Duszpasterskie doświadczenie br. Benedykta Pączki OFMCap było proste: kiedy potrzebna jest nagła pomoc medyczna, dzwonimy pod nr 112. Gdy coś się zepsuje, wzywamy np. pogotowie energetyczne. A co, gdy choruje dusza? Gdzie znaleźć ratunek?
W 2012 roku Bożym przypadkiem skrzyżowały się drogi br. Benka i młodego człowieka, który myślał o samobójstwie. Kapucyn, który wtedy jeszcze pracował w Krakowie (we wrześniu 2013 r. wyjechał na misje do Republiki Środkowej Afryki), poprosił go o numer telefonu. Zadzwonił i po długiej rozmowie udało mu się przekonać mężczyznę, że można mu pomóc. – Tak pojawiła się myśl, że osób szukających „duchowej” rozmowy może być więcej. Postanowiłem być dla nich dostępny – wspomina br. Pączka, który słynie z niekonwencjonalnych pomysłów.
Ochotnicy potrzebni na już
Do Pogotowia Duchowego, które wtedy założył, szybko wciągnął kapłanów takich jak on – nieco szalonych (tak sami mówią o sobie), chcących realizować swoje powołanie na 200 proc. i zawsze być dla ludzi. Rzeczywistość, z jaką jednak się zderzyli, okazała się bardzo trudna i dziś, po 5 latach, w szeregach pogotowia z 60 księży zostało tylko 20. Działają w całej Polsce i poza jej granicami, a telefoniczny dyżur pełnią raz w tygodniu przez całą dobę. „Na już” potrzebni są więc kolejni ochotnicy!
– Ciekawostką jest, że polscy kapłani pracujący na misjach i dyżurujący np. w USA czy Japonii mówią, iż najczęściej dzwonią do nich rodacy, ponieważ gdy za oceanem jest dzień, nad Wisłą księża już śpią, a to właśnie nocą ludzie stają nad życiową przepaścią... – opowiada Stanisław Kruszyński, diakon stały, obecnie szef duchowych ratowników. Sam również mieszka za granicą, w Holandii, gdzie bardzo brakuje kapłanów. Dlatego Kościół od lat stawia tam na pomoc świeckich diakonów.
– Sprawy, z jakimi zgłaszają się do nas ludzie, bywają naprawdę dramatyczne. Zdarza się, że do pracy przyjeżdża tu mąż albo żona, a współmałżonek zostaje w kraju z dziećmi i po jakimś czasie zaczynają się kłopoty: rozłam więzi rodzinnych, zdrady, uzależnienia. Bywa też, że w Polsce ktoś leczył się psychiatrycznie, a pracując w Holandii, jest pozbawiony opieki medycznej i leków. Choroba wraca więc i potrafi doprowadzić człowieka nawet do sytuacji skrajnych, do morderstwa. Znam kilka takich sytuacji – nie kryje S. Kruszyński, a ks. Paweł Szymański, z pogotowiem związany od samego początku, przyznaje, że ta posługa oznacza gotowość wspięcia się na wyżyny swoich duchowych i psychologicznych możliwości.
– Tak jest zwłaszcza wtedy, gdy po ciężkim dniu walczę z sennością, a ktoś po drugiej stronie słuchawki walczy o swoje być lub nie być. Założyciel mojego zgromadzenia – św. Wincenty à Paulo – mówił jednak, że służąc ubogim (także na duchu), więcej dostajemy, niż dajemy. Dlatego pomagać trzeba, a kiedy jest mi ciężko, zestawiam jakąś trudną rozmowę z tym, co uważam za problem w swoim życiu, i od razu dostrzegam kontrast. Przez pogotowie i przez to, co z siebie daję, Bóg daje mi jeszcze więcej – nie ma wątpliwości ks. Szymański.
Dla świeckich i duchownych
Choć powstanie pogotowia było inicjatywą oddolną, dziś duchowi ratownicy są pewni, że to Boże dzieło i że służą całemu Kościołowi. Dlatego tym, którzy chcą pomagać, stawiają konkretne wymagania... – Reklamę pogotowia znalazłem na Facebooku i zadzwoniłem do Benka z pytaniem, jakie warunki muszę spełnić, by dołączyć do projektu. Do końca życia nie zapomnę odpowiedzi: „Musisz, chłopie, być wierzący”. Zrobiłem więc sobie krótkie rekolekcje, sprawdzając, jak to z moją wiarą jest, i zdecydowałem, że chcę być ratownikiem – wspomina ks. Robert Klemens COr.
Jak dodaje, poprzez posługę w pogotowiu nieustannie doświadcza Boga działającego w życiu ludzi, a tym, co często przyciąga rozmówcę, jest jego uśmiech. – Kiedy trzeba było dać na stronę pogotowia swoją „główkę”, wybrałem najbardziej uśmiechnięte zdjęcie. Dzwoniący często mówią mi teraz, że właśnie dlatego wybrali mnie – mówi ks. Klemens.
Bożym ratownikom bardzo zależy, aby działalność pogotowia została oficjalnie zatwierdzona przez Konferencję Episkopatu Polski. – Nie uznajemy też żadnej „partyzantki” – każdy ratownik musi mieć zgodę swojego przełożonego na tę posługę – podkreśla br. Pączka. Pogotowie służy nie tylko świeckim, ale także duchownym zmagającym się z problemami. – Gdy przyjechałem do Polski na urlop, mocno wstrząsnęła mną wiadomość o kilku samobójstwach kapłanów. A przecież my jesteśmy i dla nich. Pamiętam też rozmowę z pewną siostrą zakonną, którą w dzieciństwie gwałcił ojciec. Zgodziła się, bym o tym opowiadał. Będąc już w zakonie, cięła się żyletkami, a rany chowała pod habitem i bardzo cierpiała. Udało się jej pomóc i dziś jest szczęśliwa – wspomina br. Benek.
Szczegółowe informacje i dni dyżurów poszczególnych kapłanów można znaleźć na www.pogotowieduchowe.pl.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
W Australii dzieci przystępują do bierzmowania przed pierwszą komunią.
Dla lokalnych chrześcijan kluczowym problemem jest dziś przetrwanie pod względem finansowym.
Powinno Jej się oddać honory królewskie, bo Ona prowadzi nas do swojego Syna.