Wola Boga

Eugene Boylan: Jezus, w którego wierzę.

wydawnictwo.pl |

publikacja 06.12.2012 07:00

Skoro przyznajemy, iż jedyną potrzebną rzeczą jest to, co nadprzyrodzone, naturalne musi przed nim ustąpić. Trzeba odłożyć na bok naturalne standardy i cele, i osądzać oraz układać wszystko z nadprzyrodzonego punktu widzenia.

Wola Boga Wydawnictwo PROMIC Eugene Boylan: Jezus, w którego wierzę.

Rozważyliśmy już trzy z czterech sposobów zbliżania się do Chrystusa, mianowicie modlitwę, lekturę duchową oraz przyjmowanie sakramentów. Czwarty zasugerowany przeze mnie sposób to posłuszeństwo woli Bożej. Dość oczywiste jest jego powiązanie z ofiarą Mszy świętej, jednak zanim rozważę je bardziej szczegółowo, chciałbym kolejny raz zwrócić uwagę na fakt, o którym nigdy nie wolno nam zapominać. Oto Bóg zaplanował odnowić wszystko w Chrystusie, zaś bez Chrystusa wszystko jest jałowe i bezsilne. Nie ma dla nas innego sposobu osiągnięcia celu, jak przez Chrystusa. Jest to tak ważne, że poświęcę tej sprawie nieco miejsca:

Bóg zaplanował, aby los rodzaju ludzkiego był nadludzki, nadprzyrodzony. Wyniósł za pomocą łaski Adama i Ewę do nadprzyrodzonego stanu. Mieli oni przekazać ów stan dzieciom, lecz przez swój grzech stracili ową łaskę, tak dla siebie, jak dla swoich dzieci. Tym samym cała ludzkość z powrotem zniżyła się do tylko ludzkiego stanu i ludzi zaczęły otaczać trudności przeszkadzające osiąganiu przez nich nawet ludzkich celów, a już cel nadludzki czy też nadprzyrodzony znalazł się całkowicie poza ludzkimi możliwościami. Na przykład pierwotnie ludzie mieli być przyjaciółmi Boga, dzieląc Jego naturę niczym synowie. Stracili takiż udział w Bożej naturze. Skutki tego może nam zilustrować wyobrażenie sobie, co by się stało, gdyby nasz ukochany przyjaciel albo – co jeszcze gorsze – ukochane dziecko miało nie tylko przestać używać rozumu, ale w ogóle, radykalnie stracić rozumną naturę i zejść do poziomu dzikiego zwierzęcia. Trudno to sobie wyobrazić, ale zdajemy sobie sprawę, że taka istota nie miałaby już nadziei zaznawać szczęścia w postaci przyjaźni z nami. I właśnie coś takiego zdarzyło się, kiedy postradaliśmy łaskę Bożą.

Można spróbować wyobrazić sobie skutki upadku człowieka inaczej: ludzkość stała się jakby jałową glebą, całkowicie pozbawioną wszelkiego życia i zupełnie niezdolną do jego wytworzenia, do czasu aż nie zostanie w niej zasiane jakiegoś rodzaju nasiono. Jakiekolwiek życie w końcu na niej powstanie, będzie musiało pochodzić od owego nasiona. I oto nasionem tym jest, jak już stwierdziłem, Chrystus. My, śmiertelnicy, znajdujemy się w sytuacji owego przyjaciela czy dziecka, które nie tylko przestało używać rozumu, ale w ogóle utraciło rozumność i stało się zwierzęciem. Oba przywołane przeze mnie porównania są trafne tylko do pewnego stopnia, jednakże można powiedzieć tyle: żywa roślina nie różni się od martwej ziemi – ani człowiek rozumny od dzikiej bestii – bardziej niż nadprzyrodzone od naturalnego. Pies ma większą szansę udowodnienia piątego postulatu Euklidesa albo skomponowania symfonii niż człowiek pozbawiony łaski – dokonania działania o charakterze nadprzyrodzonym. To, co nadprzyrodzone całkowicie wykracza poza ludzkie władze, a przecież całe szczęście chrześcijanina zależy od osiągnięcia przez niego nadprzyrodzonego celu.

