zdrad i morderstw. On był postacią, która była daleka od takiego działania – uważa Franciszek Kwaśniak z Legnicy. Takich ocen jest sporo, co nie oznacza, że nawet w legnickim środowisku historycznym nie brakuje krytycznych głosów co do świętości Henryka. Historyk Wacław Szetelnicki uważa jednak, że czas działa na korzyść księcia. – Jest to postać bardzo kontrowersyjna i środowisko historyków jest w ocenie jego życia i śmierci bardzo podzielone. Ja należę do tych, którzy stoją na stanowisku, że nie wiemy wszystkiego i że należy porządnie przeglądnąć archiwa watykańskie. Tam jest klucz. Drugim tropem jest Kodeks Augsburga, w którym przedstawiono moment śmierci Henryka II, która – o dziwo – jest zgodna z relacją niejakiego C. de Bridia, franciszkanina, który towarzyszył Benedyktynowi Polakowi z wyprawą na dwór chana Mongołów. Przypomnę, że mówią one o ścięciu legnickiego księcia nie na polu walki, lecz w obozie Mongołów. Ci chcieli wymusić na księciu oddanie hołdu ich zmarłemu wodzowi. Obóz był w miejscu dzisiejszego Legnickiego Pola – mówi Wacław Szetelnicki. Warto przypomnieć, że w Polsce najczęściej cytowanym opisem chwili śmierci Henryka jest ten zaczerpnięty z dzieł Jana Długosza. Jednak historycy w XX w. bardzo krytycznie oceniają te dzieła. Jednym z największych zarzutów jest chociażby ten, że Długosz opisywał bitwę z 1241 roku po 250 latach! Niektóre wydarzenia ubarwił, a innym przypisał niższą rangę. Dlatego odnaleziona w 1965 roku relacja C. de Bridia, franciszkanina, który w 1246 r. wziął udział w wyprawie do chana mongolskiego, jest o wiele bardziej wiarygodna. A według C. de Bridia śmierć Henryka nastąpiła dopiero po odmowie oddania czci zmarłemu pod Sandomierzem wodzowi mongolskiemu. To odkrywanie prawdy o Henryku towarzyszy też m.in. Muzeum Miedzi w Legnicy. Tego samego dnia został pokazany obraz autorstwa Waltera Bayera, przedstawiający chwile po przegranej bitwie pod Legnicą. Najnowszy nabytek placówki. – Wiedzieliśmy, że ten obraz istnieje, lecz nie wiedzieliśmy, jak on wygląda i czy w ogóle przetrwał wojnę – mówiła Grażyna Humeńczuk. Dzieło powstało bowiem na legnicką wystawę z okazji 700. rocznicy bitwy w 1941 roku. W spisie z tamtej wystawy jest aż pięć dzieł Bayera, ale nie wiadomo, jak one wyglądały. Pokazany obraz jest pierwszym odnalezionym dziełem. 

Pierwsza strona Poprzednia strona strona 2 z 2 Następna strona Ostatnia strona
oceń artykuł Pobieranie..

Reklama

Reklama