Liczy się tylko miłość

O tym, czego najbardziej potrzebują osoby niepełnosprawne umysłowo, z Marie-Hélène Mathieu, założycielką ruchu „Wiara i Światło” rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Dla niepełnosprawnych umysłowo największym nieszczęściem nie jest ich upośledzenie, ale poczucie samotności i odrzucenia. Powtarza to Pani od  40 lat, czyli od początku istnienia Wiary i Światła.

Marie-Hélène Mathieu: Mówię tak od momentu, gdy po raz pierwszy spotkałam osobę upośledzoną umysłowo. Miałam 11 lat. Chodziłam do jednej klasy z 17-letnią dziewczyną z upośledzeniem. Nie potrafiła czytać ani pisać. W latach 40. nie było jeszcze szkół specjalnych. Alice chowała się za kaloryferem, wszyscy z niej drwili, bo miała wykrzywioną twarz. Pewnego dnia widziałam, jak płacze. Mieliśmy narysować jesienny bukiet liści. Alice nakreśliła w rogu kartki listek. Nauczyciel się wściekł, zbił ją i wyzwał od leni. Bardzo mnie to poruszyło, bo zwykle jej twarz była bez wyrazu, a tym razem malowało się na niej cierpienie, poczucie odrzucenia. Pomyślałam: co ja mogę zrobić, żeby ją pocieszyć? Lubiła robótki ręczne. Znalazłam więc dla niej takie zajęcie, któremu była w stanie podołać. Wtedy pomyślałam, że może kiedyś będę pomagać osobom takim jak ona.

Ale idea Wiary i Światła, wspólnoty, która dziś jest obecna w 81 krajach świata, powstała po spotkaniu z Jeanem Vanierem, założycielem Arki, i to 20 lat później.

O Jeanie Vanierze dużo słyszałam: oficer marynarki wojennej, profesor filozofii, który nagle zajął się osobami niepełnosprawnymi. Nie pasowało mi to. Moja przyjaciółka Marie-Madelaine, która znała matkę Jeana, nalegała, żeby odwiedzić jedną ze wspólnot l’Arche. Znudzona jej prośbami, pojechałam. Pamiętam, jak weszłyśmy do kaplicy. Trwała Msza św. Kilkanaście osób śpiewało na całe gardło, niesamowicie fałszując. Płakałam, bo modlitwa tych upośledzonych ludzi była szczera! Słuchali trudnej dla nich homilii o. Thomasa, ale widziałam, że trafia ona do ich serc. Reagowali. Potem zjedliśmy kolację. Na koniec niepełnosprawny Pierrot krzyknął: Goście zmywają! (śmiech) W sumie i tak robił to Jean Vanier, my tylko wycieraliśmy naczynia. Potem znowu była modlitwa dziękczynna. Ci ludzie rozmawiali z Bogiem. Wcześniej odwiedzałam różne placówki dla niepełnosprawnych, pracowałam w szpitalach. Tu było inaczej.

Czyli jak?

Oni byli jak rodzina. Trudno było odróżnić, kto jest niepełnosprawny, a kto nie. Pamiętam, że w drodze powrotnej do Paryża milczałam. Byłam wstrząśnięta. Jean Vanier szybko odwiedził mnie w Chrześcijańskim Biurze dla Osób Niepełnosprawnych (OCH), gdzie pracowałam. Nawiązała się przyjaźń. Chodziłam na spotkania Arki. Na jednym z nich pojawiło się małżeństwo Camille i Gérard Proffit. Ich kilkuletni synowie, Thaddée i Loïc, mieli głębokie upośledzenie umysłowe. Przeszli dużo upokorzeń, odmówiono im udziału w diecezjalnej pielgrzymce do Lourdes.

Naprawdę?

„Wasze dzieci i tak nie będą potrafiły tego dobrze przeżyć” – usłyszeli. To były lata 60. Uważano, że dzieci z upośledzeniem to kara za grzechy ich rodziców, piętno. Zamykano je w przytułkach, szpitalach. Camille i Gérard jednak byli zdeterminowani. Wyjechali do Lourdes sami. Ale żaden hotel nie chciał ich przyjąć. Po całym dniu poszukiwań zlitowano się w jednym, pod warunkiem, że dzieci będą jadły w pokoju. W Lourdes wielu zatrzymywało się i komentowało: zabierzcie te dzieci do domu.