Skoro przyznajemy, iż jedyną potrzebną rzeczą jest to, co nadprzyrodzone, naturalne musi przed nim ustąpić. Trzeba odłożyć na bok naturalne standardy i cele, i osądzać oraz układać wszystko z nadprzyrodzonego punktu widzenia. Dalej, choć w ostatnich czterech rozdziałach pisałem o zbliżaniu się duszy ludzkiej do Chrystusa, trzeba nam pamiętać, iż nie da się do Niego zbliżyć bez Chrystusowej łaski. Owo dążenie ma charakter nadprzyrodzony i musi dotyczyć kogoś o nadprzyrodzonej charakterystyce. Nasze dążenie do Chrystusa musi zyskać nadprzyrodzony wymiar dzięki łasce, czy to aktualnej, czy uświęcającej, zaś w obecnym stanie rzeczy wszelka łaska przychodzi do nas za pośrednictwem męki i śmierci Pana Jezusa. „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Nawet zbliżając się do Chrystusa, musimy korzystać z Jego pomocy. Dlatego początkiem życia duchowego w chwili chrztu musi być zjednoczenie z Panem Jezusem. Wyjaśniłem już jednak, że w naszym dążeniu do Chrystusa chodzi o jeszcze ściślejszą jedność z Nim, jest ono wysiłkiem zmierzającym do rozwinięcia Chrystusowego życia, które jest w nas, dzięki czerpaniu życia Pana Jezusa z reszty Jego Mistycznego Ciała, którego jesteśmy członkami, a On – Głową i źródłem całego jego życia.

W ostatnim rozdziale przyjrzeliśmy się temu, jak Chrystus pozostawił nam swoją ofiarę, aby mogła być wyrazem naszego własnego wewnętrznego ofiarowania się Bogu. Aby Chrystusowa ofiara w pełni stała się naszą, musimy dostosować nasze dyspozycje do Jego dyspozycji. Innymi słowy, wkraczając w Chrystusa musimy powiedzieć to, co On rzekł, przychodząc na świat: „Oto idę, aby spełnić wolę Twoją [Boże]” (Hbr 10, 9). Powiedziawszy to w sercu, musimy mówić to całym naszym życiem. Wówczas możemy uznać Chrystusową ofiarę, sumę całego Jego życia oraz śmierci, za naszą własną.

Potrzeba poddania się woli Bożej staje się oczywista, także jeśli spojrzymy z innego punktu widzenia. Jeżeli rozważymy naszą sytuację jako członków Mistycznego Ciała, odrobina refleksji uzmysłowi nam jasno, że posłuszeństwo woli Bożej jest fundamentalnym prawem żywego członkostwa w Chrystusie. Rozważmy jeszcze raz budowę ludzkiego ciała. Składa się ono z członków, organów i komórek, a każde z powyższych pełni określoną funkcję i działa w określony sposób. A jednak wszystkie razem tworzą doskonałą całość. Powodem owej jedności jest to, że wszystkie ożywia – w dosłownym tego słowa znaczeniu – pojedyncza życiodajna zasada, którą jest dusza ludzka. Ta życiodajna zasada modyfikuje ich działania i koordynuje funkcje poszczególnych elementów, tak że każdy pracuje ku pożytkowi całości, zaś z kolei cały organizm podtrzymuje życie każdego z powyższych. Po śmierci owa pojedyncza życiodajna zasada opuszcza ciało, bowiem śmierć jest rozdzieleniem duszy i ciała. Każda część ciała natychmiast staje się wtedy, że się tak wyrażę, sobą, w porządku naturalnym i funkcjonuje podług własnej natury, już bez kierownictwa czy też koordynacji ze strony wspólnej duszy. Skutek tego wszystkiego jest taki, że rozmaite substancje chemiczne ludzkiego ciała reagują ze sobą w sposób naturalny, niszcząc organy i tkanki, powodując rozkład. Lecz nawet tworzące się ludzkie ciało przypomina Mistyczne Ciało Chrystusa. Jeśli zastanowimy się nad początkiem ludzkiego organizmu, stwierdzimy, iż rozwija się on z pojedynczej komórki, w którą Bóg wlewa ludzką duszę jako życiodajną zasadę. Następnie owa komórka dzieli się, spożytkowując pokarm przygotowywany dla niej przez organizm matki. W miarę rozwoju ludzkiego organizmu komórki zaczynają się różnicować, określone grupy komórek kształtują się tak, aby pełnić poszczególne funkcje. Pod wpływem pojedynczej, życiodajnej zasady, komórka przemienia się w wysoko zorganizowaną strukturę, znaną nam jako organizm ludzki.

