Bogactwo Kościoła

Zazwyczaj są adresatami charytatywnych działań Kościoła. Albo biernymi odbiorcami programów duszpasterskich. W rzeczywistości seniorzy tworzą żywą cząstkę Kościoła, a Bóg nie przestaje powoływać ich do wielkich rzeczy.

Starzenie się nie jest przyjemne – mówi amerykańskie powiedzenie. Zwłaszcza dzisiaj, w świecie, którego wyznacznikiem są kryteria użyteczności i produktywności. Starość wypada tu blado. Jako bezwartościowa.

Wbrew wszystkiemu

Chrześcijaństwo, zupełnie na przekór, proponuje „kult” tego, co „nieużyteczne” – modlitwę. Widzi sens w całkowicie bezinteresownym towarzyszeniu drugiemu człowiekowi, wbrew temu wszystkiemu, co produktywne i użyteczne. Bez pośpiechu. Darmowo. Osoby starsze są w tym niezastąpione. Świat bardzo potrzebuje ich modlitwy, obecności i towarzyszenia. Bo – jak pisał Olivier Clément, nieżyjący już francuski teolog prawosławny – „cywilizacja, która przestaje się modlić, staje się cywilizacją, w której starość nie ma sensu”. Marginalizacja starości prowadzi do marginalizacji modlitwy. Bo starość i modlitwa idą w parze. Jedna potrzebuje drugiej. Obu potrzebuje świat.

Krzywdzące i nieprawdziwe jest stwierdzenie, jakoby osoby starsze chodziły do kościoła tylko dlatego, że nie mają nic lepszego do roboty. Ich uczestnictwo w liturgii Kościoła i życiu parafialnym to wielki dar dla całej wspólnoty. Także wtedy, gdy już nie mogą o własnych siłach przyjść do świątyni. Bo z racji zaawansowanego wieku lub postępującej choroby zmuszeni są do pozostania w domu. Wówczas ich miejsce zamieszkania staje się „namiotem spotkania” – domem modlitwy i przestrzenią obcowania z Bogiem.

„Lekarstwo” na starość

W obliczu bieżących wyzwań związanych ze starzeniem się współczesnych społeczeństw Kościół nieprzerwanie wskazuje na wartość ludzkiego życia. W każdej jego fazie: od poczęcia aż po naturalną śmierć. Ta pełna troski misja Kościoła rozciąga się pomiędzy dwoma kluczowymi momentami życia ludzkiego: narodzinami i śmiercią. Jednocześnie kontrastuje ona ze współczesnymi, wypieranymi ze świadomości, dramatami ludzkości: aborcją i eutanazją. Choć sytuują się one w innych fazach życia człowieka, są do siebie podobne. Ich celem jest zabójstwo. To wyczuwalne i narastające napięcie pomiędzy kulturą życia i kulturą śmierci toczące się na naszych oczach jest smutną konsekwencją dwóch całkowicie odrębnych wizji człowieka: pierwszej, hedonistyczno-narcystycznej, zapatrzonej wyłącznie w siebie, i drugiej – zdolnej do poświęcenia i empatycznej, nastawionej na bliźnich.

Niestety, znane są już współcześnie sytuacje, w których starsi rodzice, tylko po to, by nie przeszkadzać i nie być „ciężarem” dla rodziny, decydują się zamieszkać w domu starców. W konsekwencji relacje rodzinne szybko stygną. Sił ubywa. Sami czują się coraz bardziej niepotrzebni i nieużyteczni. Tracą sens życia. To przerażające, że właśnie teraz, w czasie pandemii koronawirusa, w dobie globalnej walki o zdrowie i życie ludzkie, w tak wielu krajach coraz śmielej proponuje się eutanazję jako „lekarstwo” na starość i cierpienie. Być może to jedno z najważniejszych dziś wyzwań Kościoła: przywrócić ludziom starszym poczucie sensu życia. Zdobyć ich na nowo dla Chrystusa. I dla bliźnich.

Z bezpłodnego łona

Stawienie tamy tej dominującej dziś kulturze obojętności i odrzucenia, wielokrotnie piętnowanej przez papieża Franciszka, jest niczym zaproszenie do rachunku sumienia z traktowania bliźnich, zwłaszcza chorych i starszych. Jeśli w oczach współczesnego świata osoby te są ciężarem – jako nieużyteczne i bezproduktywne – to dla Kościoła wprost przeciwnie, są darem bezcennym i niezastąpionym. Nawet jeśli długość i „bogactwo lat” nie są dziś postrzegane, jak w Biblii, jako oznaka Bożego błogosławieństwa.

Bóg powołuje osoby, także w podeszłym wieku, do wypełnienia wielkich dzieł zbawczych. To znamienne, że zazwyczaj nie dokonuje się to spektakularnie. Bóg wybiera to, co słabe i niepozorne, także fizycznie. Z bezpłodnego łona Sary i stuletniego ciała Abrama wyprowadza naród wybrany. Z bezpłodnej Elżbiety i sędziwego Zachariasza rodzi się Jan Chrzciciel. Starzec Symeon i prorokini Anna, gdy biorą w objęcia Dzieciątko Jezus, ogłaszają, że Chrystus przyszedł na świat, by przynieść światłość.

