Mistrz duchowości

Fragment książki "Jezus - mistrz duchowości". Autor: Jörg Zink. Wydawnictwo: WAM.

I "Kto jest blisko mnie, jest blisko ognia"

O Jezusie trzeba mówić. Trzeba mówić o Nim jako o skromnym, wędrownym kaznodziei z małej, niemal nie znanej galilejskiej wioski. Wielkim nauczycielu mądrości. Rewolucjoniście, ukochanym Mistrzu i znienawidzonym reformatorze. O lekarzu ciała i duszy, który był blisko ludzi, a także o człowieku, który wygłaszał zapadające w pamięć przypowieści. Marzycielu, który w ludzkich oczach daleki był od rzeczywistości. Mężczyźnie doświadczonym przez wielkie cierpienie, który na swoje drobne barki wziął ból i trwogę całej ludzkości.

Należy mówić, że w wielkanocne dni roku 30. objawił Światło, a przenikając wszystko przy gotował w sercu człowieka i w historii miejsce Bożemu Duchowi. Trzeba również mówić o historii Jego dzieła – wielkim ruchu religijnym, który wywołuje nasze zdumienie, zmuszając do refleksji. Gdy Jezus po raz pierwszy ukazał się publicznie, ten który Go zobaczył pomyślał o ogniu. Prorok Jan, chrzcząc ludzi nad Jordanem, wskazawszy na Niego, rzekł: „Ja was chrzczę wodą (...). On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3, 16). Obraz ognia przewija się przez historię Jego życia i działalności jak czerwona nić. „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12, 49) – mówił. Jedna z Jego wypowiedzi zawartych w Ewangelii Tomasza brzmi: „Kto jest blisko mnie, blisko jest ognia”... (Sentencja 82). A gdy po śmierci Mistrza kontynuacji dzieła podejmują się Jego następcy, ponownie powraca symbol ognia: „Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden” (Dz 2, 3). Ogień rozgorzał i rozpalił ludzi, a oni zapłonęli zachwytem tych, którzy zostali powołani, by „rzucić ogień na ziemię”.

Ogień jest źródłem światła. Bez słońca, które jest ognistą kulą gazową, wysyłającą ogromne ilości energii, na Ziemi nie byłoby życia. Jezus sam porównuje swoją misję do światła (J 12, 46), zachęcając nas: Bądźcie światłością! „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5, 14). A jego następcy podejmują ten obraz: „Jedyny (...), który zamieszkuje światłość niedostępną” (1 Tm 6, 16), „zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4, 6b). Nie może być bowiem inaczej – na twarzy człowieka, który stoi naprzeciw wschodzącego Słońca, odbija się słoneczna jasność. Jego oblicze (niem. Stirn – czoło) staje się niczym ciało niebieskie (niem. Ge-stirn) – odbijające blask słońca. Ten, kto widzi przed sobą ogień, wie, że płomienie mogą go dosięgnąć. I być może w tym jednym, wielkim momencie pragnie paść ich pastwą, aby urosły i stały się jaśniejsze. W tej tylko bowiem mierze będzie z nas emanować światło, w jakiej sami jesteśmy gotowi w nim spłonąć.

Mojżesz spotkał Boga ponad tysiąc lat wcześniej niż Chrystus. Bóg przemówił do niego poprzez ogień. W słonecznym żarze kamiennej pustyni dostrzegł Mojżesz krzew, który stał w płomieniach, a nie spalał się. Z krzewu dochodził głos: „Mojżeszu! Wyprowadź swój lud na wolność”. Bóg, przyzywając Mojżesza poprzez ogień, nakazuje mu być tym, kim jest – wolnym, wyprostowanym człowiekiem, który podejmuje wyzwanie i wypełnia je zgodnie z poleceniami Stwórcy.

Izajasz, gdy został powołany na proroka, miał wizję, w której ujrzał siebie stojącego w obliczu Pana, podczas gdy anioł dotykał jego ust żarzącym się węglem z ołtarza, aby mógł przemawiać w imieniu gorejącego Boga. Było tak, jakby sam Izajasz miał stać się płomieniem i płonącym drewnem, a przemawiając miał spalać sam siebie.

Jednak ogień to również tylko chwila. Ten, w czyjej głowie rodzi się myśl jak ogień – olśnienie, nie może powiedzieć: Mam jeszcze czas. Zrealizuję ją gdy będę starszy, lub gdy osiągnę to czy tamto! Takiego człowieka porywa siła chwili, pokonujące wszystko uderzenie powołania, które przynosi jasność. Czytamy: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!” (Ef 5, 8).

Czego dowiedzieliśmy się do tej pory o Jezusie? Gdyby rzeczywiście znakami objawienia Chrystusa były ogień i światłość, należałoby zrewidować te wszystkie wyobrażenia, które ukazują Go w niezwykle łagodny sposób – tak na przykład lubi przedstawiać swojego Jezusa społeczeństwo mieszczańskie. Tymczasem postać Chrystusa płonie i jaśnieje – nawet w tym łagodnym odblasku, który dociera do nas poprzez tysiąclecia, i również w trzecim tysiącleciu, nie straci nic ze swojej przemożnej i fascynującej siły.

Ta poświęcona Jezusowi książka nie została pomyślana jako wykład, niechaj będzie raczej źródłem inspiracji. Nie wiem – podobnie jak nie wie nikt inny – czy moja wizja Jezusa jest „prawidłowa”. Narodziła się z poszukiwania prawdy na temat Boga i mnie samego, w czasie długiego wypatrywania światła i ognia. Zapewne inni postrzegają Go inaczej. Chciałbym jednak pogratulować temu, kto zdołał dostrzec blask owego światła i ognia – mimo tego, że widział je tylko w odbiciu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9