Jeśli zdamy sobie sprawę, że Duch Święty jest Duszą Mistycznego Ciała Chrystusa, zrozumiemy, jak zupełne poddanie się Jego woli jest konieczne dla naszego życia w Chrystusie. Jesteśmy członkami – można by rzec: komórkami – Mistycznego Ciała i Ciało to jest w pełni rozwinięte i zdrowe tylko wtedy, kiedy wszystkie jego członki i komórki są w pełni ożywiane przez Ducha Świętego i całkowicie Mu poddane. Występuje pewna istotna różnica pomiędzy ludzkim ciałem a Mistycznym Ciałem Chrystusa, mianowicie ta, że w ciele ludzkim żadna z jego części nie ma jakiejkolwiek własnej woli. Poza szczególnymi przypadkami określonego typu narośli, dusza wywiera wpływ na każdą część ciała, całkowicie nad nimi panując i sprawując nad nimi pełną kontrolę. Natomiast każdy członek Mistycznego Ciała jest osobą, dysponuje własną, wolną wolą i ma pełną władzę nad swoimi działaniami. Ma moc podejmowania wyborów. Może albo poddać się Duchowi Świętemu w drodze pełnienia woli Bożej – i o tyle, o ile to czyni, żyje życiem Chrystusa i będzie z Nim identyfikowany – albo odrzucić wolę Boga i żyć podług własnej woli, znajdując się wówczas na zewnątrz Chrystusa, a przynajmniej poza Jego życiem; może być nawet Antychrystem. Rozważyliśmy już ten aspekt sprawy i nie ma tutaj potrzeby dalszego rozwijania tematu. Płynie z tego wszystkiego oczywisty wniosek dla nas: Nikt nie może równocześnie postępować podług własnej woli oraz być doskonałym członkiem Chrystusa – zaś bez Chrystusa nic nie możemy.

Wola Boża jest zatem prawem życia chrześcijańskiego. Pełniąc ją, zbliżamy się do Chrystusa i pozostajemy z Nim w jedności. Czym jest wobec tego wola Boża dla nas? Odpowiedź na to pytanie jest w pewnym zakresie całkiem oczywista, jednak w całej swojej pełni nie jest taka prosta. Rozpatrując nas samych, musimy rozróżnić w naszym umyśle dwie «wole» w Bogu, dwa rodzaje rzeczy, których chce Bóg, czy też raczej dwa aspekty odnoszenia się zdarzeń do woli Bożej. Bóg pragnie, aby określone rzeczy się zdarzyły, a nawet je nakazuje. Możemy je nazwać zgodnymi z «wolą-znakiem» (łac. signi) Bożym. Jest także jednak wiele rzeczy, które zdarzają się wbrew okazanej woli Bożej – w szczególności grzechy. A jednak nic nie wydarza się bez przynajmniej przyzwolenia Boga, w tym sensie że Bóg danego zdarzenia nie powstrzymuje.

Ten drugi rodzaj zdarzeń, sprzeciwiających się okazanej woli Bożej, zdarzają się w drodze czegoś, co nazywa się Bożą «wolą-upodobaniem» (łac. placiti).[1] Jeśli użyjemy określenia «przyzwolenie», nie oznacza ono, iżby Bóg udzielał dyspensy od swoich praw i pozwalał, aby były one łamane, uwalniając tych, którzy je łamią, od winy. Respektuje jednakże wolną wolę swoich stworzeń, nie pozbawiając ich wolności wyboru.

Jeśli chodzi o kwestię tego pierwszego rodzaju woli Bożej (signi), nie ma wielkich trudności z jej określeniem, przynajmniej na pewnym poziomie. Przykazania Boże i Jego Kościoła, prawomocne polecenia tych, którzy dzierżą prawowitą władzę, obowiązki wynikające z naszego stanu, ewangeliczne porady, inspiracje Ducha Świętego – wszystko to są środki, za pomocą których Bóg objawia nam swoją wolę dotyczącą naszego postępowania. Dokładne określenie jej w szczegółach, w odniesieniu do konkretnych osób, może nie być takie łatwe. W istocie czasami wydaje się nam, iż Pan Bóg życzy sobie, aby Jego wola pozostała nieznana. Jednak, przynajmniej przy pomocy modlitwy i porad duchowych, człowiek zawsze może zdecydować o swoich działaniach w najbliższej przyszłości, w taki sposób, żeby zadowolić Boga. Zastanowimy się krótko, jak to robić.