W dialogu

Kardynał Kevin Farrell, prefekt watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Życia i Rodziny, opierając się na naukowych opracowaniach, stwierdził, że „w 2100 roku 61 proc. populacji światowej będą stanowiły osoby powyżej 65. roku życia i że w najbliższych 30 latach populacja osób starszych podwoi się”. Prognozy te skutkują nie tylko konsekwencjami o charakterze antropologicznym, społecznym czy ekonomiczno-politycznym, ale odsłaniają również realne potrzeby duchowe. Państwa muszą odpowiedzieć na zmieniającą się sytuację demograficzną w wymiarze ekonomicznym. Społeczeństwo obywatelskie, z pomocą Kościoła, musi wskazać sens, wartość i znaczenie starości.

Kim są osoby starsze we wspólnocie wierzących i co Kościół ma im do zaoferowania? Po pierwsze, osoby starsze nie są przeszłością Kościoła. Niesłusznie mówi się zatem, że mają już całe życie za sobą. Franciszek przekonuje, że ludzie starsi są „dzisiaj” Kościoła i „przyszłością” Kościoła, w którym razem z młodymi mogą prorokować i marzyć. Ten międzypokoleniowy dialog – pomiędzy wnukami i dziadkami, młodszymi i starszymi – jest decydujący. To połączenie entuzjazmu wiary młodych z mądrością i doświadczeniem starszych. W rodzinach wielopokoleniowych odpowiedzialność za osoby starsze spoczywa także na wnukach. Swoim dziadkom winni są oni szacunek i miłość. Dziadkowie zaś odgrywają bezcenną rolę w przekazywaniu wiary, uczeniu historii i świadectwie modlitwy.

To nie wystarczy

Aby lepiej zrozumieć rolę osób starszych w Kościele, należy dostrzec w nich nie tylko przedmiot działań charytatywnych Kościoła czy programów duszpasterskich, ale aktywną i żywą cząstkę Ludu Bożego. To prawda, że nieraz trzeba do osób starszych wyjść. Zapukać do ich drzwi. Przynieść Chrystusa. To zadanie przede wszystkim duchownych. Tym bardziej że wśród starszych są i tacy, którzy nie poznali jeszcze Boga albo z upływem lat utracili wiarę. Jak do nich dotrzeć? Okazywana zwyczajowo pomoc duszpasterska przejawiająca się w towarzyszeniu, trosce o ich zdrowie i życie wydaje się niezbędna, aczkolwiek niewystarczająca. Osoby starsze nie są i nie mogą być wyłącznie biernymi uczestnikami życia Kościoła. Mimo jesieni życia, jako doświadczeni i uprzywilejowani świadkowie wiernej miłości Boga, wezwani są do ewangelizacji, a – przez modlitwę, świadectwo wiary i cierpienie – do budowania żywej tkanki Kościoła.

Papież Franciszek, jeszcze jako biskup Buenos Aires, ubolewał nad sytuacją osób starszych przekazywanych przez bliskich do domów opieki. Nieobojętny był mu los ludzi samotnych, zapomnianych i opuszczonych. Grzechem ciężkim nazwał porzucanie rodziców przez dzieci. Niejako wtóruje mu kard. Farrell, podkreślając, że nikt nie może pozostać obojętnym na odrzucenie osób starszych przez ich rodziny. Zwłaszcza wtedy, gdy osoby w podeszłym wieku są zmuszane, by żyć w anonimowych instytucjach, w niektórych przypadkach stają się także ofiarami różnych nadużyć. Kardynał przekonuje, że optymalnym miejscem na godne przeżycie starości jest rodzina.

Starość przywilejem

Na pytanie, czy w Kościele powszechnym istnieje osobne, skierowane do starszych duszpasterstwo, trudno o jednoznaczną odpowiedź. Jak podkreśla prof. Marco Impagliazzo, wykładowca historii współczesnej na rzymskim Uniwersytecie Roma Tre, po Soborze Watykańskim II Kościół nieco zapomniał o potrzebie duszpasterstwa osób starszych. Zadowolił się do dziś powtarzanym hasłem: „osoby starsze i tak zawsze są w kościele”. To prawda, nadal najliczniej wypełniają one świątynie. Kościół winien uczyć sztuki pięknego starzenia się, niekoncentrowania się na sobie, a jednocześnie wskazywać na adekwatne dla ludzi w podeszłym wieku modele duchowości i inspirujące przykłady świętych. Osoby starsze tego potrzebują. Sekret ich szczęścia i duchowej młodości tkwi w ciągłym nawracaniu się i poczuciu przynależności do grona uczniów Chrystusa.

Papież Franciszek stwierdza, że „starość nie jest chorobą, lecz przywilejem”. W perspektywie wiary człowiek, który się starzeje, nie zbliża się do nieokreślonego końca. Przybliża się do Boga i do wieczności. Rolą Kościoła jest okazanie mu pomocy, by jak najlepiej na to najważniejsze spotkanie się przygotował.•

W tekście korzystałem z materiałów opublikowanych z okazji I Międzynarodowego Kongresu Duszpasterstwa Osób Starszych „Bogactwo lat”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10