Coś dla mnie

Czy nasze zwichrowane dusze budują sobie nieistniejące światy, bo nie umieją się odnaleźć w tym realnym?

Szukałam książki. Nie jakiejś poważnej, treściwej, nadającej kierunek myśleniu. Ot, lekkiej, rozrywkowej, w sam raz na upalne wieczory. Sposób? Tradycyjny. Na stojąco, w dzielnicowej bibliotece, wyciągając po kolei z półek i bibliotecznego stoliczka zwróconych książek. Coś obyczajowego albo jakąś kryminalną historię, ale bez dramatów. Autor: obojętny (wybaczcie, autorzy!).

Czytanie notek na okładce, pierwszych zdań, kartkowanie… Jeden nachalnie nasuwający się wniosek: nadzwyczajność. Zatrzęsienie tarotów, duchów przodków, czarów, kolejnych wcieleń, klątw i spisków aniołów. Może miałam pecha. A może jest w tym coś charakterystycznego – że nasze zwichrowane dusze budują sobie nieistniejące światy, bo nie umieją się odnaleźć w tym realnym. Bo łatwiej jest wskazać palcem lokalne rytuały, które niczym deus ex machina nadają „sens” opowiadanej historii, niż zobaczyć siatkę powiązań między wyborem a konsekwencjami. Przenika to wszystko w literaturę klasy B (czy C) – oczywiście, nie najmądrzejszą wcale, czasem schematyczną, kiepsko napisaną, naprawdę nie spodziewałam się wiele, choć przecież i wśród takich książek nie brakuje zręcznie skonstruowanychopowieści. Ale czy już naprawdę nie da się tak po prostu czegoś poczytać czy obejrzeć bez tego niezręcznego poczucia oderwania od zwyczajności, jej reguł?

Pisze ks. TomášHalík: „przestrzeń, którą w naszym społeczeństwie opuściła tradycyjna wiara, nie została zajęta przez wiedzę, rozum i naukę, ale raczej przez najróżniejszego typu przesądy”. Nie wiem, czy interpretując literaturę czy sztukę popularną należy sięgać aż tam (może to tylko wygoda, komercja, moda bez głębszych uzasadnień). Jednak zdarza mi się poczucie dziwnego odrealnienia. Jakby świat wokół, ludzie wokół zaczęli mówić do mnie językiem totalnie niezrozumiałym, w którym znaczenie ma nie logika a „moja prawda”, wiara oznacza ślepotę, a rozwiązanie zastępują przenosiny w czasie.

Mówi nam się czasem, że chrześcijaństwo: jego cudowne połowy, ziszczające się prorockie zapowiedzi, wskazówki aniołów – że to wszystko nie jest dla współczesnych, na miarę ich pragnień i potrzeb. Że żenująco naiwne i nieprzystające do smartfonów i Instagrama. Że o Bogu dziś trzeba inaczej, że „chyba w to nie wierzysz?!”.

Sama nie wiem, co ze mną nie tak. Rozmnożenie chleba wydaje mi się bardziej realne od mikstury uwarzonej przez tajemniczą postać, aPiotr opuszczający więzienie w towarzystwie anioła bardziej prawdopodobny niż detektyw znajdujący złodzieja dzięki rozmowie z duchem wieloryba.

Chrześcijaństwo to coś dla mnie. Chociaż czasem nie mam co czytać.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10