Natomiast wola placiti, czy inaczej to, na co Pan Bóg przyzwala, obejmuje znacznie szerszy zakres zdarzeń, w których czasami bardzo trudno w ogóle dostrzec rękę Boga. Musimy jednak pamiętać, iż nawet tworząc wolną wolę i pozwalając swym stworzeniom jej używać, Pan Bóg nie zrezygnował z najwyższego zwierzchnictwa nad wszystkim. Włada niebem i ziemią. Nie dzieje się nic, czego nie przewidział, do czego nie umożliwił warunków ani na co nie „pozwolił”. Dotyczy to również grzechu, którego Bóg nienawidzi i który budzi Jego obrzydzenie. Lecz ponieważ postanowił stworzyć człowieka wyposażonego w wolną wolę, nie interweniuje w przypadkach jej nadużywania, lecz życzy sobie ich konsekwencji. Być może najłatwiej będzie zilustrować tę sytuację, kiedy wyobrazimy sobie Boga, który nie ograniczył się do stworzenia, że się tak wyrażę, zaczynu świata i pozostawienia go, żeby sam wypracował sobie własne przeznaczenie, ale wybrał konkretnie Ziemię i ustanowił dla niej kompletną historię, aż do samego jej końca. Przeanalizował szczegółowo każde pojedyncze działanie każdego stworzenia oraz jego konsekwencje, porównał ową możliwą historię, owo następstwo zdarzeń, ze wszystkimi innymi możliwymi historiami, i ostatecznie zdecydował, że na świecie będzie się działo właśnie tak, a nie inaczej i że dojdzie do takich a takich wydarzeń, wraz ze wszystkimi ich konsekwencjami.

Kiedy spojrzymy z tego punktu widzenia, wszystko, co się nam przydarza, niesie ze sobą pewnego rodzaju znamię boskiego wyboru. Logicznie rozumując, musimy rozciągnąć to stwierdzenie także na nasze grzechy, w tym sensie, że Pan Bóg wybrał Wszechświat, w którym dozwala, aby popełniono określone grzechy. Oczywiście za poszczególny grzech odpowiada ta stworzona wola, która postanowiła go popełnić, tym samym obrażając Boga i ściągając na siebie winę za grzech. Jeśli jednak później identyfikuje się z Bożą wolą, poprzez skruchę oraz akceptację skutków grzechu, których chce Bóg, może zastosować do siebie zasadę sformułowaną przez św. Pawła: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28).

Zanim jednak przeanalizujemy całą kwestię z praktycznego punktu widzenia, aby określić, jak powinniśmy postępować, spróbujmy jednak najpierw zrozumieć, jaki ogólny plan legł u podstaw Bożych rządów Wszechświatem.

Ośrodkiem Bożego planu jest Chrystus. Wszystko jest dla Niego i przez Niego, i wszystko ma być w Nim odnowione. Wszystko zostało stworzone w Chrystusie, jednak poprzez grzech ludzie, na tyle, na ile ich on dotyczy, oddalili się od Niego. Boży cel nie zmienił się jednak – Bóg wciąż pragnie odnowić wszystko w Chrystusie.

Piszę tu o Bożych planach i «wolach», lecz w rzeczywistości w Bogu nie ma żadnej mnogości, poza tym, że istnieje Trójca Święta. Mówiąc o działaniach Boga, jesteśmy zmuszeni posługiwać się ludzkim językiem i ludzkimi określeniami, tymczasem w Bogu jest tylko jedna idea i jedna wola. Zradza Syna poprzez znajomość siebie samego, a wzajemna Miłość Ojca i Syna jest Trzecią Osobą, czyli Duchem Świętym. To, co Bóg robi na tym świecie, jest zaledwie zewnętrznym cieniem czy też imitacją tego, co czyni w sobie samym. W sobie zaś zradza Syna, a na tym świecie tworzy Jego Mistyczne Ciało. W sobie Bóg kocha swego Syna Duchem Świętym, i na tym świecie także kocha Syna poprzez Ducha Świętego. Są trzy Osoby, lecz tylko jedna Boża wola.

