Ksiądz z Titanica

Jest pomysł na nową ekranizację kinowego hitu. Zamiast ckliwej historii o romansiku na pokładzie, warto pokazać prawdziwego bohatera legendarnej katastrofy.

Reklama

  wikimedia Ks. Thomas Byles utonął w Atlantyku 15 kwietnia 1912 r. razem z 1500 innymi pasażerami Titanica.
Ksiądz Thomas Byles z Anglii płynął do Nowego Jorku na ślub i wesele brata Williama. Brata, z którym wspólnie odkryli katolicyzm i dokonali konwersji. Dzień przed zderzeniem z lodowcem ks. Thomas wygłosił ostatnie kazanie na pokładzie Titanica. Mówił o tym, że warto mieć przy sobie koło ratunkowe w postaci modlitwy i sakramentów na wypadek duchowej katastrofy i pokus... Gdy stało się jasne, że zatonięcie statku jest kwestią godzin, miał szansę wskoczyć do szalupy i ratować życie. Kilka razy odmówił, wybierając modlitwę i spowiadanie tonących pasażerów. Poszedł na dno Atlantyku 15 kwietnia 1912 roku wraz z orkiestrą, grającą do końca „Być bliżej Ciebie chcę”, i prawie 1500 innymi osobami. Papież Pius X nazwał go później „męczennikiem Kościoła”, a bratu Williamowi przesłał błogosławieństwo dla jego małżeństwa, którego nie zdążył pobłogosławić Thomas...

Nowa stara opowieść

Co nowego można napisać o Titanicu? Historia, wydawałoby się, tak rozpracowana, przerobiona i opowiedziana jak chyba żadna inna. No więc nie do końca tak jest. Po pierwsze, sam przebieg katastrofy ­– choć w głowach mamy utrwalone głównie przez kino, „oczywiste” przyczyny (zderzenie z lodowcem i w jego wyniku późniejsze przełamanie się kadłuba) – nie przestaje być przedmiotem kontrowersji. Od dawna ważną hipotezą jest wybuch pożaru w kotłowni jeszcze przed wypłynięciem na otwarty ocean – ślady miały być widoczne na tej stronie burty, którą odwrócono specjalnie w stronę wody, gdy w porcie Southampton w południowej Anglii ks. Thomas Byles wchodził na pokład „niezatapialnego” Titanica. Inny ślad odkryto całkiem niedawno – w odległości ok. 2 mil od wraku okrętu znaleziono kompletne fragmenty dna statku. Hipoteza głosi, że dno odpadło, bo było zbudowane metodą oszczędniejszą, niż zakładał projekt.

Również odkrywane historie osób, które płynęły na Titanicu, pozwalają przełamać obrazy utrwalone w naszej wyobraźni przez filmowe interpretacje. I właśnie postać ks. Bylesa, choć znana w wąskim kręgu zainteresowanych, nigdy nie przebiła się do powszechnej świadomości, a z czasem została zapomniana nawet w jego rodzinnej Anglii. Dla mnie niezwykłym odkryciem była strona internetowa poświęcona osobie cichego bohatera Titanica (fatherbyles.com), gdzie znajdują się m.in. świadectwa uratowanych, którzy wspominają księdza, obszerne fragmenty artykułów prasowych z tamtego okresu, a nawet korespondencja ks. Bylesa z jego bratem, ukazująca też drogę duchową, jaką wspólnie przechodzili (William, zanim wyjechał do USA, gdzie poznał żonę, jako pierwszy został katolikiem, próbując nawet zostać jezuitą).

Bilet za 13 funtów

Ksiądz Thomas został Thomasem dopiero po przejściu na katolicyzm. Wcześniej znany był jako Roussel Davids Byles. Dorastał w protestanckiej rodzinie (ojciec był pastorem) w hrabstwie Yorkshire w północnej Anglii. Podczas studiów w Oxfordzie wstąpił do Kościoła anglikańskiego. Od kongregacjonalizmu odszedł z powodu, jak to ujął, słabego umocowania historycznego i odrzucania sakramentów. Pierwszym sygnałem, że to jeszcze nie koniec jego poszukiwań duchowych, był list do brata Williama, wysłany 24 lutego 1894 roku. Roussel pisał w nim m.in.: „Wiesz, mam ostatnio kłopot z tym wszystkim. Faktem jest, że nie jestem zdolny uznać stanowiska anglikańskiego. Odsunąłem na razie moje święcenia diakonatu”.

W tym czasie studiował ojców Kościoła i apologetykę. Katolikiem został 23 maja tego samego roku, przyjmując imię Thomas, a święcenia kapłańskie otrzymał 15 czerwca 1902 roku. Od 1905 roku pracował w parafii św. Heleny w Ongar w hrabstwie Essex.

Kiedy w Poniedziałek Wielkanocny 8 kwietnia 1912 roku pakował się na podróż przez Atlantyk, odwiedził go stary przyjaciel, ks. Edward Watson. Opowiadał Thomasowi o niebezpieczeństwach związanych z lodowcami właśnie w tym okresie. Na odchodne powiedział przyjacielowi: „Mam nadzieję, że wrócisz”. Cztery dni później, z biletem drugiej klasy za 13 funtów o numerze #244310, ks. Byles znajdował się na pokładzie Titanica. Z kapitanem Smithem umówił się, że będzie mógł wykorzystać przestrzeń na statku do odprawiania Mszy św. dla chętnych pasażerów. Niemal całą sobotę 13 kwietnia spędził na słuchaniu spowiedzi. W niedzielę odprawił najpierw Mszę św. dla pasażerów drugiej klasy. To wtedy wygłosił swoją ostatnią homilię, w której dokonał czytelnego (choć do zderzenia z lodowcem miało dojść dopiero w nocy z niedzieli na poniedziałek) porównania: tak jak potrzebne jest koło ratunkowe w chwili katastrofy, tak potrzebujemy duchowego koła ratunkowego w postaci modlitwy i sakramentów, żeby ratować swoje dusze.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • FANTITIANIC
    17.05.2017 01:31
    Bla bla bla! Historia jakich podobnych było wiele. Nie tylko tutaj! Ta ckliwa milosna historia z filmu jest uniwersalna na tle katastrofy, a katolicki ksiądz byl tylko jednym z przedstawicieli wyznan i nacji i nikt o nim filmu nie nakręci. Zresztą jest scena poswiecona mu dobitnie, zdaje sie w filmie Camerona wiec na co komu nowy film. Nie piszcie bzdur. Apropos znawcy historii i specjalisci od Titanica i filmów o nim. Titanic wypłynął 10 a nie 12 kwietnia w swój pierwszy rejs!
  • Gość
    31.05.2017 02:24
    nie nakreci... to sie jeszcze okaze...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9