Ksiądz z Titanica

Jest pomysł na nową ekranizację kinowego hitu. Zamiast ckliwej historii o romansiku na pokładzie, warto pokazać prawdziwego bohatera legendarnej katastrofy.

Reklama

Kolejka do spowiedzi

Świadkowie, którzy ocaleli z katastrofy (m.in. Helen Mary Mocklare, Bertha Moran, Agnes McCoy), wspominali później, że w chwili zderzenia z lodowcem widzieli ks. Bylesa na górnym pokładzie, ubranego w strój liturgiczny, chodzącego tam i z powrotem i odmawiającego brewiarz. Gdy do ludzi stopniowo docierała informacja o zderzeniu z lodowcem, ks. Byles stał się faktycznym przywódcą duchowym, który starał się opanować wybuchy paniki, na początku zwłaszcza wśród pasażerów trzeciej klasy. To tam zaczął najpierw spowiadać coraz liczniejszych chętnych. Między słuchaniem spowiedzi i odmawianiem Różańca osobiście odprowadzał ludzi i pomagał dostać się do łodzi ratunkowych.

Kiedy zagrożenie stało się jeszcze bardziej oczywiste, zaczął słuchać jeszcze więcej spowiedzi; gdy w tym czasie kilka razy dostał propozycję skorzystania z szalupy ratunkowej – konsekwentnie odmawiał. Warto w tym miejscu przypomnieć, że o ile na początku w odpływających szalupach były jeszcze wolne miejsca (np. duża część załogi i bogatszych pasażerów wolała poczekać na spodziewaną pomoc w ciepłych salonikach Titanica), to w momencie, gdy okręt już faktycznie tonął, kolejka do ewakuacji była naprawdę ogromna. Ks. Byles, podobnie jak słynna orkiestra czy radiooficerowie, świadomie zrezygnował z możliwości ewakuacji.

Ostatni uciekający świadkowie mówili, że na samym końcu ks. Thomas klęczał z około setką ludzi – z pierwszej, drugiej i trzeciej klasy – odmawiając Różaniec i udzielając im absolucji generalnej.

Brat męczennik

„Drogi Williamie. Nie jestem pewien, czy ceremonia ślubna w Anglii wygląda tak samo jak w Ameryce” – pisał Thomas do brata 13 lutego 1912 roku. Cieszył się na ten ślub i podróż do USA. Z Williamem łączyła go wspólna droga wiary, której świadectwo zachowało się m.in. w pozostawionych listach. Były to niemal dysputy teologiczne, w których bracia nawzajem zadawali sobie pytania i przekonywali do poszczególnych prawd wiary. W liście z 14 września 1984 roku William pisał do brata: „Mam problem ze zrozumieniem jednej rzeczy. Nasz Pan nauczał 1900 lat temu w kraju znanym jako Palestyna, przez około trzy lata. Wiele z Jego słów zostało zapisanych przez ewangelistów pod natchnieniem Ducha Świętego. Widzimy jednak, że jeden człowiek, który przyjmuje Pismo Święte jako natchnione Słowo Boże, mówi, że odkrywa jedną rzecz, a inny człowiek, że znalazł zupełnie inną. Jednocześnie obaj wyznają, że znaleźli to po modlitwie i pod przewodnictwem Ducha Świętego. Weźmy na przykład kwestię Prawdziwej Obecności w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Wikariusz O’Bardsy mówi w swoich kongregacjach, że w Eucharystii wierni nie przyjmują Ciała i Krwi naszego Pana, podczas gdy w pobliskiej parafii św. Marii Magdaleny wikariusz Redhead mówi swoim wiernym, że w Eucharystii Świętej naprawdę i prawdziwie przyjmują Ciało i Krew naszego Pana. Obaj wyznają, że wywodzą swoje doktryny z tego samego źródła i tego samego natchnienia. Ale jest oczywiste, że jedna z nich musi być błędna. Która z nich?” – pytał starszego brata.

Gdy na nowojorski Brooklyn, gdzie brat czekał na Thomasa, dotarła wiadomość o tragicznej śmierci, zrezygnował on z hucznego wesela. Ślub się odbył, a w podróż poślubną młoda para udała się do Rzymu, gdzie przyjął ich papież Pius X, który nazwał ks. Bylesa „męczennikiem Kościoła”.

W gazecie nowojorskiej „The Brooklyn Daily Eagle” z 17 kwietnia 1912 roku ukazał się tekst, w którym cytowano słowa Williama: „Mój brat był księdzem. I jego obowiązkiem jako księdza było pozostać na statku do końca. On znał swoją powinność. On musiał pójść na dno razem ze statkiem”. Mówił tak, choć do końca szukał Thomasa na liście ocalałych, którą opublikowała firma odpowiedzialna za rejs, White Star. Ks. Joseph Cooreman SJ, wikariusz generalny diecezji, z której pochodził ks. Byles, w liście do Williama z 28 sierpnia 1912 roku pisał: „Modlę się za pańskiego brata, ale prawdę mówiąc, skłaniam się bardziej ku temu, żeby to jego prosić o modlitwę za mnie (...) Zginął jako męczennik miłosierdzia. I jestem szczęśliwy, że Jego Świątobliwość Papież przekazał panu i małżonce swoje błogosławieństwo. Małżeństwo pobłogosławione z nieba przez brata męczennika i na ziemi przez Wikariusza Chrystusa musi być szczęśliwe”.

Dopiero 103 lata od śmierci ks. Bylesa, czyli niedawno, proboszcz parafii św. Heleny, w której posługiwał jeden z bohaterów Titanica, rozpoczął starania o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Może w tym czasie ktoś w Hollywood wpadnie na pomysł nakręcenia kolejnej wersji „Titanica” – tym razem z prawdziwym bohaterem na pierwszym planie? 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • FANTITIANIC
    17.05.2017 01:31
    Bla bla bla! Historia jakich podobnych było wiele. Nie tylko tutaj! Ta ckliwa milosna historia z filmu jest uniwersalna na tle katastrofy, a katolicki ksiądz byl tylko jednym z przedstawicieli wyznan i nacji i nikt o nim filmu nie nakręci. Zresztą jest scena poswiecona mu dobitnie, zdaje sie w filmie Camerona wiec na co komu nowy film. Nie piszcie bzdur. Apropos znawcy historii i specjalisci od Titanica i filmów o nim. Titanic wypłynął 10 a nie 12 kwietnia w swój pierwszy rejs!
  • Gość
    31.05.2017 02:24
    nie nakreci... to sie jeszcze okaze...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9