Pisałem już, że Duch Święty jest życiodajną zasadą, duszą Mistycznego Ciała Chrystusa, stąd wydedukowałem, że trzeba się całkowicie poddać Jego przewodnictwu, Jego woli, albowiem Jego wola jest wolą Boga. Nie należy się czuć zakłopotanym, jeśli za chwilę rozpatrzymy cały proces jako coś, co podlega wpływowi zewnętrznych zdarzeń i jeśli równocześnie podkreślam, iż należy się całkowicie poddać woli Boga Ojca wyrażonej w Jego przykazaniach oraz zrządzeniach Jego Opatrzności – albowiem wola Ojca i wola Ducha Świętego jest tą samą wolą, wolą Boga. Zaś jeśli w naszym umiłowaniu Syna jako naszej Głowy zechcemy się poddać Jego woli i obejmując Go z miłością, złączymy naszą wolę z Jego wolą, również nie powoduje to żadnych kłopotów, bowiem i Chrystus jest Bogiem, a Jego boska wola jest wolą Boga.

Natomiast w Jezusie Chrystusie są dwie wole – nie tylko boska, ale i ludzka – bowiem jest On równocześnie Bogiem i człowiekiem. Cały plan ziemskiego życia Pana Jezusa polegał na całkowitym, pełnym poddaniu Jego woli ludzkiej woli Bożej, w ekstatycznym podporządkowaniu się jej; takiej, jaka okazywała się w formie otrzymanego przez Chrystusa od Ojca «przykazania», w otrzymywanych przez Niego «inspiracjach» Ducha Świętego czy nawet w samym biegu wydarzeń, szczególnie pod postacią grzechów popełnianych przez tych, którzy Pana Jezusa ukrzyżowali. „Uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 8).

Oto kompletne streszczenie życia Jezusa Chrystusa. Odwoływałem się już do tego cytatu, ale nie zamierzam przepraszać za odwołanie się do niego ponownie. Pan Jezus już w łonie Matki poprzysiągł posłuszeństwo Ojcu, jako niemowlę i dziecko był poddany tym, których Bóg wyznaczył na Jego opiekunów. „Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany” (Łk 2, 51). Do ukończenia trzydziestego roku życia Jezus poddawał się woli Bożej okazującej się w słowach Maryi i Józefa. W swoim życiu publicznym, Chrystus nigdy nie uczynił niczego innego niż rzeczy, które podobały się Jego Ojcu, i nieodmiennie akceptował liczne ograniczenia, jakie Opatrzność nakładała na Jego działalność. Podczas swojej męki i śmierci, Pan Jezus cierpiał niesprawiedliwość, od ran fizycznych oraz obelg złych ludzi, którzy grzeszyli przeciwko Bogu, lecz nigdy nie przestał dostrzegać woli Bożej we wszystkim, co Mu czyniono. Ostatnim aktem Chrystusa na krzyżu było całkowite oddanie się w ręce Ojca... Był posłuszny aż do śmierci krzyżowej.

„Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2, 9). Bóg nie tylko podniósł Chrystusa z martwych, ale zaplanował wskrzesić przez Niego całą ludzkość, wybawiając ją od śmierci spowodowanej grzechem. Ludzie utracili życie nadprzyrodzone i mogli je odzyskać z powrotem jedynie w Chrystusie. Zaś cała Boża wola, całe zarządzanie przez Boga Wszechświatem – a rozciąga się ono nawet na najdrobniejsze rzeczy i zdarzenia – ma jeden cel: odnowić wszystko w Chrystusie. Zatem jeśli podporządkowujemy nasze wole woli Bożej, cała nasza historia, wliczając w nią każdą pojedynczą rzecz, jaka nam się przydarza, stanowi część planu realizowanego przez wszechmogącego Boga – planu zmierzającego do zjednoczenia nas z Chrystusem i uświęcenia nas w Nim.

Chrześcijańska duchowość i moralność nie mają zatem charakteru negatywnego, to jest nie są jedynie zestawem zakazów: „Nie będziesz...”. Jest w swej istocie pozytywna i dynamiczna, jest włączaniem nas w Chrystusa i budowaniem każdego z nas w Chrystusie. W przypadku każdego będącego w stanie łaski uświęcającej człowieka wszystko zależy tylko od woli Bożej oraz od jego własnej woli. Nie ma znaczenia, czego chcą inni ludzie ani co mu robią; jeśli tylko człowiek trwa przy Bogu dzięki własnej woli, Pan Bóg go uświęci.

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? [...] Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co [jest] wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8, 35-39).