W Lourdes… Bernadeta co prawda nie była osobą upośledzoną umysłowo, ale tak samo odrzucaną. Ciekawy bieg historii.

Powiedzieliśmy sobie z Jeanem Vanierem, że tak nie może być, że Matka Boża wybrała to miejsce dla słabych i odrzuconych. Powstał pomysł, by zorganizować pielgrzymkę tylko dla osób upośledzonych umysłowo i ich rodzin. Oszaleliście! – mówiono. Modliliśmy się o pomoc do Ducha Świętego. Chcieliśmy, by każda rodzina miała swojego opiekuna, by nie czuła się sama. Przygotowania trwały 3 lata. Ruszyliśmy w kwietniu 1971 r. W pielgrzymce wzięło udział 12 tys. osób! W tym 4 tys. z upośledzeniem umysłowym!

Jakim cudem znaleźliście tyle miejsc w hotelach?

Pomógł nam dyrektor Touring Club, bo uznał to za ciekawe wyzwanie dla jego biura. Biskup Donze z diecezji Tarbes też zareagował z entuzjazmem. Razem z księżmi przygotował uproszczoną liturgię dla nas. Był to okres wielkanocny, biskup zgodził się zastąpić czytania z Wielkiej Soboty, z ksiąg Rodzaju i Wyjścia, filmem, który je zilustrował. Trudnym momentem była adoracja krzyża w Wielki Piątek. Pomóc go ucałować każdej z takich osób było niemożliwe. Podzieliliśmy się na grupy. Modlitwa unosiła się w powietrzu!

Jak osoby z upośledzeniem umysłowym przeżywały tę liturgię?

Pamiętam, jak chwyciliśmy się za ręce, odmawiając „Ojcze nasz…”. Wielu krzyczało. Upośledzeni umysłowo modlą się żarliwie sercem, nie intelektem, nawiązując z ludźmi i z Bogiem bezpośrednie relacje. To bardzo głębokie. Praca z nimi polega na budowaniu relacji, na kontakcie przez dotyk, spojrzenie. Są wrażliwi na muzykę, zapachy, wyczuwają emocje. Oni na przykład nie mają takich dylematów na poziomie intelektu jak my, nie wątpią w obecność Boga, oni czują, że jest obok Jezus, który ich bezgranicznie kocha. Że On czeka, by przyjęli Go w czasie Eucharystii, że chce wejść do serca człowieka.

„Runęły mury niewiedzy, a nie odrzucenia” – napisał jeden z kapelanów w księdze wyłożonej w grocie w Lou- rdes po tej pielgrzymce.

Takich wpisów było więcej. Rodzice dzieci upośledzonych zobaczyli, że nie są sami. Inni zrozumieli, że niepełnosprawność to nie przekleństwo. Wielki Piątek, pamiętam, był wyjątkowy, nawet wywołaliśmy skandal w Lourdes. Uwielbialiśmy Boga śpiewem „Alleluja”, a szczyt modlitwy przypadł na godz. 15. Bałam się, co o nas pomyślą setki księży. Ale radość, jaka płynęła z serc upośledzonych i rodziców, radość z – jak mówili – dotyku Jezusa Ukrzyżowanego, była odpowiedzią: każda osoba, od urodzenia do ostatniego dnia, jest ważna w oczach Boga.

Rodzice czekali na cud uzdrowienia?

Tak, ale mówiłam, żeby nie oczekiwali uzdrowienia umysłów dzieci. Powtarzaliśmy z Jeanem Vanierem: będą uzdrowienia serc! Waszych i dzieci. Serce jest dla Boga najważniejsze.

Dla każdego rodzica to jednak szok – moje dziecko jest upośledzone umysłowo. W Kościele słyszy dziś: przez twoje niepełnosprawne dziecko Pan Bóg chce pokazać ci swoją miłość. To nie takie proste, nawet dla wierzących.

