Nie ma twardych facetów

O szkole pokory w zakonie, męskiej przyjaźni i zaletach prawdziwego mężczyzny z o. Wiesławem Dawidowskim OSA rozmawia Maciej Gajek.

Reklama

O. Wiesław Dawidowski OSA augustianin, doktor teologii fundamentalnej, publicysta. Kieruje Ośrodkiem Duszpasterstwa Archidiecezji Warszawskiej dla Obcokrajowców. Współpracuje z kanałem Religia.tv, gdzie prowadzi audycje na żywo. Chrześcijański współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.

Maciej Gajek: Znasz taki żart: Czy ksiądz chodzi do toalety?
O. Wiesław Dawidowski: – Nie znam…

Jasne, że chodzi. Ale rzadziej…
– (śmiech) Przyznam: jestem antyklerykalny. My, księża, zbyt często przyjmujemy rolę księży, a za mało zajmuje nas formacja ludzka. Naszym nowicjuszom i młodszym braciom mówię, że najpierw powinniśmy myśleć o sobie jako o ludziach, potem chrześcijanach, a dopiero na końcu księżach. Kiedy kleryk staje się takim „małym księdzem” i przestaje być mężczyzną – przegrywa.

Nie wierzę, że jako kleryk nie poczułeś się „małym księdzem” albo „ojcem”.
– Bawiło mnie, gdy starsza pani zwracała się do młodego księdza tuż po święceniach „ojcze”, chociaż nie powiem, żeby mnie do tego nie ciągnęło. Ale miałem hamulec. Augustianie mają w sobie coś takiego, że chcą być prawdziwymi facetami i moi koledzy śmiali się ze zniewieściałego stylu życia niektórych kleryków. Z gestów, sposobu chodzenia, mówienia. Bo klerycy nie jedzą, tylko spożywają posiłek, nie idą na spacer, tylko na przechadzkę. Taki język zdradza problemy z własną tożsamością, a ten, kto go używa, stylizuje się na kogoś, kim wydaje mu się, że powinien być.

Czy po opuszczeniu seminarium to się zmienia? Po pięciu latach nagle przestają spożywać posiłki, a zaczynają jeść?
– Mój ojciec duchowny, ks. Bozowski, mawiał: przed święceniami dostaniesz tornister wypakowany książkami. Jak pójdziesz do ludzi, to trzeba je poukładać w takim porządku, w jakim będą służyć ludziom, a nie tobie. Jeżeli ktoś chce przełożyć życie w seminarium na prawdziwe życie, może się to skończyć odejściem z kapłaństwa.

Udało Ci się tego uniknąć.
– Sam się temu dziwię (śmiech). Wyobraź sobie taką sytuację: moi współbracia na budowie noszą cegły. A Wiesiu jest poetą, musi napisać wiersz i pograć na gitarze, nie ma czasu na cegły. Któregoś dnia wchodzę do refektarza, a tam nagle milczenie. Przełożony zapytał mnie: może droga zakonna nie jest dla Ciebie? To był obuch w głowę. Uświadomiłem sobie, że nie mam rąk tylko do kielicha i pateny, ale po to, żeby zagrabić liście wokół klasztoru, umyć okna i posprzątać na korytarzu. Wiesz, że przez pięć lat w zakonie byłem praczem? Nie robiłem nic więcej, poza praniem braciom bielizny i prześcieradeł! To mnie nauczyło, że nawet taka praca się liczy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9