Wypełniając wolę Bożą, jesteśmy zatem formowani w Chrystusa, «trawieni» przez Niego, przyjmowani w Nim i przekształcani w Niego, tak jak pokarm jest czerpany przez korzenie i przekształcany w winorośl. Kiedy wykonujemy wolę Boga, Chrystus, nasz Najwyższy Kapłan bierze nas i błogosławi, mówiąc: „To jest bowiem ciało moje”, i ofiarowuje nas swemu Ojcu, który jest w Nim zawarty, wreszcie przyjmuje nas, jednocząc nas ze sobą. Doskonałe zjednoczenie z Chrystusem to wypełniać wolę Boga przez wzgląd na umiłowanie Boga. Nie ma żadnego godniejszego sposobu postępowania niż ten. W nim mieści się cała świętość, a także wszelkie szczęście, wszystkie nasze możliwe osiągnięcia i wymarzone przez nas cechy, bowiem takie wypełnianie woli Bożej odnawia nas w Chrystusie i jednoczy z Nim, naszym Bogiem i wszystkim!

Zacytuję monsiniora Louisa Gaya, na wypadek gdyby moje słowa zostały wzięte za wyraz myślenia życzeniowego:

Pan Bóg działa w taki sposób, że Jego wola jednoczy z Bogiem tych, którzy są zjednoczeni z nią, ma też skłonność do jednoczenia wszystkich ludzi ze sobą nawzajem. [...] Pomiędzy Trójcą Świętą a nami jest cała hierarchia o olbrzymiej rozpiętości. Owa wola (wola Boża), zrodzona pośród niestworzonego splendoru, przekracza wszystkie stworzone wspaniałości tworzące wspomnianą hierarchię. Przede wszystkim otrzymuje ją Pan Jezus. Jest on koniecznym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, najwyższą głową stworzenia, uniwersalnym kapłanem. Przekazując Ojcu posłuszeństwo dzieci, przekazuje wprzódy dzieciom wole Ojca, a zanim je przekazuje, bez wątpienia je wielbi. Ośmielę się zapewnić, że On już je aktualnie osiągnął, albowiem poza tym, że żył tu, w dole, dla wszystkich swych członków, osiągnął On co do zasady i jak gdyby także substancjalnie wszystkie wole Boga, które miały ich osobiście dotyczyć, przez kolejne wieki. Możemy przeto dostrzec, że nawet obecnie nie ma choćby pojedynczej woli Boga, której by Chrystus nie osiągał, w najwyższym, niebiańskim stopniu, przez swe absolutne podporządkowanie się jej, w imieniu nawet tego członka, który zapewne nigdy przed nią sam nie ustąpi, ale który być może ustąpi, lecz tylko dzięki poruszeniu Głowy i Wodza oraz pod Jego wpływem.

Następnie, nie ma wątpliwości, że co czyni Jezus, to czyni i Maryja; jeśli jest On pośrednikiem, to Ona – pośredniczką, ich życie w niebiosach jest nie tylko podobne, ale jedno. [...] Nie ma w zamysłach Bożych nic tak szczególnego ani indywidualnego, aby nie przynależało do powszechnego planu i nie pomagało osiągnąć wielkiej tajemnicy Chrystusa, którą jest spełnienie wszystkiego w Bogu. [...] Wola Boża, która mówi, że powinien mnie dziś boleć brzuch, że powinni mi zaprzeczać, upokarzać mnie, zapomnieć, która szykuje dla mnie to a to nieoczekiwane zdarzenie, która sprowadza na mnie tę oto trudność, która powoduje, że potykam się o ten kamień, która wiedzie mnie na to pokuszenie – takie jest jej pochodzenie i historia! Zrodzona z Boga, tak jak Pan Jezus jest z Niego zrodzony, zaprawdę w tym samym czasie co Chrystus, gdyż wszystko w Bogu jest wieczne, stanowi owoc, którego istotą jest sam Bóg Najwyższy. Jeśli spożywam ten owoc, będę ubóstwiony; jeśli bowiem Pan Jezus, Bóg z urodzenia, zasłużył na to, aby Jego boskość, przysłonięta i trzymana jakiś czas w zanadrzu, wytrysnęła nagle w Jego Ciele, a później zalała Jego Kościół, to dlatego, że przez wszystkie dni swego wojowniczego życia zawsze karmił się wolą Swego Ojca. Lecz oto dalej, ów ubóstwiający owoc, owa wola Boża, która zachowuje mnie przy życiu, przychodzi do mnie brzemienna, jak gdyby nasiąknięta synowskim posłuszeństwem mego Zbawiciela i mej drogiej Matki, pobożnością dobrych aniołów i uwielbieniem świętych.[2]