Opowiem historię krawca Jana Pawła II. Francesco Gammarelli miał cudowną żonę i syna. Urodziła mu się też córeczka. Okazało się, że Sabina jest głęboko upośledzona: nie słyszała, nie potrafiła chodzić, nie reagowała na nic. Francesco obraził się na Boga, odwrócił od rodziny. Jak to, on, który tak Mu służy, takie dziecko dostał?! Pewnego razu Gwenda z naszej wspólnoty zaprosiła Sabinę na spotkanie. Francesco odmówił. Gwenda przyszła jednak do domu papieskiego krawca. Kucnęła przy dziewczynce, pogłaskała ją i zapytała: „Jak się masz, Sabinko?” Francesco był poruszony, bo po raz pierwszy ktoś zwrócił się do jego chorej córki jak do normalnego człowieka. Gwenda wzięła dziewczynkę na ręce. I kiedy Francesco zobaczył na twarzy córeczki uśmiech, coś w nim drgnęło. Pamiętam 1979 r. w Rzymie. Siedzieliśmy razem w kole, były śpiewy. Sabinka nagle wstała, potykając się, dotykała po omacku twarzy siedzących ludzi. Wreszcie trafiła na twarz taty. Poznała ją i zaczęła krzyczeć z radości. Francesco płakał. Długo ściskał ją w ramionach. Wtedy zrozumiał, że jego dziecko potrzebuje tylko miłości. Sabinka naprawdę była głęboko upośledzona, a jednak jej serce prosiło o akceptację i miłość. Rodzice potrzebują czasu, ale kiedy poczują, jak serce ich dziecka chce być kochane, wychodzą z cierpienia.

Choć nastawienie w Kościele diametralnie się zmieniło, społeczna postawa odrzucenia upośledzonych i niepełnosprawnych przybrała inną formę.

Jest pełna hipokryzji. We Francji 96 proc. dzieci z upośledzeniem jest, mówiąc brutalnie, likwidowanych! Zabija się je przed urodzeniem.

W Belgii chore dzieci mają prawo do eutanazji…

Na szczęście we Francji nie. Jeszcze. Ale o niepełnosprawności, jej stopniach, już się nie mówi. Po co, skoro likwiduje się problem od razu. Uważam, że nie powinno nazywać się tego aborcją, eutanazją, tylko zagładą, likwidacją osób najmniejszych, które proszą jedynie o miłość. Dziś osoby niepełnosprawne są obiektem prześladowań jak nigdy dotąd. Przyznaje się im prawa, zaplecze socjalne, ale odmawia miłości i akceptacji choćby właśnie przez legalizację aborcji.

Jak w takim świecie przebić się z przekonaniem, że upośledzone dzieci to skarb?

To zależy od rodziców. Powiedzmy szczerze, że posiadanie niepełnosprawnego dziecka jest jednym z najtragiczniejszych dramatów. Strach przed urodzeniem chorego dziecka jest rzeczą naturalną. Boimy się cierpienia naszego, dziecka, nie wiemy, czy damy radę. Pierwszy krok więc to uświadomienie sobie, że takie dziecko jest osobą. Wtedy w sercu pojawia się współodczuwanie z nią, potrzeba wyjścia z pomocą. Wreszcie odkrywamy, że relacja ta przemienia i nas. W Wierze i Świetle nie robimy niczego szczególnego, nie mamy zaplecza finansowego, ani placówek. Kiedy pojechaliśmy do Rwandy zakładać wspólnotę, pytano, ile ryżu im damy, ile leków. Odparłam: ryż, leki i pieniądze mogą przywozić organizacje charytatywne. Wiara i Światło chce z wami być, modlić się, świętować. Pomóc odkryć Boga w waszych dzieciach. Tak pracujemy wszędzie. I rodzice, i upośledzone dzieci odkrywają dzięki temu, że najważniejszym celem jest miłość i przyjaźń. A tam, gdzie jest przyjaźń, tam jest i droga.

 

Marie-Hélène Mathieu - w latach 70. ub. wieku wraz z Jeanem Vanierem założyła ruch Wiara i Światło, skupiający osoby z upośledzeniem umysłowym, ich przyjaciół i rodziców. Jest też współautorką pierwszego we Francji systemu katechezy dla osób z upośledzeniem umysłowym. W latach 1984–1989 była członkiem Papieskiej Rady Świeckich oraz jednym z obserwatorów z ramienia Stolicy Apostolskiej w Radzie Europy. W połowie września odwiedziła Polskę prezentując książkę napisaną z J. Vanierem „Nigdy więcej sami. Przygoda Wiary i Światła."

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9