To jest petarda!

O tym, jak słowa: „Zobacz, to ten pijak!”, mogą złamać życie, i o Bogu, który ożywia trupy, z Dobromirem „Makiem” Makowskim rozmawia Marcin Jakimowicz.

Reklama

Marcin Jakimowicz: Jesteś w stanie podziękować za swoje pokiereszowane życie czy budzisz się w nocy zlany zimnym potem?

Dobromir „Mak” Makowski: Jestem w stanie dziękować. Za wszystko. Za to, że moi rodzice pili, że moja mama nas zostawiła, że sprzedawała swoje ciało za pieniądze. Za to, że moi rodzice siedzieli w kryminale, że jako brzdąc wylądowałem z bratem na ponad pięć lat w domu dziecka. Za to, że ojciec był niewidomy. Za to, że od dziecka słyszałem: „Makowski, jesteś nikim!”. Widzę po latach, że Bóg zbudował pomysł na moje życie, wykorzystując cierpienia, które wcale nie pochodziły od Niego. Ja Go nie oskarżam. To nie On stworzył cierpienie, wiem o tym. On jest ekspertem od naprawiania sytuacji kryzysowych. Nie spotkałem lepszego terapeuty.

Pierwsze wspomnienie z domu dziecka?

Pamiętam etap, gdy miałem 4–5 lat. Pamiętam ludzi, którzy mówili: „Jesteś zerem. Nic z ciebie nie będzie”. Pamiętam tatę, który zabierał nas na weekendy do Pabianic. Miał w ręku laskę i mówił: „Jeśli zobaczysz jakąś przeszkodę, powiedz mi”. W końcu ojciec zabrał nas do domu na dobre. I wtedy rozpoczął się kolejny rozdział dramatu. Tata pił i gdy był nawalony, rzucał się na nas z agresją. Nie miał hamulców. Gdy pijany zawołał: „Zabiję was”, czuliśmy, że nie żartuje. Zamykał nas na noc w łazience i ryczał: „Siedźcie tu, szmaty!”. Brał siekierę i szedł do babci, by szantażować ją: „Oddaj rentę, bo…”.

A jak reagowali pobożni sąsiedzi?

Wiesz, co jest dramatem naszych czasów? Milczące chrześcijaństwo. Nienawidziłem Kościoła. Wiesz czemu? Bo raz mój niewidomy ojciec chciał wejść do kościoła, by się pomodlić, ale potknął się na progu i usłyszał: „Ooo, to ten pijak Makowski”. Pamiętam to jak dziś. „To ten pijak Makowski”. Powiedziałem: nie chcę chodzić do tego teatru, gdzie ludzie udają pobożnych, a tak naprawdę czekają na to, by kogoś wytknąć palcem. Nienawidziłem tej szopki. Pierwsza Komunia, do której dziecko przystępuje z czystym sercem, a za nim już piętrzą się butelki wódy przygotowanej na imprezę. Każda okazja jest dobra… Bo taka polska tradycja. Zamiast wziąć dziecko do parku, poopowiadać mu o Bogu, zaczynamy „świętowanie”.

Dziecko widząc problemy rodziców, ich bezradność, agresję mówi: „Nigdy nie będę taki jak oni!”. A potem jako nastolatek z przerażeniem stwierdza, że stosuje zasadę Ctrl+C, Ctrl+V, kopiuje najgorsze zachowania. Dlaczego?

Bo nie zna innych emocjonalnych schematów. W podświadomości kształtuje takie same wzorce zachowania i zaczyna tak samo reagować. Pracuję dziś z dzieciakami i widzę, że reagują w sposób, który widzą w domu, nie dlatego, że tak chcą, ale dlatego, że inaczej nie potrafią. Jeśli przy dziecku ojciec robi mi potężną awanturę i „rzuca mięsem”, jego stworzone do pokoju i miłości dziecko kopiuje ten schemat. Kopiuje kod. Jesteśmy jak aparat fotograficzny.

Słowa naprawdę mają moc czy to tylko pobożna metafora?

Mają moc. Jezus się nie mylił. Moc ma i przekleństwo, i błogosławieństwo. Całe życie łamało mnie to, że słyszałem słowa krytyki, pogardy. To mnie zabijało. Kluczem do uzdrowienia jest to, co napisał św. Paweł: „Przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (Rz 12,2).

To prawdziwa definicja nawrócenia. Metanoia to dosłownie zmiana myślenia, przemiana umysłu, a nie popularne rekolekcyjne równanie „zły + łaska = dobry”.

Tak! Bóg podpowiada: zmień myślenie. O sobie, o Mnie. Słyszę często: nawracasz się, gdy przyjmujesz Pana Jezusa. Nieprawda. To jedynie chwila podjęcia decyzji. Cała droga dopiero się rozpoczyna. Nawracasz się każdego dnia.

Nie chciałeś kopiować mechanizmów, które widziałeś w domu. Czemu ugrzęzłeś w alkoholu i narkotykach?

Marzyłem o tym, by stworzyć inny dom, ale ponieważ od dziecka nasiąkałem agresją, krytyką, szemraniem, złym nastawieniem, nie potrafiłem tego zrobić. Dlaczego mój tata pił? Bo nie radził sobie z samym sobą. To był jego sposób na rozwiązanie problemu. Tego mnie nauczył. Wiesz, czemu pierwszy raz sięgnąłem po narkotyki? Bo byłem przerażony tym, że mnie pobiją w pogotowiu opiekuńczym. Strach zasiany przez tatę zakiełkował. Byłem sparaliżowany lękiem i gdy ktoś podsunął mi narkotyk i powiedział: „rozluźnij się”, od razu po to sięgnąłem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9