Sedno sprawy jest takie, że każdego aktu życia duchowego dokonuje się w partnerstwie z Panem Jezusem, i nie da się porównać Jego udziału z naszym – nasz wkład jest ledwie niczym kropelka wody w kielichu wypełnionym dojrzałym winem Jego niepomiernej miłości do Boga. Lecz ta nasza własna kropelka ma największe znaczenie. Albowiem wprawdzie można rzec, iż Chrystus zrobił wszystko za nas, lecz jednego nie może uczynić bez współpracy z naszej strony, a mianowicie nie może sprawić, aby to, co zrobił, stało się nasze, chyba że i my dołożymy swoją cząstkę. Dokładamy ją, wypełniając wolę Bożą. Nie ma znaczenia, jak trywialne może być nasze działanie, jeśli wykonujemy je zgodnie z wolą Bożą, to i w jedności z Chrystusem, a w takim razie wszystko, co jest Jego, należy i do nas. Tak oto jednocząc się w ten sposób z Panem Jezusem, jesteśmy zjednoczeni nie tylko z Nim, we wszystkich działaniach całego Jego życia (poza którymi wszystko inne stałoby się nieważne), ale i z każdym członkiem Chrystusa, we wszystkim, czego dokonuje się w danej chwili w dowolnej części świata, bądź czego dokonano w którymkolwiek momencie w przeszłości. Owo zjednoczenie woli z Bogiem jest jedynie skutkiem zjednoczenia miłości, możemy więc zacytować na poparcie omawianej doktryny słowa św. Tomasza, który napisał:

Podobnie jak w naturalnym ciele czynność jednego członka wychodzi na dobre całości, tak też się dzieje i w organizmie duchowym, jakim jest Kościół. Ponieważ wszyscy wierni tworzą jedno ciało, dobro jednego członka służy dobru drugiego. [...] Wynika stąd, że kto trwa w miłości, jest uczestnikiem wszelkiego dobra, jakie się dzieje na całym świecie.[3]

Jesteśmy także zjednoczeni z Matką Bożą we wszystkich jej działaniach, z każdym spośród świętych we wszystkich ich działaniach, z każdym księdzem odprawiającym Mszę świętą, głoszącym wiarę czy ratującym duszę, jesteśmy zjednoczeni z każdą modlitwą i dobrym dziełem każdego członka Kościoła. Możemy nawet przywłaszczyć sobie zasługi za owe dobre dzieła, jeśli przez wzgląd na umiłowanie Boga kochamy je bardziej niż ci, którzy je wykonują. Owoce naszego partnerstwa, nawet kiedy spoglądamy na nie w taki sposób, wydają się niewiarygodne, ale w rzeczy samej nawet wartość wszystkich dobrych dzieł całego Kościoła, obecnych i przeszłych, nie jest w żadnej mierze równa choćby pojedynczemu działaniu, jakie wykonał w swoim ludzkim życiu Pan Jezus. Zaś On tęskni do tego, aby przenieść na nas wartość każdego aktu z Jego życia i męki, tak aby wszystkie stały się naszymi. Trudno w to uwierzyć, ale tak wielka jest Boża miłość.

Mamy znak, symbol i przyrzeczenie powyższego, w postaci Eucharystii. Jak już wyjaśniłem, ofiara Mszy świętej przenosi i reprezentuje ofiarę krzyżową, która była zewnętrznym wyrazem złożonej przez Jezusa Chrystusa wewnętrznej ofiary w postaci życia w całkowitym poddaniu się woli Bożej.

O Chrystusowym zamiarze przekazania nam wszystkich Jego bogactw mówią nam słowa samego Pana: „Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej” (1 Kor 11, 25). Przymierze dotyczy przekazania nam naszego dziedzictwa, które mamy otrzymać. Najświętszy Sakrament zawiera w sobie to, co przenosi ze sobą relację Chrystusa i Boga Ojca, a wszystkie te rzeczy są do naszej dyspozycji we Mszy świętej.[4]

Nawet chrzest, który włącza nas w Chrystusa, wzbogaca nas w Jego bogactwa. Św. Tomasz tłumaczy nam bowiem, iż dzieła Chrystusa należą nie tylko do Niego, lecz i do wszystkich Jego członków, na zasadzie tej samej relacji, jaka zachodzi pomiędzy działaniami sprawiedliwego człowieka a nim samym.

Dlatego to Chrystus wysłużył swoją męką zbawienie, nie tylko dla siebie, lecz także dla swoich członków.[5] Męka Chrystusa, w którą chrzest włącza, jest dla ochrzczonego środkiem ratującym tak, jakby on sam cierpiał i umarł. [...] Przez chrzest człowiek staje się członkiem Chrystusa i przypada mu w udziale męka Chrystusa, która jest karą za nasze grzechy tak, jak gdyby sam człowiek wycierpiał karę.[6]

Sakrament chrztu jest jedynie bramą do Eucharystii. W tej ostatniej otrzymujemy na własność ofiarę Chrystusa i Jego samego, źródło wszelkich łask! To zatem nie mrzonka, mówić o wkraczaniu w owoc wszystkich Chrystusowych zasług. To właśnie po to Pan Jezus czyni z nas częścią siebie w swoim Mistycznym Ciele. A najpełniej jesteśmy częścią Chrystusa wtedy, gdy wypełniamy wolę Bożą.

Wola Boża, w swoim dwojakim aspekcie, «woli – znaku» oraz tej, która objawia się poprzez bieg zdarzeń zachodzących pod kontrolą Opatrzności, zawiera w sobie wszystko, co potrzebne do naszego zupełnego uświęcenia oraz doskonałego zjednoczenia z Chrystusem. Św. Teresa, która z własnego doświadczenia znała wartość wszystkich form jedności z Bogiem – nawet zjednoczenia ekstatycznego – podkreśla, że najdoskonalsze jest zjednoczenie woli:

Wszystek wysiłek początkującego oddawać się modlitwie do tego zmierzać powinien (a nie zapominajcie, że jest to bardzo ważne), by z wszelką pilnością, na jaką zdoła się zdobyć, nad tym pracował i o to z całą gotowością się starał, by wola jego stała się zgodna z wolą Bożą. [...] Na tym [...] zasadza się wszystka najwyższa doskonałość, jaką na drodze życia duchowego osiągnąć zdołamy. Im doskonalej kto tego warunku dopełni, tym większe dary otrzyma od Pana, tym dalej na tej drodze postąpi.[7]

Doktryna, jakiej nauczał Pan Jezus, nie była bynajmniej inna: „Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19, 17). „Wejdzie do królestwa niebieskiego [...] ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21). Zaś Duch Święty obiecuje nam za pośrednictwem św. Jana: „Kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2, 17). Jak powiada św. Teresa, jest bardzo ważne, żeby to wszystko zrozumieć. Wielu ludzi postrzega doskonałość, jako coś, co osiąga się poprzez niezwykłe dzieła, wyjątkowe osiągnięcia, cuda, ekstazy, niezmierne cierpienia. Pan Jezus wcale tak nie uważa – prosi nas jedynie o to, abyśmy robili to, co On: całkowicie poddali się woli Boga Ojca – a On dokona całej reszty. „Zaufaj Mu: On sam będzie działał” (Ps 37 [36], 5). „Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1, 6).

[1] Por. św. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna, t. II, 11 i 12, tłum. P. Bełch OP,: Katolicki Ośrodek Wydawniczy „Veritas”, Londyn 1962–1986, [online:] http://katedra.uksw.edu.pl/ramka.htm [dostęp: czerwiec 2012 roku] (przyp. red.)
[2] Louis Charles Gay, On Abandonment, w: Christian Life and Virtues, t. III, Boston Monday Lectures, Boston 1879. Warto przeczytać całą dyskusję tematu.
[3] Św. Tomasz z Akwinu Wykład Składu apostolskiego, czyli „Wierzę w Boga”, art. 10., tłum. K. Suszyło OP, w: św. Tomasz z Akwinu, Wykład pacierza, W drodze, Poznań 2005, ss. 128 i 138.
[4] Por. św. Tomasz z Akwinu, Scriptum super Libros Sententiarum, XII.
[5] Por. św. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna, t. III, 48, 1, dz. cyt.
[6] Tamże, t. III, 69, 2 i 2 ad 1.
[7] Św. Teresa z Ávila. Twierdza wewnętrzna, Mieszkanie drugie, tłum. H. P. Kossowski, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2006, s. 8, [online:] http://www.karmel.pl/klasyka/twierdza/baza.php?id=03 . [dostęp: czerwiec 2012 roku].